Dwa cudowne filmy na jesienne wieczory

pinterest

Witam, dawno mnie tu nie było! Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście.
Nie traktujcie tego, jako jakieś "poważne" recenzje. Po prostu mam potrzebę podzielić się z wami moją miłością do tych dwóch filmów. Spontanicznie i na luzie. A ponieważ oglądam teraz sporo, możecie spodziewać się większej ilości postów na ten temat. Enjoy!


1. Teoria Wszystkiego
     The Theory of Everything





















Widziałam go już jakiś czas temu, ale dalej jestem pod wielkim wrażeniem. Jest to historia słynnego fizyka - Stephena Hawkinga. Cierpi on na stwardnienie zanikowe boczne, które spowodowało paraliż większości ciała. Z pewnością każdy zna, albo przynajmniej kojarzy tego człowieka.

"Teoria wszystkiego" to opowieść o jego życiu, odkryciach, młodości. Przede wszystkim ukazuje niezwykle trudną w tej sytuacji, lecz jednocześnie niesamowicie silną miłość. Niesamowita historia geniusza, który musiał poradzić sobie z tak ogromnymi zmianami w swoim życiu. Film pokazuje jego prywatne życie, pełne ogromnych trudności, ale i szczęśliwych chwil, których choroba nie zdołała mu odebrać. Widzimy walkę Stephena i jego najbliższych osób - szczególnie Jane, jego żony. Produkcja w dużym stopniu skupia się na niej. Widzimy jej ogromne poświęcenie. Jest to niezwykła, bardzo silna kobieta, która może być inspiracją dla wielu osób. Była przy ukochanym nawet w najtrudniejszych chwilach. Nie uciekła przerażona na wieść o chorobie. Stwierdziła, że kocha Stephena i nie zostawi go w takiej sytuacji - razem będą z tym walczyć.  Robiła co mogła, aby wiódł szczęśliwe życie. Starała się, jak tylko mogła, mimo że było to dla młodej kobiety bardzo trudne - zarówno fizycznie, jak i psychicznie. 
"Teoria wszystkiego" to produkcja wyjątkowa. Porusza, inspiruje i zachwyca. Wydaje mi się, że to jeden z tych filmów, które zapamiętam na długi czas.
Muszę wspomnieć też oczywiście o fenomenalnej grze aktorskiej Eddiego Redmayna, który za tę rolę otrzymał Oscara. Nie bez powodu. Perfekcyjnie wcielił się w tak trudną rolę Stephena Hawkinga. Dalej nie mogę wyjść z podziwu nad jego grą aktorską. Coś niesamowitego! Bardzo dobrze zagrała również Felicity Jones, która wcieliła się w rolę Jane Hawking.
I ta muzyka, ah! Zresztą, nie będę się tutaj rozpisywać... Posłuchajcie lepiej sami. ♥




"The Theory of Everything"  Eddie Raymane wins Best Actor 2014 for The Theory of Everything

-the theory of everything This scene is so heartbreaking, because think of all his idea, his thoughts, the influence he has had and he knows that those thoughts will never get out

the theory of everything - Google Search

博士と彼女のセオリー

Jane & Stephen Hawking in "The Theory of Everything"  This was the toughest scene to me...




2. Marzyciel

    Finding Neverland



Coś dla miłośników "Piotrusia Pana" i nie tylko - ja do tego grona się nie zaliczam, a film całkowicie pokochałam. Obejrzałam go z polecenia koleżanki, do końca nie wiedząc o czym on jest. Jedyne co o nim słyszałam to, że jest on absolutnie genialny i koniecznie muszę go obejrzeć. Obejrzałam.I faktycznie, jest to przecudowna produkcja. Jeden z najpiękniejszych filmów jakie widziałam. Płakałam przy tym filmie jak dziecko i to w wielu momentach. 

To kolejny film oparty na faktach w tym zestawieniu. Przedstawiona została tutaj historia przyjaźni pisarza Jamesa Barriego z pewną samotnie wychowującą matką i czworgiem jej synów. Poznają się w parku, do którego bohater wyrusza, szukając inspiracji do stworzenia kolejnej sztuki. Wtedy spotyka tamtą piątkę, z którą bardzo szybko połączy go silna przyjaźń. James nie wiedział wtedy, jak to spotkanie zmieni jego życie.

Jest to film niezwykły. Wiem, że nie każdemu się spodobał i to rozumiem. Do mnie jednak całkowicie trafił i z całego serca wam go polecam. To nie tylko wspaniała opowieść o niesamowitej przyjaźni, potędze wyobraźni i pasji lecz również o ogromnym cierpieniu, stracie i próbie pogodzenia się z nią . Pokazuje, że w każdym z nas powinno być dziecko. Powinniśmy marzyć, bawić się, dać ponościć się fantazji. Nie powinniśmy zamykać się w otaczającej nas rzeczywistości. Barrie pokazuje, jak wspaniałe jest bycie dzieckiem. To niezwykle inspirująca postać. Był człowiekiem naprawdę wyjątkowym. Takich jak on nie spotyka się często we współczesnym świecie. Osoba o złotym sercu, przepełnionym pasją i dobrocią. Cudowny człowiek z niezwykłą wyobraźnią, który swoim postępowaniem jest dla mnie ogromną inspiracją i wzorem do naśladowania.

Niesamowita historia, świetna gra aktorska, cudowny klimat oraz chyba najpiękniejsza muzyka, z jaką miałam do czynienia w filmie - i to skomponowana przez Polaka. Film, który zajmuje bardzo wyjątkowe miejsce w moim sercu. Pokochają go szczególnie marzyciele, którzy podobnie jak Zagubieni Chłopcy nigdy nie chcą w pełni dorosnąć. ♥

.. J.M. Barrie: I think it was the 1st time she ever actually looked at me, and that was the end of the boy James. I used to say to myself he'd gone to Neverland. Sylvia Llewelyn Davies: Where? J.M. Barrie: Neverland. It's a wonderful place.. I've not spoken about this before to anyone- ever. Sylvia Llewelyn Davies: What's it like, Neverland? J.M. Barrie: One day I'll take you there. Finding Neverland directed by Marc Forster (2004) #jamesmatthewbarrie #fanart Play by Allan Knee

"Young boys should never be sent to bed. They always wake up a day older" Neverland <3

Finding Neverland - the dinner party

Finding Neverland. ABSOLUTELY LOVE THIS MOVIE SO MUCH. CAUSE IT'S JONNY DEPP AND PETER PAN I MEAN LIKE WHAT MORE DO YOU NEED IN LIFE














TOP 10 KSIĄŻEK MŁODZIEŻOWYCH NA KONIEC LATA

pinterest

Niestety, wakacje mają to do siebie, że czekamy na nie bardzo długo, a mijają nie wiadomo kiedy. Czy tylko ja mam wrażenie, że tydzień temu odbierałam swoje świadectwo, a przecież lipiec dobiega końca? Ani się obejrzymy, a już będziemy wracać do szkoły. Warto ten czas wykorzystać jak najlepiej, czytając naprawdę dobre książki. Zastanawiacie się po co warto sięgnąć, zanim te piękne chwile wolności od nauki dobiegną końca? Już przychodzę z pomocą!
1. Oddam Ci Słońce
Pięknie napisana historia, której główni bohaterowie muszą się zmierzyć z trudami życia. Niesamowita książka, o cudownym, artystycznym klimacie. Porusza wiele problemów i zmusza czytelnika do myślenia. Wyróżnia się na tle innych książek młodzieżowych i jest moim numerem 1 nie tylko w tej kategorii, ale i wśród wszystkich powieści, jakie miałam okazję przeczytać.

2. Wybacz mi, Leonardzie
Matthew Quick to mój ulubiony autor. Jego książki zawsze robią na mnie ogromne wrażenie. "Wybacz mi, Leonardzie" to powieść, dotykająca wielu ważnych tematów, z którymi współcześni ludzie mają do czynienia. Nietuzinkowi bohaterowie, niezwykła historia i do tego rewelacyjny styl pisania. Quick rozśmiesza, zaskakuje, ale i wzrusza do łez. Myślę, że można śmiało porównać Leonarda do Małego księcia. Bohaterów tych dwóch historii naprawdę wiele łączy.

3. Wszystkie jasne miejsca
Wszystkie jasne miejsca" to książka naprawdę warta przeczytania. Historia zapada w pamięć i przekazuje mnóstwo ważnych wartości. Nie sądzę, by dało się przeczytać ją całkowicie obojętnie. Autorka bardzo szczerze ukazuje problemy, z jakimi borykają się nastolatkowie. Jedna z tych, które łamią serce i nie dają  sobie zapomnieć.

4. Do zobaczenia nigdy
 Temat osób niewidomych nie jest często poruszany w książkach, a jest on ważny. Autor w rewelacyjny sposób przybliża czytelnikowi życie niepełnosprawnej nastolatki. Ta powieść pomogła mi chociaż odrobinę zrozumieć, co taka osoba może czuć i jak wygląda jej codzienne życie. Świetnie napisana, mądra i zabawna.

5. Wszystko to, co wyjątkowe
"Wszystko to, co wyjątkowe" nie można zaliczyć do książek lekkich, mimo że czyta się ją dosyć szybko, a styl autora jest prosty. Matthew Quick poruszył w książce masę problemów, z którymi zmagają się współcześni ludzie. Czasem nie ma litości dla swoich bohaterów. Niesamowicie wstrząsa czytelnikiem. Jest to jednak pozycja, po którą zdecydowanie warto sięgnąć.

6. Earl i ja, i umierająca dziewczyna
Urzekła swoją oryginalnością, humorem, stylem pisania i niespotykanym podejściem do tematu. Mimo tematyki śmiertelnej choroby, nie znajdziecie tu ckliwej historii o miłości i zmiany życia. Bardzo się cieszę, że miałam okazję ją przeczytać i wszystkich do tego zachęcam.

7. Zanim Umrę
Niezapomniana, emocjonująca historia, która ściska za serce i sprawia, że zaczynamy cieszyć się życiem. Zajmuje ona wyjątkowe miejsce na mojej półce i jestem pewna, że kiedyś do niej wrócę. To pozycja, którą warto kupić, przeczytać i o niej rozmawiać.

8. 19 razy Katherine
"19 razy Katherine" pokonało w greenowskiej hierarchii "Gwiazd naszych wina" i "Szukając Alaski", stając na podium. To niezwykła historia, perfekcyjnie zaplanowana i z niesamowitym, zmuszającym do refleksji zakończeniem. Jest w niej wszystko to, co uwielbiam w młodzieżówkach. Ma ona mądrość, głębię i wartościowy przekaz, a wszystko zapakowane w świetnej historii z dużą dawką poczucia humoru. Czego chcieć więcej?

9. To skomplikowane, Julie
Kiedy zaczynałam czytać, myślałam, że będzie to książka o problemach dziewczyny z chłopakiem poznanym przez internet. Taki przesłodzony romans dla nastolatek z irytującą bohaterką i niezapadającą w pamięć historią. Tutaj się pomyliłam. Powieść okazała się niezwykłą, lecz naprawdę skomplikowaną historią, która chwyta za serce. Jestem pewna, że nie domyślicie się zakończenia!

10. Nawet o tym nie myśl
To idealny tytuł na już niestety dobiegające końca wakacje. Moc czytania w myślach ukazana w zupełnie inny sposób, niż w większości powieści. Jeżeli chcecie pozytywnie zacząć nowy rok szkolny, to ta powieść świetnie się sprawdzi. Jestem pewna, że nieźle się uśmiejecie czytając historie przyjaciół i miło spędzicie czas.



Post napisany dla portalu:


Zdjęcie użytkownika Papierowe Motyle.

Natalia Osińska - Fanfik



Książek, poruszających tematykę LGBT pojawia się coraz więcej na naszym rynku. Ludzie mówią o tym częściej i otwarcie przyznają się do swojej orientacji. Osoby te walczą o to, aby być tolerowanymi przez resztę społeczeństwa. Chcą pokazać, że nie różną się od innych, a miłość to miłość - niezależnie jaka. Mam wrażenie, że na przestrzeni lat podejście bardzo się zmieniło. Coś, co  kiedyś było nie do pomyślenia, dziś jest coraz częściej akceptowane i nawet wspierane przez resztę ludzi. Sytuacja się poprawia. Ludzie nie mają aż takich oporów, żeby wprost o tym rozmawiać. Podobnie jest w książkach, szczególnie tych skierowanych do młodego czytelnika. Jednym z takich przykładów jest "Fanfik", autorstwa Natalii Osińskiej.

Nie znam zbyt wiele książek, które opisują problemy, z jakimi zmaga się młoda osoba, która chce zmienić płeć. Szczerze mówiąc, to nie przypominam sobie, żebym wcześniej miała z jakąkolwiek do czynienia. Ucieszyłam się więc, kiedy usłyszałam o "Fanfiku", tym bardziej, że jest to powieść spod pióra polskiej pisarki. Po zapoznaniu się z wieloma pozytywnymi opiniami, nie mogłam doczekać się lektury. Czy moja również taka będzie?

Zacznijmy od początku. Tytuł i okładka. Umyślnie nie wstawiłam opisu z okładki na samym początku, tak jak to zazwyczaj robię. Chciałabym omówić go dopiero teraz, kiedy już wiecie, że powieść jest o tematyce LGBT.

Zgodnie z zaleceniem MEN-u
Każdy uczeń oraz rogal,
Aby nie marnować tlenu,
Ma być czymś na kształt pieroga,
Sama słodycz, garnit z krost,
Jedna waga, jeden wzrost,
Pulchne lico, grzbiet garbaty,
W środku pulpa i opiaty.

Na początku mamy wierszyk, fragment z książki, który na początku był dla mnie dosyć niezrozumiały. Dopiero podczas lektury, kiedy dowiedziałam się o co z nim chodziło, zaczął mi się całkiem podobać. Przejdźmy jednak dalej, do tej właściwej części...

W poznańskim liceum trwają przygotowania do Dnia Niepodległości. Czyja koncepcja zwycięży? Kółko historyczne domaga się patriotycznej akademii. Zespół kabaretowy woli skecze o rogalach świętomariackich. Tymczasem szesnastoletnia Tosia ma w głowie poważniejszy problem: chyba się zakochała w jednym z artystów. W dodatku nie potrafi dojść do ładu z tym, kim tak naprawdę jest.

Jedno wie na pewno: ma dosyć bycia grzeczną dziewczynką i potulnego spełniania cudzych oczekiwań.

Z opisem zdecydowanie coś nie wyszło, przynajmniej w moim przypadku. Jedynym powodem, dla którego postanowiłam sięgnąć po tę powieść, były recenzje, z którymi miałam wcześniej okazję się zapoznać. Sięgając po książkę, wiedziałam, że główna bohaterka zmagać będzie się ze zmianą płci i dlatego postanowiłam zapoznać się z jej historią. Gdybym znalazła ten tytuł po prostu w bibliotece czy księgarni, po przeczytaniu opisu, w życiu bym nie zabrała tej powieści ze sobą do domu. Stwierdziłabym, że jest to kolejna bardzo przeciętna młodzieżówka. Czego bym się spodziewała? Grupki małolatów, którzy robią awanturę o tak mało istotną akademię szkolną i żenujących rozterek sercowych zbuntowanej nastolatki. Nie wiem jak wy, ale ja właśnie tak to widzę. Czy jest tak w rzeczywistości? Oczywiście, że nie! Ten Dzień Niepodległości to naprawdę najmniejszy problem bohaterów. Dlaczego został tak wyeksponowany? Nie mam pojęcia. Można było podkreślić inne, ważne i o wiele bardziej wartościowe w tej powieści rzeczy- konflikt z rodzicami, samotną walkę z problemami i oczywiście fakt, że bohaterka ma dosyć bycia Tosią, lecz chce być Tośkiem. Bez problemu znalazłoby się w tej historii wiele wątków, o których można byłoby wspomnieć w opisie, zaciekawiając tym potencjalnego czytelnika. A tak? Opis bardziej odpycha, niż przyciąga. Chyba nie o to chodzi, prawda?


Okładka jest po prostu śliczna. Dziewczyna, wpatrująca się z książki ma w sobie coś, co hipnotyzuje i sprawia, że chcemy poznać jej losy.

Historia o Tosi jest okej. Czyta się ją przede wszystkim bardzo miło i szybko. Autorka pisze naprawdę zgrabnie, przez co śledzenie losów bohaterów jest przyjemnością. Historia ubrana jest w bardzo proste słowa. Jest to powieść idealna na letnie, gorące dni, mimo że ostatnio ich niestety brakuje.

Bohaterowie jednym się spodobają, innym nie. Nie są oni zbyt szczególni i wyjątkowi. Są po prostu normalnymi nastolatkami. Nie spotkamy tu dziwacznych hipsterów rodem z książek Greena czy Quicka. Nie mają oni w sobie nic tak bardzo indywidualnego, niespotykanego. Są przeciętni. Tutaj być może was zaskoczę - ja, która uwielbia, kiedy trafia na totalnie oryginalne postaci -to mi właśnie idealnie pasowało. Nie są oni totalnie bezbarwni, jak to często się zdarza w książkach, ale i nie szczególnie interesujący. To normalne dzieciaki z normalnego, polskiego liceum. Są po prostu wyjęci z życia codziennego. Bez problemu takich spotkasz na szkolnym korytarzu. To było dla mnie po prostu super. Są realistyczni, sympatyczni i łatwo ich polubić.

Śledziłam losy nastolatki z ciekawością. Całkiem wciągnęłam się w tę historię. Byłam bardzo ciekawa, co będzie na następnej stronie.  Pojawiło się w niej jednak wiele zgrzytów, na które nie mogłabym nie zwrócić uwagi. 

Przede wszystkim przemiana głównej bohaterki. To wszystko było dla mnie po prostu zbyt proste. Wyobraźcie sobie taką sytuację - najlepiej ubrana i umalowana dziewczyna w szkole (w końcu dba o nią jej ciocia, która prowadzi popularny salon kosmetyczny), pewnego dnia postanawia całkowicie się zmienić. Sukienki z falbankami zastępuje męskimi rzeczami, perfekcyjny makijaż znika, a do tej pory dokładnie ułożone włosy zostają zebrane w niski kucyk. Mało tego! Dana dziewczyna stwierdza, że chce, aby zamiast "Tosia", nazywać ją "Tosiek". I to tak z dnia na dzień! Jeszcze wczoraj twoje koleżanki zazdrościły jej dopracowanego wyglądu, a dzisiaj pojawia się jako chłopak. Ciężko mi jest to sobie poukładać w głowie. Pomińmy już nawet fakt, że to chyba nie do końca tak działa. Nie znam się na tym, ale słyszałam relacje osób, które zbierały się na odwagę latami, a nie w przypływie impulsu, tak jak Tosia. Już nawet to nie jest najważniejsze. Rzeczą, która bardziej mnie zaskoczyła była reakcja otoczenia. A właściwie jej brak! Co prawda później pojawiają się jakieś złośliwe komentarze, zdjęcia dziewczyny na forum itp., ale najważniejszy był ten pierwszy dzień, kiedy Tosia ukazuje środowisku swoje prawdziwe "ja". Żadnych wyzwisk. Żadnych komentarzy. Żadnych telefonów do rodziców. I co ważniejsze - żadnych wątpliwości. Ona szybko się z tym godzi i jej przyjaciele szybko się z tym godzą. Nie, tak nie jest. To wszystko poszło zbyt łatwo i kolorowo. Starałam się wyobrazić sobie siebie na miejscu dziewczyny. Co gdybym pewnego dnia postanowiła być Julianem? Jestem pewna, że wywołałoby to naprawdę duże poruszenie, chociaż, podobnie jak bohaterka, do najpopularniejszych zdecydowanie nie należę. Od sąsiadek, przez nauczycieli, aż po znajomych, wśród których na pewno znalazłyby się osoby, które postanowiłyby uprzykrzyć mi życie. Ja sama też biłabym się z myślami. Czy na pewno dobrze robię? Może mi się tylko wydaje? Co, jeżeli mnie pobiją i wyśmieją? Tosia nie miała takich problemów. Wydawało mi się to dziwne i przede wszystkim niesamowicie nierealne.

Uwaga! W poniższym akapicie mogą pojawić się spoilery!!!

Znajdziemy też różne inne błędy. Całkowity brak kontroli nad braniem leków przez Tosię. Zignorowanie wizyty u psychiatry przez nastolatkę i totalne pominięcie tego faktu zarówno przez opiekunów, jak i lekarza. Przerwanie leczenia w dowolnym momencie i odstawienie leków, od których swoją drogą podobno była uzależniona, "bo tak". Mimo pogodzenia się z tym, że Tosia jest chłopcem, brak zainteresowania opiekunów i bohaterki zmianą pod kątem medycznym, chociaż mam nadzieję, że autorka nadrobi to w drugiej części. Chodzenie Tosi tygodniam w tych samych ubraniach, należących do jej kolegi. Wyśmianie nauczycieli na scenie bez żadnych konsekwencji. Chyba że istnieją szkoły, gdzie kadra pedagogiczna ma tak duży dystans do siebie, że powala na zrobienie parodii ich zachowań, bez wcześniejszego omówienia tego... W ogóle, cały ten Dzień Niepodległości potraktowano przez uczniów jako jedną wielką komedię. Nie chce mi się wierzyć, że żaden nauczyciel za to nie odpowiadał i tego nie pilnował. Większość z tych błędów nie ma wielkiego wpływu na fabułę, ale jednak trochę ich jest. Jeżeli ktoś bardziej zwraca na to uwagę, z pewnością będzie go to drażniło. W większości przypadków można przymknąć na to oko, ale niektórych rzeczy nie da się nie zauważyć.

Czego mi bardzo zabrakło? Przemyśleń bohaterki i głębszej analizy jej doznań i myśli. Czytelnik w bardzo małym stopniu poznaje to, co dziewczyna czuje. Brakowało mi tutaj jej przemyśleń, jakiś wątpliwości. Autorka niezbyt skupiła się na jej wnętrzu. Przecież Tosia musiała rozmyślać nad swoją decyzją. Nie wierzę, że nie miała momentów zwątpienia, załamania, poczucia wyobcowania. Taka sytuacja jest jednak problemem, szczególnie dla młodziutkiej, dojrzewającej dziewczyny. Nie dowiadujemy się, co czuła, kiedy postanowiła pokazać się społeczeństwu, zmienić swoje życie. Po prostu tak zrobiła i tyle. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Koniec.

Przyznam szczerze, że mam bardzo mieszane uczucia względem tej pozycji. Z jednej strony spędziłam z nią miły wieczór i na swój sposób poczułam sympatię do bohaterów. Jednak kiedy głębiej się nad tym zastanowić, pojawia się tutaj sporo błędów, na które nie mogłabym nie zwrócić uwagi. Zabrakło mi również bliższego przypatrzenia się psychice bohaterki, co jest naprawdę istotnym aspektem w tego typu książce. Mimo to "Fanfik" do złych książek z pewnością nie należy. Będę ją ciepło wspominać i myślę, że sięgnę nawet po kolejną część. Jestem ciekawa, jak potoczą się dalsze losy Tośka. Uważam, że jest to dobry debiut i Natalia Osińska może nas jeszcze naprawdę nieźle zaskoczyć. Widzę w autorce ogromny potencjał. "Fanfik" polecam, aczkolwiek nie radzę nastawiać się na coś mega niesamowitego.

Jeff Zentner - "Król węży"




Ponure, zaściankowe miasteczko na południu Stanów Zjednoczonych. Młodzieńcze życie Dilla nie jest łatwe. Nie dość, że czuje się napiętnowany przez trudną rodzinną sytuację, to dodatkowo w szkole traktowany jest jak odmieniec. Jedynym antidotum na cały ten wszechogarniający jad, jest jego przyjaźń z innymi wyrzutkami Travisem i Lydią. Historia wzlotów i upadków trójki przyjaciół, którzy za wszelką cenę chcą wyrwać się z tego nieprzyjaznego dla nich miejsca. 

Uwielbiam książki dla młodzieży, których głównym wątkiem jest przyjaźń między grupą bohaterów. Często nie jest ona łatwa. Napotykają oni wiele trudności, a ich znajomość przechodzi wiele prób. Wspólnie próbują odnaleźć się w tym skomplikowanym świecie. Przeczytałam ich już naprawdę wiele. Uwielbiam je i bardzo chętnie po nie sięgam. Nic dziwnego, że "Król węży" od razu zwrócił moją uwagę. Opis strasznie mnie zaintrygował. Od razu wiedziałam, że to pozycja, która musi znaleźć się na mojej półce i to jak najszybciej. Nastawiłam się na coś naprawdę rewelacyjnego i liczyłam, że powieść Jeffa Zentnera stanie się jedną z moich ulubionych młodzieżówek. To był błąd.

Spotykamy tu trójkę nastolatków. Lydia prowadzi bloga o modzie, którego śledzą tysiące osób. Jest strasznie popularna w sieci, udzielała nawet wywiadów dla najbardziej prestiżowych magazynów. Mnóstwo osób uwielbia to, co robi. Niestety nie w świecie realnym. Tutaj dziewczyna jest samotna, a zazdrośni znajomi ze szkoły tylko szukają sposobu, aby jej dogryźć. Na szczęście ma dwójkę wiernych przyjaciół, którzy wspierają ją w tym co robi. Jason to wielki miłośnik świata fantasy, szczególnie serii "Bloodfall". To jego sposób na ucieczkę od przytłaczającej go rzeczywistości. Bardzo wysoki i puszysty chłopak stale musi znosić przytyki, szczególnie ze strony swojego ojca, który nieustannie porównuje go ze zmarłym bratem. Dill również nie ma łatwego życia. Chłopak cierpi przez etykietkę, którą przyklejono mu ze względu na błędy życiowe jego ojca - tytułowego Króla Węży. Chce wyrwać się z rodzinnego miasta i rozpocząć nowe życie, gdzie nie będzie postrzegany przez pryzmat sytuacji jego rodziny. 
Chociaż ta trójka nie ma najprostszego życia, starają się być dla siebie oparciem i wspierać się wzajemnie. Próbują nie dać się przytłaczającej codzienności i mają nadzieję na lepsze jutro. Marzą o tym, aby wyjechać i rozpocząć życie z dala od miasteczka, w którym się wychowali. Czy im się to uda? Czy nowe miejsce na pewno okaże się lepsze?




Sama od dziecka mieszkam w bardzo małym mieście, które może pochwalić się tym, że tutaj wszyscy wszystkich znają i o każdym coś wiedzą. Inny bardzo często oznacza tam gorszy, a wszelkie dramaty i plotki w chwilę rozchodzą się po wszystkich mieszkańcach. Bardzo często przyklejają ci etykietkę, oceniają po wyglądzie, odtrącają. Sama tego doświadczam, więc od razu zrozumiałam, co czują bohaterowie powieści, którzy podobnie jak ja chcą wyjechać z tego miasta i rozpocząć nowe życie w miejscu, gdzie możesz zacząć wszystko od nowa. Gdzie nikt dokładnie nie wie kim jesteś, czym się zajmujesz, co robiłeś wcześniej, jakie masz oceny, kim są twoi rodzice i ile zarabiają. Gdzie możesz poznać wielu zupełnie nowych ludzi, którzy być może cię zrozumieją. Gdzie mógłbyś realizować się w tym, co kochasz. Momentami czułam się dokładnie tak jak Lydia. Mamy naprawdę wiele wspólnego. Bardzo utożsamiałam się z problemami, jakie przeżywała. Z jednej strony ogromna potrzeba poznania nowych ludzi i znalezienia miejsca, w którym w końcu mogłaby być sobą, a z drugiej strony strach przed zmianą i zostawieniem tego, co tak dobrze zna, nawet jeżeli nie uważa tego za najlepsze miejsce. Dziewczyna nie odnajduje się tam, gdzie jest. Odczuwa potrzebę doświadczenia czegoś nowego, chociaż tak naprawdę do końca nie wie, czy idzie właściwą drogą. Szuka miejsca, w którym będzie szczęśliwa. Myślę, że wiele osób mogłoby się z nią utożsamić.

Pomimo tego, że ujrzałam w tej historii cząstkę własnego życia, to skłamałabym, mówiąc, że zrobiła ona na mnie tak duże wrażenie, jak na to liczyłam. Miała duży potencjał, ale jednak czegoś mi w niej zabrakło.




Bohaterowie są okej. Zostali dobrze wykreowani. Każdy ma swój własny charakter. Dobrzeukazano dlaczego ich zachowanie jest takie, a nie inne. Ma na to wpływ w dużym stopniu środowisko, w jakim się wychowywali. Widać, że wywiera to na nich jakiś wpływ, na co często w książkach nie zwraca się uwagii. Autor w naprawdę dobry sposób ukazał ich portret psychiczny. Są oni naprawdę realistyczni. Miałam jednak problem z zżyciem się z nimi i przez to wczuciem się w ich losy. Czytałam o nich, ale nie czułam żadnych większych emocji. Ani ich nie polubiłam, ani znienawidziłam. Nawet w bardzo trudnych dla nich momentach, nie było mi w żaden sposób przykro. Nie śmiałam się razem z nimi, nie cieszyłam z ich sukcesów, nie płakałam razem z nimi. Nic. Bardzo mi tego brakowało.

Miałam również duży problem z wciągnięciem się w historię. Losy trójki przyjaciół nie porwały mnie. Akcja toczyła się dosyć powoli, nic ciekawego się nie działo, przez co zwyczajnie się nudziłam. Nie działo się nic niezwykłego. Do czasu. W końcu miało miejsce coś, czego totalnie się nie spodziewałam. Jestem pewna, że mało kto się tego domyślił, czytając. Od tego momentu powoli zaczęłam wciągać się w akcję. I tutaj autor zrobił coś, co wyjątkowo mi nie pasowało. Wątek miłosny. Od początku można było się tego spodziewać. Wyszedł jednak według mnie naprawdę bardzo przeciętnie, nawet momentami sztucznie. Zaczęło mnie to okropnie drażnić.




Na koniec muszę pochwalić jeszcze przepiękną okładkę, która od razu przyciągnęła mój wzrok. Nie mogłam się na nią napatrzeć. Mamy wrażenie, że pokryta jest łuskami węża. Wygląda to rewelacyjnie!

"Król węży" odrobinę mnie rozczarował. Liczyłam na to, że będzie to rewelacyjna powieść, a okazała się dosyć przeciętną młodzieżówką - jedną z tych, które czyta się, odkłada na półkę i już do nich nie wraca. Mimo to nie żałuję, że ją przeczytałam, ponieważ tematyka wyjazdu z rodzinnego miasta jest mi bardzo bliska i myślę, że każdy kto czuję podobnie jak Lydia znajdzie w tej pozycji coś dla siebie.  



BINGO książkowe //2




Zasady:
1. "BINGO książkowe" to inna forma wyrażania moich opini na temat różnych książek. Opiera się na podobnych zasadach, jak klasyczna gra w bingo. Książki zdobywają punkty. Wygrywa ta, która zbierze ich najwięcej. 1 przekreślona kratka = 1 punkt.
2. Seria będzie składała się z wielu części, które będą ukazywały się w czwartki.
3. W każdej części będę przedstawiać 5 różnych książek.
4. Byłoby bardzo fajnie, jeżeli wy również pobawilibyście się w bingo i napisalibyście w komentarzu, ile wybrane przeze mnie powieści uzyskały u was punktów.

Tym razem postanowiłam skupić się na jednej kategorii, czyli dzisiaj rywalizować będą powieści młodzieżowe z motywem przyjaźni.

"Całkiem obcy człowiek"



"Earl i ja, i umierająca dziewczyna"




"Król węży"




"Lato Eden"




"Wyznawcy niemożliwego życia"




PODSUMOWANIE:
"Całkiem obcy człowiek"- 5 punktów
"Earl i ja, i umierająca dziewczyna" - 15 punktów
"Król węży" - 8 punktów
"Lato Eden" - 9 punktów
"Wyznawcy niemożliwego życia"- 11 punktów




Kerry Drewery - "Cela 7"





Media wywierają coraz większy wpływ na nasze społeczeństwo. Często zdarza się, że ludzie po prostu żyją życiem celebrytów, ukazywanym przez telewizję, gazety, portale plotkarskie. Całe dnie spędzają wpatrzeni w szklany ekran. Nie zastanawiają się nad sensem i logiką znalezionych tam informacji - po prostu łykają wszystko, co jest im podawane. Skoro jest tam tak napisane, to pewnie tak jest i koniec. Są tym wszystkim po prostu otumanieni, co jest bardzo sprawnie wykorzystywane. Media mają w naszych czasach po prostu władzę. Narzucają jak ludzie mają myśleć, jak patrzeć na różne sprawy. Manipulują na wiele przeróżnych sposobów. Sterują ludźmi, którzy bardzo łatwo się temu poddają. Sytuacja jest moim zdaniem coraz gorsza. Wyobrażacie sobie sytuację, w której dochodzi do tego, że anonimowi widzowie, za pośrednictwem reality TV mogą decydować o tym, czy ktoś powinien zginąć, czy jest niewinny? Świat w którym nie ma sądów, świadków, dokładnych dowodów. Jest za to program telewizyjny, który na swój sposób przedstawia sprawę. I są oczywiście widzowie, którzy dzięki sms-om, osądzą oskarżonego, bazując tylko i wyłącznie na tym, co im pokazano. Przerażające? Witajcie w świecie "Celi 7".

Książek o podobnym schemacie jest już naprawdę dużo na naszym rynku. Zepsute społeczeństwo i nastolatka, która postanawia ocalić świat. Brzmi znajomo? Pewnie, że tak. Nic dziwnego, że na początku totalnie nie zainteresowałam się "Celą 7". Gdzieś mi się tam przewinęła, ale większej uwagii na nią nie zwróciłam. Zapewne zostałoby tak, gdyby nie to, że pewnego dnia nie wygrałam ją w jakimś konkursie na facebooku. Bardzo się z tego ucieszyłam. Kiedy przesyłka dotarła, usiadłam i z ciekawości zaczęłam czytać pierwsze strony. Nie spodziewałam się wtedy, że książka tak bardzo mnie pochłonie i pozytywnie zaskoczy.

Bardzo podobał mi się pomysł pisarki i to, co chciała przekazać, dzięki swojej historii. Poruszyła naprawdę ważne tematy. Idealnie pokazała problem mediów- zapatrzenie w nie ludzi oraz to, jak często oszukują widzów, ukazując różne wydarzenia w zupełnie innym świetle, niż w rzeczywistości. W przypadku tej historii, jest to naprawdę świetnie pokazane. Widzimy, jak wypowiedzi ludzi są przekręcane i pokazywane widzom programu "Sprawiedliwością jest śmierć". Często mają bardzo niewiele wspólnego z rzeczywistością. Odbiorcy są oszukiwani i manipulowani. Wszystko po to, aby zwiększyć oglądalność i sprawić, że więcej osób będzie wysyłać smsy. Aż tak źle, jak w powieści u nas jeszcze nie jest, ale według mnie takie zachowanie się nasila. Być może "Cela 7" chociaż trochę otworzy niektórym oczy i sprawi, że zastanowią się, czy naprawdę chcą być częścią tego wszystkiego.

Media to nie jedyny problem, jaki porusza autorka. Ukazała też fakt, jak bardzo niesprawiedliwe jest społeczeństwo. Porównała dwa światy - bogatych celebrytów oraz biednych ludzi, nawet bezdomnych. Widzimy, jak wielka jest różnica między nimi. To właśnie ci, których na to stać, mogą głosować. Czy jest to w takim razie taki demokratyczny sąd, w którym każdy ma prawo głosu? No nie do końca.


Zwraca też dużą uwagę, jak majętni, wpływowi ludzie traktują tych, których uważają za gorszych. Mogą robić co chcą i nie ponoszą za to żadnych konsekwencji. Absolutnie się nimi nie przejmują. Traktują ich jak śmiecie. Mają przecież nad nimi władzę. Kto przejmie się bezdomną osobą? Oni mają pieniądze, mają wpływy, więc zawsze sobie w takich sytuacjach poradzą. Całkowity wymysł autorki? Jeżeli się nad tym zastanowić, to chyba niestety nie do końca...

Książka zaskoczyła mnie również pod wieloma innymi względami. Największym były chyba tutułowe cele. Główna bohaterka 7 dni spędza w Celach Śmierci. Każdego dnia przechodzi do nowej, aż trafia do ostatniej, gdzie czeka na nią elektryczne krzesło. Przez ten tydzień będzie trwało głosowanie widzów, któro zadecyduje o tym, czy nastolatka na nim usiądzie. W mojej głowie te izby wyglądały zupełnie inaczej. Wyobrażałam sobie, że każda z nich będzie inna. Myślałam, że codziennie na naszą bohaterkę będą czekały inne, przerażające rzeczy, a każde pomieszczenie będzie skrywało odmienne sekrety, zadania. Pomyliłam się- nawet bardzo. Każda z tych cel jest praktycznie identyczna. Wszyskie to zwykłe szare, obrapane pomieszczenia, praktycznie puste. Są tam oczywiście jakieś "urozmaicenia", jednak nie tak spektakularne, jak myślałam. Nijakie? Też tak pomyślałam. Później zdałam sobie sprawę, że jest to naprawdę dobry zabieg, który pokazuje, że w tym wszystkim najgorsze było dla więźnia oczekiwanie. Towarzyszyło im poczucie niepewności. Jak zagłosują? Uniewinnią go czy skażą na śmierć? W głowie ciągle pojawiały się myśli, że zostało im jeszcze 5 dni, 4 dni, 3 dni, 2 dni... Ciągłe myślenie o tym, zastanawianie się nad wynikiem było o wiele gorsze niż jakiekolwiek próby, zadania. To właśnie to wykańczało ludzi psychicznie i było zdecydowanie najgorsze.

Mogłoby się wydawać, że skoro w tych celach nie ma nic bardzo specjalnego, książka będzie raczej nudna. O nie. Mnie ona pochłonęła bez reszty - do tego stopnia, że nawet po odłożeniu, nie mogłam przestać o niej myśleć. Okazuje się, że sprawa morderstwa znanego celebryty jest o wiele bardziej skomplikowana, niż może się wydawać. Historia Marthy jest dosyć nieoczywista. Momentami naprawdę zaskakuje. Mimo że dziewczyna przyznała się do winy, czytelnik czuje, że coś tutaj jest nie tak. Stopniowo dowiadujemy się coraz więcej i więcej. Poznajemy przeszłość nastolatki oraz innych bohaterów. Skrywają oni mnóstwo tajemnic. Wplątani są w różne intrygi i kłamstwa. Czytelnik po prostu musi dowiedzieć się o co chodzi, co się stało. Sprawia to, że naprawdę ciężko oderwać się od powieści. Czyta się ją bardzo szybko. Wszystko to sprawia, że te prawie 500 stron, skończymy w jedną noc.

Bardzo podobał mi się styl pisania autorki. Uwielbiam różne ciekawe i oryginalne zabiegi w książkach. Kerry Drewery mnie nie zawiodła. Oprócz klasycznej narracji, mamy tutaj, przedstawiony w formie scenariusza, przebieg programu "Sprawiedliwością jest śmierć", co uważam za rewelacyjny pomysł. Dzięki temu autorka mogła idealnie pokazać, jak ogromna różnica jest między tym, co dzieje się za kulisami, a tym, co ogląda widz.

Nie zabrakło tutaj również, co jest raczej rzadkością w tego typu książkach, świetnej głównej bohaterki, którą niesamowicie polubiłam. Martha to twarda dziewczyna. Wie, co robi i po co tam jest. Mimo że ma chwile słabości, nie poddaje się. Nie jest tym typem, który postanawia zbawić cały świat. Ma świadomość tego kim jest i jakie są jej możliwości. Wie, na co mogłaby sobie pozwolić, a co lepiej zostawić innym. Dziewczyna odgrywa tylko jakąś rolę w całej tej intrydze. Jest jej częścią, nie kosogłosem liderką. Ma wyznaczone zadanie i trzyma się go. To również bardzo mi się podobało. W końcu jedna nastolatka nie ratuje całego społeczeństwa, hura!

Autorka stworzyła naprawdę dobrych bohaterów - zarówno tych, którzy odgrywają bardzo istotną rolę w tej historii, jak i drugoplanowych. Każdy ma własną historię, charakter i przeżycia, które wpływają na to, kim jest i jakie są jego cele. Niektórych polubiłam bardziej innych wręcz przeciwnie, ale każdy miał w sobie coś, co interesowało i przyciągało.Widać, że pisarka dobrze to wszystko przemyślała.

Pojawia się również wątek miłosny, czyli coś, co często nie wychodzi najlepiej w tego typu książkach. Tutaj nie mogę zdradzić zbyt wiele, żeby nie psuć wam zabawy, ale uwierzcie mi - jest rewelacyjnie poprowadzony.

Pod nie najpiękniejszą okładką, skrywa się rewelacyjna, niesamowicie wciągająca i trzymająca w napięciu historia, w której całkowicie się zakochałam. Fabuła jest przemyślana, nieoczywista i bardzo zaskakująca, a bohaterowie świetnie wykreowani i interesujący. Dodajmy do tego jeszcze rewelacyjną bohaterkę, zgrabną narrację i ważny temat, jakim są współczesne media i mamy naprawdę dobrą ksiażkę, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Polecam i już nie mogę doczekać się kontynuacji.


"Autopsja Jane Doe" - Z nosem w ekranie




Horror nie należy do moich ulubionych gatunków filmowych, jednak raz na jakiś czas lubię obejrzeć coś o tej tematyce. Bardzo często tytuły, które widziałam, zostawiały po sobie rozczarowanie i niesmak, szczególnie te współczesne produkcje. "Autopsja Jane Doe" to nowy film Andre Ovredala - reżysera znanego z filmu "Łowca trolli". Przedstawiono tam historię Tommego Tildena oraz jego syna - Austina, którzy wspólnie prowadzą prosektorium. Pewnej nocy policja przywozi niezwykłą kobietę, której zwłoki znaleziono w piwnicy. Mimo że dziewczyna nie ma na ciele żadnych śladów, wszystko wskazuje na to, że nie zmarła śmiercią naturalną. Zadaniem mężczyzn jest sprawdzenie, co było przyczyną jej zgonu. Stopniowo odkrywają coraz więcej bardzo tajemniczych i nieoczekiwanych rzeczy, które dają więcej nowych pytań niż odpowiedzi. Wraz z przybyciem ciała na miejscu zaczynają dziać się coraz dziwniejsze i przerażające zdarzenia. Nigdy nie spotkali się z czymś takim. Zaczynają zdawać sobie sprawę, że to może być ich ostatnie zlecenie...

Twórcom udało się stworzyć niesamowity klimat. Sceneria wypadła świetnie. Prosektorium, w którym rozgrywa się większa część akcji zostało naprawdę świetnie wykonane. Zamiast nagrywać w prawdziwej kostnicy, zdecydowano się wynająć halę i tam stworzyć plan filmowy. Wyszło to bardzo dobrze. Wszystko zrobiono z dużą dbałością o szczegóły. Miejsce pracy głównych bohaterów nie wydaje się widzowi złowrogie. Jest kolorowe, jasne. Ojciec i syn czują się tam dobrze. Kiedy zaczynają dziać się paranormalne zjawiska, czujemy, że coś jest nie tak, jesteśmy nawet lekko zdezorientowani. Świetnie przedstawione zostały również inne miejsca w domu - pomieszczenia oraz  pogrążone w półmroku korytarze, którymi uciekają bohaterowie. Wszystko wygląda równie upiornie, co pięknie. Oglądając, czujemy spory niepokój. Dziecięca muzyka, która pojawia się od czasu do czasu w tle, również sprawia, że włosy jeżą się na głowie. 


Znalezione obrazy dla zapytania autopsja jane doe


Historia Jane Doe bardzo wciąga. Napięcie jest stopniowo coraz większe. Akcja rozwija się dosyć powoli. Razem z bohaterami poznajemy tytułową kobietę i dowiadujemy się coraz więcej mrocznych i bardzo niepokojących tajemnic z jej przeszłości. Ciągle pojawia się coraz więcej pytań, na które chcemy poznać odpowiedź. Z każdym odkryciem mamy ochotę dowiedzieć się kolejnych rzeczy na jej temat. Postać Jane Doe i jej historię stworzono z pomysłem. Jest bardzo nieoczywista. Ciężko było mi się domyśleć, co było przyczyną jej śmierci.



Ważnym wątkiem w filmie jest relacja syna i ojca, który dalej nie może pogodzić się ze śmiercią żony. Widzimy jak mocna jest ich więź. Jednocześnie czuć między nimi konflikt. W ekstremalnych warunkach wracają nierozwiązane dotąd konflikty i niewytłumaczone sprawy. Jest to bardzo ciekawy wątek, który zasługuje na uwagę. Postacie Tommy'ego i Austina zostały dobrze przemyślane. Całkowicie skupiają się na swojej pracy. Są oni bardzo dobrzy w tym, co robią. Nowa sytuacja jest dla nich niesamowicie dziwna i przerażająca. Nie wiedzą co robić, a miejsce, które tak dobrze znali, nagle stało się całkowicie obce.  Aktorzy bardzo dobrze wcielili się w swoje role. Świetnie oddali relacje tej dwójki, rodzinną więź, jaka ich łączy oraz strach, którzy czuli, podczas walki z niewidzialną siłą.

Znalezione obrazy dla zapytania autopsja jane doe

Kiedy zaczynają dziać się niewytłumaczalne rzeczy bohaterowie, bardzo szybko godzą się ze swoim losem. Są niesamowicie przerażeni i zdezorientowani, ale nie próbują tego jakoś tłumaczyć. Nie wmawiają sobie, że to wszystko to tylko przypadek i da się to racjonalnie wytłumaczyć, tak jak to często robią bohaterowie horrorów. Szybko zauważają, że coś jest nie tak. Rozumieją fakt, że te zjawiska nie pojawiły się przez przypadek. Bardzo słabo starają się jednak uciec z prosektorium. Wykazują się bardzo małą kreatywnością i nie widzą oczywistych dróg ucieczki, co jest nieco irytujące.

Na pochwałę zasługuje aktorka, która wcieliła się w rolę martwej kobiety. Wypadła zjawiskowo i jednocześnie niesamowicie przerażająco. Podczas seansu nie można oderwać od niej oczu. Granie nieżyjącego musi być naprawdę trudne. Wymaga cierpliwości i samodyscypliny, co przyznała sama Olwen Kelly. Musiała zachować całkowity spokój i bezruch,a utrudniał to fakt, że otaczali ją ludzie, którzy ciągle dotykali ją, oglądali z bliska, podnosili jej ręce i nogi.


Znalezione obrazy dla zapytania autopsja jane doe

Bardzo dużą pracę włożyły również osoby, odpowiedzialne za charakteryzację - Bella Cruickshank oraz Jema Harwood. Sporym wyzwaniem było zaprojektowanie specjalnych protez. Wszystko musiało być wykonane bardzo dokładnie, z dbałością o szczegóły. Proteza miała składać się z wielu warstw, tak aby widać było je po rozcięciu zwłok. Włożono w to ogromną ilość pracy, co widać. Proteza wyglądała niesamowicie realistycznie.Wielokrotnie mamy na ekranie zbliżenia na ciało. Odgrywało to bardzo istotną rolę. Z tego powodu każdy detal został dopracowany. Wnętrzności bohaterki oddane bardzo wiernie. Wrażliwsi widzowie z pewnością nie będą w stanie patrzeć na te sceny.

Wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie zakończenie. W tym przypadku strasznie się rozczarowałam. Było po prostu słabe. Liczyłam na coś naprawdę ciekawego. Miałam jednak wrażenie, że twórcy nie mieli pomysłu, jak zakończyć tę historię i wymyślili coś na szybko. Wypadło to okropnie i strasznie mi się nie podobało.

"Autopsja Jane Doe" to dobry, bardzo klimatyczny i pełen napięcia horror, który zdecydowanie warto obejrzeć. Polecam zobaczyć i samemu przekonać się, jaki sekret skrywa tytułowa martwa kobieta. Myślę, że miłośnicy klimatycznych produkcji z bardzo ciekawą tajemnicą w tle, nie będą rozczarowani.





BINGO książkowe //1



Zasady:
1. "BINGO książkowe" to inna forma wyrażania moich opini na temat różnych książek. Opiera się na podobnych zasadach, jak klasyczna gra w bingo. Książki zdobywają punkty. Wygrywa ta, która zbierze ich najwięcej. 1 przekreślona kratka = 1 punkt.
2. Seria będzie składała się z wielu części, które będą ukazywały się w czwartki.
3. W każdej części będę przedstawiać 5 różnych książek.
4. Byłoby bardzo fajnie, jeżeli wy również pobawilibyście się w bingo i napisalibyście w komentarzu, ile wybrane przeze mnie powieści uzyskały u was punktów.


Kerry Drewery - "Cela 7"


Kelly Creagh - "Nevermore. Kruk"



Rick Riordan - "Percy Jackson i bogowie olimpijscy. Złodziej pioruna"



John Green - "Szukając Alaski"



Kiera Cass - "Rywalki"




PODSUMOWANIE:
Cela 7: 14 punktów
Nevermore: 14 punktów
Percy Jackson: 18 punktów
Szukając Alaski: 14 punktów
Rywalki: 12 punktów




Liz Flanagan - "Lato Eden"





"Lato Eden", pełna napięcia i emocji opowieść o przyjaźni, stracie, zdradzie i odkrywaniu własnej tożsamości, porusza do głębi i nie pozwala o sobie zapomnieć.


***

Ten dzień zaczął się normalnie. Wstałam, zrobiłam sobie kreski eyelinerem, naciągnęłam rękawy na tatuaże i poszłam do szkoły.Brzmi znajomo?

Wkrótce jednak okazało się, że to nie będzie zwykły dzień

Nieśmiała gotka Jess i śliczna, uwielbiana przez wszystkich Eden są niemal nierozłączne. Wiedzą o sobie wszystko. Nagle Eden znika, a Jess wie, że musi ją odnaleźć. Postanawia poszukać wskazówek, idąc śladami spędzonego wspólnie lata, podczas którego wiele się w życiu przyjaciółek zmieniło. Ta wycieczka w przeszłość zmusza Jess do przyjrzenia się z bliska wielu tajemnicom: sekretom, które Eden ukrywała przed nią, ale też sprawom, które sama zataiła przed Eden. Do Jess dociera, że chyba jednak nie znają się tak dobrze, jak jej się wydawało
Przed Jess coraz więcej znaków zapytania, a zegar tyka prawdopodobieństwo odnalezienia Eden żywej spada z minuty na minutę.
Czy zdąży na czas?


Zauważyłam, że ostatnio coraz rzadziej sięgam po książki skierowane do młodzieży. Nie oznacza to jednak, że postanowiłam całkowicie je porzucić. Szczególnie te, które poruszają problemy, z jakimi zmaga się młodzież, są bliskie mojemu sercu. "Lato Eden" od razu mnie zainteresowało. Kiedy tylko przeczytałam opis, w mojej głowie zaczęły układać się przeróżne scenariusze. Zgubiła się? Ktoś ją porwał? Może postanowiła zakończyć swoje życie? Jeśli tak, to dlaczego? Czy uda się ją znaleźć? Musiałam poznać odpowiedzi na dręczące mnie pytania.

Poranek zaczął się dla Jess cudownie. Szczęśliwa wstała z łóżka z poczuciem, że to będzie dobry dzień. Nie wiedziała wtedy, jak bardzo się myliła. 
Jej najlepsza przyjaciółka znika. Mimo że nastolatka powinna zostać w domu, rozpoczyna poszukiwania. Nie spocznie, dopóki jej nie znajdzie. Nie może uwierzyć, że Jess zrobiłaby coś takiego, nie mówiąc jej o tym. Przecież były nierozłączne...

Zdarzyło mi się sięgnąć po wiele książek, które poruszały różnorodne, bardzo trudne problemy. Ostatnio miałam (nie)przyjemność zapoznać się ze słynnym "13 powodów, gdzie główną bohaterką jest Hannah, która popełniła samobójstwo. Czymś, co łączy dziewczyny - Hannah, Eden, a także jej przyjaciółkę Jess - są naprawdę ciężkie przeżycia. Podejście autorki i wartości, co próbuje nam przekazać jest zupełnie inne niż to, co zaprezentował Jay Asher oraz wielu innych autorów, którzy postanowili podobnie przedstawić tę problematykę. Porównując "Lato Eden" z innymi pozycjami, które czytałam, gdzie bohaterowie postanowili odebrać sobie życie, zauważyłam, jak dobrze Liz Flanagan ukazała ten temat. Przesłanie, jakie powieść ze sobą niesie jest naprawdę świetne. Liz Flanagan nie wykorzystała motywu samobójstwa, aby stworzyć tkliwą i poruszającą historię nieszczęśliwej przyjaźni czy miłości. Nikt nie zostawił żadnych listów, map czy taśm, sprawiając, że wszyscy zaczęli się tą osobą interesować. Autorka zrobiła coś zupełnie innego. Pokazała, że niezależnie jak ciężki okres przechodzimy nie powinniśmy nigdy rezygnować z naszego życia. Nie jest łatwo, ale nie oznacza to, że w życiu nic dobrego nas już nie spotka. Jedno wydarzenie nie decyduje o reszcie twoich dni. Myślę, że ktoś, kto zmaga się z tego typu problemami, po lekturze "Lata Eden" może zadać sobie pytanie - "Może jednak warto żyć?". Podejście autorki było tutaj naprawdę dobre. Potrzebujemy właśnie takich książek - które będą dawały młodym ludziom chociaż trochę siły, a nie wręcz promowały temat samobójstwa.

Chociaż bardzo doceniam Liz Flanagan za jej podejście, książce brakuje sporo do ideału. Historia miała ogromny potencjał. Pomysł był moim zdaniem świetny. Z wykonaniem jest jednak gorzej.

Największym minujsem była strasznie powolny przebieg historii. Książka momentami bardzo mnie nudziła, chociaż zdarzały się i pojedyncze momenty w których naprawdę nie mogłam jej odłożyć. Należały one jednak do rzadkości. Akcja chwilami aż błaga o przyspieszenie, jakąś intrygę, nagły zwrot - cokolwiek. Praktycznie nic się nie dzieje. Mamy tutaj dużo retrospekcji. Jedne rozdziały były naprawdę ciekawe, inne wręcz pisane na siłę i kompletnie nic nie wnosiły. Nie potrafiłam wciągnąć się w tę historię. Często odkładałam ją, wracałam do niej, znowu odkładałam i tak w kółko, aż do końca. 

Spodziewałam się, że historia życia Eden będzie bardziej tajemnicza i zaskakująca. Wyobrażałam sobie, że razem z jej przyjaciółką będziemy odkrywać sekrety, o których nikt nie miał pojęcia. Eden w mojej głowie była dziewczyną z ogromną tajemnicą, którą bardzo dokładnie skrywała - nawet przed własną przyjaciółką. Czekało mnie jednak rozczarowanie. Postać Eden, mimo że dobrze wykreowana, nie była nawet w połowie tak zagadkowa, jak na to liczyłam. Skrywała sekret, ale był on dosyć banalny do odgadnięcia. Dziewczyna ma problemy, nie ukrywa jednak ich aż tak bardzo. Jej najbliższe osoby zdawały sobie sprawę co się z nią dzieje. Liczyłam na naprawdę tajemniczą postać, którą stopniowo będziemy odkrywać z główną bohaterką. Niestety, czegoś takiego nie było.

Bohaterowie są stworzeni bardzo przeciętnie. Główne bohaterki oraz siostra Eden zostały dopracowane i przemyślane. Widać, jak wszystkie te trudne przeżycia odbiły się na ich zachowaniu. Mają swój własny charakter, który został naprawdę przemyślany przez autorkę. Gorzej jest z resztą. Poboczni bohaterowie wydawali mi się strasznie przeciętni i nijacy. Autorka chyba zapomniała o nich, koncentrując się na Eden i Jess. Nikt w żaden sposób nie zwrócił mojej uwagi. Są bo są. Nic więcej. Bardzo nie lubię tego w książkach. Warto było zwrócić na pobocznych bohaterów większą uwagę, pozwolić komuś odegrać większą rolę zarówno w przeszłości, jak i poszukiwaniach zaginionej nastolatki.

"Lato Eden" odrobinę mnie rozczarowało. Nie jest to na pewno zła książka. Miałam jednak wobec niej wysokie oczekiwania. Wiele rzeczy jest tutaj niedopracowanych - bohaterowie, akcja i sama historia. Książka miała potencjał, który nie do końca udało się wykorzystać. Autorka ma u mnie jednak duży plus za mądre przesłanie. Książka przekazuje naprawdę mądre wartości. Być może komuś pomoże i zmotywuje go do stawiania czoła swoim słabościom? Chętnie sięgnę po kolejne książki spod pióra Liz Flanagan w przyszłości. Myślę, że jeżeli autorka popracuje nad warsztatem, możemy spodziewać się w przyszłości naprawdę dobrych tytułów, podpisanych jej nazwiskiem.


Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu IUVI