Suzanne Young - "Remedium"

lipca 27, 2016 Pewna Książkoholiczka 0 Comments

Czy można wcielać się w różne postaci, nie tracąc swojej własnej tożsamości?
W świecie przed Programem…

Siedemnastoletnia Quinlan McKee ma niezwykły dar i od lat z powodzeniem go wykorzystuje – niesie pocieszenie rodzinom zmarłych nastolatków. Pomaga krewnym przetrwać żałobę, wchodząc na pewien czas w rolę tych, którzy niedawno odeszli. Nosi ubrania i fryzury zmarłych, a obejrzawszy filmy i zdjęcia z ich udziałem, przejmuje ich zachowania. Czasem nawet zdarza jej się mylić swoją własną przeszłość z losami tych, których role odgrywa. Jest tylko jeden warunek: nie wolno jej się angażować emocjonalnie.

Choć doskonale wie, że jest to surowo zabronione, to od kiedy stała się Cataliną Barnes, między nią a chłopakiem zmarłej dziewczyny zaczyna rodzić się więź. A to dopiero początek trudności. Bo gdy Quinlan poznaje prawdę o śmierci Cataliny, komplikacji przybywa. Ponieważ ta śmierć mogła nastąpić w wyniku epidemii…



źródło opisu: Wydawnictwo Feeria Young

Każdy z nas wie czym jest aktorstwo. Spotykamy się z tym oglądając przedstawienia teatralne, filmy, seriale czy nawet reklamy. Aktorzy wcielają się w różne role. Udają kogoś, kim tak naprawdę nie są. Dzięki odpowiedniej charakteryzacji są nie do poznania. Na jakiś czas stają się zupełnie inną osobą. Uczą się mówić i zachowywać jak ona. Dzięki włożonemu wysiłkowi są w tym naprawdę dobrzy i idealnie przedstawiają daną postać. To trudna praca. Nie każdy się do tego nadaje.

Nastoletnia Quinlan McKee robi coś podobnego do aktorstwa, choć nie do końca. Odgrywa ona role zmarłych rówieśniczek. Pomaga tym rodzinom uporać się z odejściem bliskiej osoby. Wkracza w codzienne życie rodziny i wpływa na przebieg żałoby. Zachowuje się i ubiera tak jak ona. Przez kilka dni odgrywa jej role. Zrozpaczeni ludzie mogą powiedzieć jej wszystko, czego nie zdążyli zmarłemu i choć odrobinę pozbyć się wyrzutów sumienia. Jest to jednak o wiele cięższa praca od aktorstwa. Dziewczyna zajmuje się tym od dziecka i jest w tym naprawdę dobra. Czasem jednak mieszają jej się wspomnienia i sama nie wie kim jest. Nie rozróżnia co wydarzyło się w jej prawdziwym życiu, a co w odgrywanej roli. Dlatego nie wolno jej się angażować emocjonalnie. Nagłe zlecenia sporo jednak namiesza w życiu Quinlan. Jest ono dłuższe i o wiele bardziej pogmatwane niż dotychczas. Śmierć Cataliny, w którą wciela się bohaterka jest bardzo tajemnicza. Dziewczyna nie ma pojęcia co się jej stało. Dodatkowo, okazuje się, że musi pomóc również chłopakowi zmarłej w uporaniu się z ogromnym cierpieniem. Zaczyna myśleć o nim jako o kimś o wiele ważniejszym niż tylko kliencie. Może to prowadzić do poważnych konsekwencji...


O serii Suzanne Young usłyszałam już dawno temu. Od razu mnie ona zaintrygowała i strasznie chciałam ją przeczytać. Niestety, wcześniej nie miałam takiej okazji. Możecie wyobrazić sobie jak ucieszyłam się, kiedy pojawiła się możliwość otrzymania "Remedium". Stwierdziłam, że ta część to świetna okazja aby rozpocząć swoją przygodę z Programem. Tylko czy po przeczytaniu tej powieści dalej mam ochotę sięgnąć po kolejne?


Suzanne Young stworzyła niezwykle oryginalną historię. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z udawaniem przez kogoś zmarłej osoby. Nie jest łatwo wpaść na tak ciekawy i niepowtarzalny pomysł. Większość książek młodzieżowych jest do siebie bardzo podobna. Tutaj, czytając, nie miałam żadnych skojarzeń z innymi, znanymi mi tytułami. Autorce należą się za to wielkie brawa.


Kolejnym, dużym plusem powieści jest jej zakończenie. Książka jest na początku raczej przewidywalna i chwilami nawet nudna. Końcówka za to wszystko nadrobiła. Po prostu wgniata ona w fotel. Byłam totalnie zszokowana tym, co się wydarzyło. Nie spodziewałam się tego. Podczas lektury wielokrotnie zastanawiałam się nad tym, jak zakończy się historia Quinlan. Miałam w głowie przeróżne wyobrażenia na ten temat. Nie pomyślałam nawet, że czeka na mnie coś tak niespodziewanego i jednocześnie bardzo emocjonującego. Autorka dokładnie to przemyślała. Wszystko nagle złączyło się w logiczną całość i zaczęło do siebie pasować. Pani Young postanowiła potrzymać czytelników w niepewności i zakończyła książkę w najbardziej intrygującym momencie. Bardzo wiele rzeczy nie zostało wyjaśnionych. Sprawiło to, że nie mogę doczekać się aż sięgnę po kolejny tom. Muszę odkryć te wszystkie tajemnice skrywane przez bohaterów.


Podoba mi się styl autorki. Zastosowana jest tu narracja pierwszoosobowa. Książka napisana jest prostym, nieskomplikowanym językiem. Czyta się ją bardzo lekko i przyjemnie. 


Bohaterowie, których poznajemy na kartach powieści są ciekawie wykreowani. Jak się okazuje, prawie każdy z nich skrywa jakieś tajemnice i nie jest taki, jak nam się wydawało. Intrygują swoim zachowaniem i przeszłością. Z zaciekawieniem śledziłam ich losy. Autorka poświęciła postaciom sporo uwagi. Prawie każda z nich odgrywa jakąś rolę i ma wpływ na dalszy rozwój akcji.


"Remedium" to dobra książka. Świetnie się z nią bawiłam i nie mogę doczekać się aż sięgnę po kolejną część. Bardzo polecam.





Książkę możecie kupić tutaj: klik

0 komentarze:

Kiera Cass - "Rywalki"

lipca 21, 2016 Pewna Książkoholiczka 0 Comments



Dla trzydziestu pięciu dziewcząt Eliminacje są szansą ich życia. To dzięki nim mają szansę uciec z ponurej rzeczywistości. Ze świata, w którym panują kastowe podziały, wprost do pałacu, w którym będą spełniane ich życzenia. Z miejsca, gdzie głód i choroby są na porządku dziennym, do krainy jedwabi i klejnotów. Celem Eliminacji jest wyłonienie żony dla czarującego i przystojnego księcia Maxona.
Każda dziewczyna marzy o tym, by zostać Wybraną. Każda poza Americą Singer.

Dla Ameriki Eliminacje to koszmar. Oznacza konieczność rozstania z Aspenem – jej sekretną miłością i opuszczenie domu. A wszystko tylko po to, by wziąć udział w morderczym wyścigu o koronę, której wcale nie pragnie.
Jednak gdy spotyka Maxona, który naprawdę przypomina księcia z bajki, America zaczyna zadawać sobie pytanie, czy naprawdę chce za wszelką cenę opuścić pałac. Być może życie o jakim marzyła wcale nie jest lepsze niż to, którego nawet nie chciała sobie wyobrazić…

źródło: okładka

O książkach Kiery Cass słyszał już chyba każdy. Jest to jedna z najpopularniejszych serii dla nastolatek. Czytała mnóstwo pozytywnych opinii na jej temat. Moje koleżanki, które wcale nie są takimi molami książkowymi, wychwalały ją pod niebiosa i potrafiły rozmawiać o niej prawie całą lekcję. Byłam bardzo ciekawa co w niej jest takiego wspaniałego. Sam opis nie był jakiś niesamowicie zachęcający. Trzydzieści pięć dziewczyn, które walczą o rękę księcia... Błagam, to brzmi jak jakieś głupie romansidło dla nastolatek. Spodziewałam się mocno przesłodzonej i banalnej historii. Byłam do niej bardzo sceptycznie nastawiona i dosyć długo czekała na mojej półce. W końcu ciekawość wygrała. Zaczęłam czytać i muszę przyznać, że dołączyłam do grona fanek tej powieści. Już nie mogę doczekać się aż dorwę kolejną część i poznam dalsze losy Ami.

Nie można powiedzieć, że powieść jest niesamowita, wspaniała i inne tego typu określenia. Ma ona swoje wady, ale nie przeszkadzało mi to. Można doszukać się podobieństw do "Igrzysk śmierci", występuje głupi trójkąt miłosny i bohaterka, która czasem nieźle mnie irytowała. Mimo to, jest w tej książce coś, co sprawia, że czytając zapomniałam o całym otaczającym mnie świecie. Akcja mnie porwała. Historia całkowicie wypełniła moje myśli, nawet po odłożeniu powieści. Przez jeden dzień (tyle zajęło mi przeczytanie "Rywalek") całkowicie żyłam w tym świecie. Z zapartym tchem śledziłam losy bohaterki. Nie było tu co prawda wiele nagłych zawrotów akcji, czy momentach trzymających w napięciu. Wszystko dzieje się raczej powoli i spokojnie, ale mimo to ciągle chciałam więcej i więcej tej historii. Byłam bardzo ciekawa co stanie się dalej. Nie mogłam i nawet nie chciałam oderwać się od czytania. Zabierałam ją ze sobą dosłownie wszędzie. Pochłaniałam kolejne strony z wypiekami na twarzy. Towarzyszył temu "syndrom jeszcze jednego rozdziału". Lektura "Rywalek" sprawiała mi ogromną frajdę i naprawdę rzadko spotykam książkę, przy której spędziłabym tak wspaniały czas.

Autorka nie wymyśliła niczego niezwykłego. Mamy tutaj dobrze znany już z innych książek wątek podziału społeczeństwa na biednych i bogatych, a także ubogą dziewczynę, która bierze udział w czymś, na co nie ma ochoty aby pomóc rodzinie. Fabuła powieści jest raczej przewidywalna i schematyczna. Już po przeczytaniu pierwszej części wiem, jak skończy się ta bitwa o księcia i kto wygra. Bohaterowie również nie są jakoś niesamowicie ciekawie wykreowani. Ta książka ma jednak "to coś", co sprawiło, że całkowicie się w niej zakochałam. Czytając, czułam ten niesamowity klimat. Kiera Cass niesamowicie snuje opowieść. Historia ma swój niepowtarzalny urok. To fantastyczna mieszanka baśni i romansu, która zapewnia przednią rozrywkę. Powieść wciągnęła mnie do swojego świata i nie puściła aż do samego końca. Kiedy z wielkim żalem się z niego uwolniłam, moim jedynym pragnieniem było dorwanie się do kolejnego tomu. Ponieważ, niestety nie miałam wtedy takiej możliwości, musiałam przywitać się z ogromnym kacem książkowym.


Polubiłam wiele postaci i byłam ciekawa ich dalszych losów. Moją sympatię zyskała również główna bohaterka - Ami. Dziewczyna czasem mnie denerwowała, ale mimo to kibicowałam jej podczas Eliminacji. Podobało mi się w niej to, że mimo wszystko pozostała sobą i nie myślała, że jest nie wiadomo kim. Pod koniec powieści za to wyjątkowo mnie rozgniewała. Zachowywała się naprawdę okropnie i mam nadzieję, że w drugiej części zmieni swoje postępowanie. 
Zapewne jesteście ciekawi czy wolę Aspena czy Maxona. Oczywiście, że wspaniałego księcia. Bohater całkowicie podbił moje serce i stał się moją kolejną wielką książkową miłością. Jest on bardzo inteligentnym, dobrym, kulturalnym i odważnym młodym mężczyzną, który z pewnością zostanie kiedyś wspaniałym władcą. Ma on rewelacyjne poczucie humoru i jest niesamowicie romantyczny w stosunku do dziewczyny, która skradła jego serce. Zupełnie inaczej jest z Aspenem, którego po prostu nie cierpię. To jedna z tych głupich, denerwujących męskich postaci, którą czasem miałam ochotę po prostu zabić.

Bardzo podoba mi się styl pisania autorki. Powieść czyta się niesamowicie lekko i przyjemnie. Kiera Kass w rewelacyjny sposób opowiada o losach dziewczyny.

"Rywalki" bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Nie spodziewałam się, że ta książka aż tak mi się spodoba. Bardzo się cieszę, że dałam jej szansę. Było naprawdę warto. Już nie mogę doczekać się aż znowu będę mogła opuść rzeczywistość i zagłębić się w tą niesamowitą historię. Bardzo zachęcam was do poznania losów Ami. Czuję, że nie będziecie żałować.

0 komentarze:

Katherine Applegate- "Jedyny i niepowtarzalny Ivan"

lipca 20, 2016 Pewna Książkoholiczka 0 Comments


Zainspirowana prawdziwą historią opowieść o gorylu, który spędził niemal trzy dekady w mini zoo mieszczącym się przy centrum handlowym, nie widząc żadnego przedstawiciela własnego gatunku.
Kiedy poznaje Ruby, malutką słonicę odebraną rodzinie, Ivan zaczyna postrzegać miejsce swojego zamieszkania z zupełnie innej perspektywy. I tylko od niego będzie zależeć czy uda mu się coś w życiu Ruby zmienić. Trzymając kciuki za Ivana, trzymamy je tak naprawdę za nasze własne człowieczeństwo i nasze możliwości.
Wzruszająca, pięknie napisana i inteligentna historia, która zmienia punkt widzenia na zwierzęcą wrażliwość.

Katherine Applegate miesza humor i smutek, by stworzyć niezapomnianą pierwszoosobową opowieść o przyjaźni i nadziei.

źródło: okładka

Z pewnością prawie każdy z nas miał okazje na własne oczy zobaczyć egzotyczne zwierzę. Może było to w zoo lub w cyrku... Wtedy podziwialiśmy je, zafascynowani ich widokiem. Większość z nas świetnie się przy tym bawiła. Myślę, że mało kto w tamtym momencie zastanowił się, co czuje takie stworzenie. Czy ktokolwiek byłby szczęśliwy jeżeli zostałby odebrany rodzinie i uwięziony z dala od domu, od swojego naturalnego środowiska? Nie sądzę. A jeżeli dodatkowo jest bardzo samotny, już od dawna nie widział nikogo ze swojego gatunku i prawie codziennie musi występować przed tłumem hałaśliwych ludzi? Nie wspominając już o okrutnej tresurze przez którą musiał wcześniej przejść. Tak, okrutnej - dobrze przeczytaliście. W cyrku nie jest tak kolorowo jak większości się wydaje. Czy naprawdę myślicie, że słonia da się nauczyć stania na tylnych łapach lub innych sztuczek w zamian za smakołyk? Nie. To nie jest pies. Większość ludzi unika tego tematu i udaje, że nie ma pojęcia co się dzieje. Nie chcą psuć sobie przyjemności uczestniczenia w pokazach, na które mimo wszystko chodzą. Tylko sami się zastanówcie - czy to jest słuszne? Chyba nigdy tego nie zrozumiem.

Cieszę się, że są ludzie, którzy głośno mówią temu wszystkiemu "stop". Zapewne każdy z was zauważył, że coraz więcej osób broni praw zwierząt. Już wiele polskich miast nie wpuszcza cyrków. Mam ogromną nadzieję, że kiedyś ta niewola zwierząt całkowicie się skończy.


Dzięki przeróżnym organizacjom, stronom oraz protestom coraz więcej osób zaczyna rozumieć, jaki popełniają błąd wspierając niewolę i cierpienie zwierząt. Bardzo ważne w tym wszystkim jest uświadamianie innym, jak ogromna krzywda wyrządzana jest tym stworzeniom. Takiej próby podjęła się Katherine Applegate. Myślę, że napisanie powieści na temat cierpienia zwierząt w niewoli jest samo w sobie trudne, a co mówić, kiedy narratorem zostaje goryl i ma ona trafić do młodszych czytelników. To było nie lada wyzwanie. Jak autorka sobie z nim poradzila?


Zanim przejdę do mojej opinii na temat treści książki nie mogłabym nie wspomnieć o tym, jak cudnie jest ona wydana. Okładka jest prześliczna. Kiedy rozpakowałam paczkę w której się znajdowała nie mogłam się na nią napatrzeć. Bardzo zachęca do poznania losów uroczego słonika i goryla. Podoba mi się również grzbiet książki. Świetnie wygląda na półce. Jest on bardzo prosty. Ma żółty kolor i oprócz napisu w pięknej czcionce widnieje wizerunek Ivana. W środku również czeka na czytelnika dużo niesamowitych niespodzianek. Jak pewnie się domyśliliście, są to ilustracje. Ale jakie! Podobnie jak na okładce, są one zachwycające. Ilustrator ma uroczą i bardzo miłą dla oka kreskę. Obrazki idealnie dopasowane są do treści powieści.


Kiedy tylko przeczytałam opis powieści czułam, że to będzie coś naprawdę niesamowitego. Nie pomyliłam się. Podobnie jak tytułowy bohater, ksiazka jest ona naprawdę jedyna i niepowtarzalna. Od pierwszych stron pokochałam tą historię, bohaterów i mądrość jaką ona przekazuje. To pozycja, która ściska za serce i pozostaje w pamięci na bardzo długi czas. Myślę, że zmienia ona sposób patrzenia wielu ludzi na krzywdę zwierząt. Katherine Applegate spisała się wspaniale!   


"Odwiedzający często się dziwią na widok telewizora, który Mack umieścił na moim terenie. Najwyraźniej goryl wpatrujący się w małe ludziki z pudełka wydaje im się dziwny.

Czasem się jednak zastanawiam: czy to, że oni wpatrują się we mnie w moim małym pudełku, nie jest równie dziwne?"

Ivan jest gorylem. Jako dziecko został brutalnie odebrany rodzinie. Wszystkich jego bliskich zabito. Został kupiony przez Macka, który traktował go jak ludzkie dziecko. Nosił pieluchy, spał w łóżku, siedział na krzesłach, chodził na mecze i do sklepów a nawet obchodząc swoje urodziny miał tort z którego zdmuchiwał świeczki. Uważał, że jego ludzkie życie było dobre. Kochał swoich właścicieli. Później wszystko się zmieniło. Mężczyzna otworzył coś w stylu mini cyrku w centrum handlowym. Małpa jest już za duża aby mieszkać w domu i trafia do klatki. Teraz, od dziewięciu tysięcy ośmiuset pięćdziesięciu pięciu dni, jest atrakcją Big Top Centrum Handlowym z Automatami do Gry przy 8. Zjeździe z Autostrady. Każdego dnia zza szklanych szyb obserwuje ludzi. Doskwiera mu jednak ogromna samotność. Oprócz słonicy Stelli i psa Boba nie widuje innych zwierząt. Już od bardzo dawna nie miał kontaktu z żadnym innym gorylem. Kiedy pojawia się mała słonica z którą bohater się zaprzyjaźnia postanawia zmienić swoje życie i uratować ją od życia w zamknięciu.

Powieść jest wyjątkowa. Czy ktokolwiek słyszał o książce w której narratorem jest goryl? Ja nie. Możecie pomyśleć, że dla dojrzałego czytelnika jest ona głupia i dziecinna, ale pomylilibyście się wtedy i to bardzo. Tak naprawdę, nikt nie jest za duży na opowieść o Ivanie. Jest to niesamowicie mądra historia samotności, pasji, przyjaźni. Uczy ona bardzo wiele cennych w życiu wartości. Na podstawie obserwacji bohatera, autorka pokazuje błędy jakie popełniamy, szczególnie jeżeli chodzi o traktowanie zwierząt. Ivan zza szklanej ściany obserwuje zachowania ludzi i rozmyśla o nich. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak głupie rzeczy robimy.



"Ludzie marnują słowa. Rzucają je jak skórki z bananów i pozwalają by zgniły.
Każdy wie, że skórka jest najlepsza."

Książka pokazuje przede wszystkim jak okrutny potrafi być człowiek względem zwierząt. Wykorzystuje ich cierpienie aby zarobić pieniądze. Widzimy jego chciwość i egoizm. Nie myśli wtedy o tym, co one czują. Głowę zaprzątają mu wyłącznie własne korzyści. To wszystko wstrząsa czytelnikiem i uświadamia mu w jakiej sytuacji znajduja sie zwierzeta. Historia goryla sciska za serce i zacheca do zastanowienia sie nad swoim postępowaniem. Jest to historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Jestem pewna, że tylko ludzie już całkowicie pozbawieni uczuć po zakończeniu lektury dalej chętnie będą brali udział w pokazach cyrkowych.

Od pierwszych stron pokochałam tego przesympatycznego goryla. Został bardzo skrzywdzony przez ludzi, jednak nie ma do nich pretensji. Nie uważa, że wszyscy są źli. To kolejna wspaniała rzecz, którą przekazuje nam autorka. Ivan jest bardzo dobrym zwierzęciem oraz wspaniałym i oddanym przyjacielem. Nie myśli on tylko o sobie. Dba o wszystkich swoich przyjaciół i stara się im pomóc. Jest bardzo utalentowany. Ma niezwykłą pasję - jest artystą. Kocha malować. Jego dzieła można kupić w sklepie z pamiątkami.



"Ludzie za dużo mówią. Trajkoczą jak szympansy i wypełniają świat hałasem, nawet gdy nie mają nic do powiedzenia."

Styl pisania jest idealny dla młodszych odbiorców. Katherine Applegate pisze bardzo prostym, zrozumiałym językiem. Książkę czyta się w błyskawicznym tempie. Znajdziemy w niej mnóstwo przepięknych cytatów i złotych myśli, które często zmuszają czytelnika do chwili zastanowienia. Nie wszystko opisane jest dosłownie. Autorka czasem używa różnych metafor, które jednak nie są zbyt skomplikowane i robią wrażenie.

"Jedyny i niepowtarzalny Ivan" to książka, którą nie tylko warto, ale i powinno się przeczytać. Polecam ją absolutnie wszystkim - bez względu na płeć i wiek. To bardzo wartościowa pozycja, która zapada w pamięć i zmienia sposób patrzenia na niektóre rzeczy. Pierwszy raz daję książce ocenę 10/10. Uważam, że ta historia jednak całkowicie na to zasłużyła. Jestem pod wielkim wrażeniem tego jak Katherine Applegate ukazała temat niewoli zwierząt. Stworzyła niesamowitą, opowieść, która jest idealna dla młodszych czytelników jak i dla starszych. Z pewnością będę do niej wracać.  Jest to zdecydowanie najlepsza książka jaką przeczytałam w tym roku i was też bardzo do tego zachęcam. Nie pożałujecie.


0 komentarze:

Jennifer Niven - "Wszystkie jasne miejsca"

lipca 18, 2016 Pewna Książkoholiczka 0 Comments



Odważna opowieść o miłości, przeżywaniu życia i dwojgu młodych ludzi, którzy znajdują siebie nawzajem, gdy stoją na skraju przepaści.
Theodore jest zafascynowany śmiercią. Codziennie rozmyśla nad sposobami, w jakie mógłby pozbawić się życia, a jednocześnie nieustannie szuka – znajdując – czegoś, co pozwoliłoby mu pozostać na tym świecie. Violet żyje przyszłością i odlicza dni do zakończenia szkoły. Marzy o ucieczce od małego miasteczka w Indianie i niemijającej rozpaczy po śmierci siostry.
Kiedy Finch i Violet spotykają się na szczycie szkolnej wieży – sześć pięter nad ziemią – nie do końca wiadomo, kto komu ratuje życie. A gdy ta zaskakująca para zaczyna pracować razem nad projektem geograficznym, by odkryć „cuda” Indiany, ruszają – jak to określa Finch – tam, gdzie poprowadzi ich droga: w miejsca maleńkie, dziwaczne, piękne, brzydkie i zaskakujące. Zupełnie jak życie.
Wkrótce tylko przy Violet Finch może być sobą – śmiałym, zabawnym chłopakiem, który, jak się okazuje, wcale nie jest takim wariatem, za jakiego go uważają. I tylko przy Finchu Violet zapomina o odliczaniu dni, a zaczyna je przeżywać. Jednak w miarę jak świat Violet się rozrasta, świat Fincha zaczyna się gwałtownie kurczyć.

źródło: okładka

"Zanim umrę chcę... żyć."



Dużo jest książek dla młodzieży, które poruszają przeróżne problemy. Nie czytam ich zbyt wiele. Mało która potrafi zapaść mi w pamięć i naprawdę przypaść mi do gustu. Nie jest to mój ulubiony typ literatury. Wielu autorów decyduje się pisać o trudnych tematach, a tak naprawdę kompletnie ich nie rozumieją. Nie pamiętają jak to jest być młodym. Nie wiedzą co nastoletni ludzie czują, jak patrzą na świat. Mają swoje bardzo mylne wyobrażenie. Przez to ich powieści wychodzą bardzo słabo. Są proste, banalne a nawet czasem totalnie nierealistyczne i wręcz głupie. Niełatwo jest znaleźć wśród nich naprawdę wartościowy tytuł, który wnosi coś do naszego życia. Jednak takie istnieją i "Wszystkie jasne miejsca" jest tego najlepszym przykładem.

Historia napisana przez Jennifer Niven jest niezwykła i dokładnie przemyślana. Mamy tu dwójkę młodych ludzi. Obydwoje nie mają najłatwiej w życiu. Theodore Finch to chłopak, który nie potrafi poradzić sobie z problemami. W szkole jest uważany za wariata. Ma częste zmiany nastroju i ataki agresji. Często przez to wpada w tarapaty. Fascynuje go śmierć i zastanawia się nad pozbawieniem siebie życia. Violet przeżyła wypadek w którym zginęła jej ukochana siostra. Od tej pory świat dziewczyny całkowicie się zmienił. Zrezygnowała ze swoich pasji i zainteresowań. Nie ma już żadnych marzeń i planów. Żyje przeszłością i obwinia się za to co się stało. Ta dwójka poznaje się w dramatycznych okolicznościach. Znajdują się na szkolnej wieży, mającej sześć pięter nad ziemią. Obydwoje przyszli tam z myślą zakończenia swojego życia. Jednak rezygnują z tego. Dzięki szkolnemu projektowi, nad którym razem pracują, poznają się lepiej i między młodymi ludźmi rodzi się uczucie. Tylko w swoim towarzystwie mogą być szczęśliwi i choć przez chwilę zapomnieć o problemach.

"Wszystkie jasne miejsca" to jedna z tych pozycji, która sprawia, że płaczemy, śmiejemy się i przy okazji rozmyślamy nad własnym życiem. W niesamowicie realistyczny sposób ukazuje ona problemy, które dotykają młode osoby. Książka sprawia, że zaczynamy inaczej patrzeć na świat i ludzi nas otaczających oraz zastanawiać się nad rzeczami, nad którymi wcześniej nie myśleliśmy. Autorka napisała bardzo emocjonującą powieść, która uświadamia, jak ciężki jest temat zaburzeń psychicznych. Często przecież ludzie uważają, że to się dzieje tylko w czyjejś głowie i młodzież sama to sobie wymyśla. Jennifer Niven wstrząsa czytelnikiem i pozwala zrozumieć, że to wcale nie jest tak jak wiele osób sobie wyobraża. Jest to walka samego ze sobą i ze swoimi słabościami, lękami. Pokazuje co taka osoba czuje, co przeżywa i co dzieje się w jej wnętrzu. Jak wiele towarzyszy temu wątpliwości, zmian nastroju, niechęci do życia. Dzięki historii dwójki bohaterów można lepiej zrozumieć osobę dotkniętą depresją. Często ukrywa to za maską uśmiechu, a wewnątrz jest totalnie pokiereszowana. Najczęściej nawet nie wiemy kto w głębi duszy cierpi. To może być nawet ta osoba, która najwięcej się śmieje. Autorka uświadamia nas, że jeżeli w naszym otoczeniu jest ktoś, kto ma problemy tego typu musimy mu pomóc. Nie powinniśmy myśleć, że to nas nie dotyczy. Nie poradzi sobie z tym wszystkim sam. A jeżeli ktokolwiek w jakimś stopniu utożsamia się z bohaterami musi o tym komuś powiedzieć i szukać wsparcia. Bardzo podoba mi się to, że na końcu powieści podane są różne numery, czy strony, gdzie osoby które nie mają lub boją się do kogoś zwrócić, mogą się zgłosić.

Książka jest bardzo realistyczna. Bohaterowie są prawdziwi. Mają swoje wady i zalety. Nie zachowują się ani jak rozkapryszone dzieci, ani jak dorosłe osoby, co często jest w książkach dla nastolatków spotykane. Podobnie jest z wątkiem miłosnym, który został rewelacyjnie poprowadzony. Nie ma tu ani znanej miłości od pierwszego wejrzenia, ani zbyt dużo słodyczy. Autorka świetnie poradziła sobie również z opisaniem myśli bohaterów i ich emocjami. Wszystko to jest tak prawdziwe, tak życiowe przez co jednocześnie przeraża i wstrząsa czytelnikiem.

Bardzo polubiłam głównych bohaterów. Niesamowicie się z nimi zżyłam. Kibicowałam im w walce ze swoimi problemami. Łączyło mnie z Violet wiele wspólnych cech. W dużym stopniu przez to tak bardzo polubiłam bohaterkę. Finch jest moim zdaniem jedną z najciekawszych, najlepiej wykreowanych postaci z jakimi miałam do czynienia. To niesamowicie intrygujący, tajemniczy, zabawny i bardzo inteligentny chłopak. Ma fascynującą osobowość, a przy tym jest uroczy i kochany dla Violet. Również inne postacie przypadły mi do gustu. Autorka poświęciła ich charakterom sporo uwagi. Każdy jest inny i ma w sobie coś, co wyróżnia go wśród innych. Podobnie jak w życiu- nie każdy jest taki jak początkowo może nam się wydawać.

Podoba mi się styl autorki. Książka napisana jest prostym, żywym językiem. Przeczytałam ją w błyskawicznym tempie. Rozdziały są podzielone między dwie perspektywy. Możemy usłyszeć myśli Violet i Fincha co jest dla tej powieści dosyć ważne. Jak już wspominałam pani Niven ciekawie opisała to, co siedzi im w głowie. Na pochwałę zasługują też bardzo fajnie i umiejętnie napisane dialogi. Miło się czytało rozmowy bohaterów. Były bardzo naturalne i ciekawie prowadzone.

"Wszystkie jasne miejsca" to książka naprawdę warta przeczytania. Jest skierowana do starszej młodzieży, ale polecam ją również rodzicom. Być może to otworzy im oczy i sprawi, że zaczną zwracać większą uwagę na swoje nastoletnie dzieci. Historia zapada w pamięć i przekazuje mnóstwo ważnych wartości. Nie sądzę, by dało się przeczytać ją całkowicie obojętnie. Jest to nie tylko jedna z najlepszych młodzieżówek, ale i jedna z najlepszych książek jaką czytałam. Dołączyła do grona moich ulubionych. Bardzo bardzo gorąco polecam!

0 komentarze:

Jenny Downham - "Zanim umrę"

lipca 15, 2016 Pewna Książkoholiczka 0 Comments



"Każdy musi umrzeć.
Szesnastoletniej Tessie zostało zaledwie
kilka miesięcy życia, więc rozumie to lepiej niż inni.
Przygotowała jednak listę dziesięciu rzeczy,
które chce zrobić przed śmiercią.
Na pierwszym miejscu umieściła seks. Termin – tego wieczoru."

źródło: okładka






Masz 16 lat. To czas pierwszych miłości, przyjaźni i zabawy. Jesteś jeszcze bardzo młody. Tylu rzeczy jeszcze nie widziałeś i nie spróbowałeś. Nic dziwnego. Wszystko przed tobą. Masz przecież jeszcze na to czas. Życie jednak potrafi zaskakiwać i często nie jest takie, jak planowaliśmy. Okazuje się nagle, że jesteś śmiertelnie chory i zostało ci zaledwie kilka miesięcy życia. Nigdy nie weźmiesz ślubu, nie będziesz mógł patrzeć jak twoje dzieci dorastają i nie zrobisz tak wielu rzeczy... Brzmi strasznie? Witaj w świecie Tessy.

Śmierć to bardzo delikatny temat. Mimo wszystko wielu autorów decyduje się poruszyć go w swoich książkach. Nie zawsze wychodzi im to dobrze. Opowiadanie o tym nie należy do łatwych rzeczy. Mogę nawet stwierdzić, że jest to wyzwanie, szczególnie kiedy powieść jest kierowana do młodych ludzi. Jenny Downham, autorka "Zanim umrę" poradziła sobie jednak wspaniale. Nie stworzyła tandetnego wyciskacza łez, lecz bardzo poruszającą historię, która skłania czytelnika do refleksji i zmiany swojego życia.

Nie pamiętam żeby w ostatnim czasie jakaś książka wzruszyła mnie tak, jak ta. Jest ona bardzo mądra. Skłania czytelnika do refleksji i zastanowienia. Dzięki niej zrozumiałam, że powinniśmy czerpać życie garściami. Nie znamy przecież przyszłości. W każdej chwili nasza ziemska wędrówka może się zakończyć. Nie bójmy się próbować nowych rzeczy i spełniać marzeń. Pragniesz coś zrobić? Śmiało! Nie odkładaj tego na jutro. Jeżeli to jest twoja ostatnia szansa? Cieszmy się każdą chwilą. Historia Tessy sprawiła, że zaczęłam inaczej patrzeć na świat. Doceniam to, co mam i czerpię radość z prostych czynności. Często przejmujemy się głupotami i nie pomyślimy nawet, że mogłoby być dużo gorzej. Podczas lektury próbowałam wyobrazić sobie siebie na miejscu nastolatki i to uświadomiło mi jak piękne jest moje życie i ile mam szczęścia, że tu jestem. 

Bardzo zżyłam się z bohaterami, a rzadko coś takiego ma miejsce. Autorka świetnie ich wykreowała. Wszyscy są bardzo realistyczni - mają swoje wady i zalety. Tessę obdarzyłam ogromną sympatią. Jej śmierć niesamowicie mnie zabolała, mimo że wiedziałam, że w takiej sytuacji jest to nieuniknione. Przez dłuższy czas nie potrafiłam się po tym pozbierać Polubiłam ją za jej odwagę i podejście do życia. Nie wszystkie jej decyzje oczywiście pochwalałam, czasem nawet mnie irytowała. Bardzo imponowała mi jednak tym, że zamiast całkowicie się załamać, ona postanowiła w pełni wykorzystać czas jaki jej pozostał. Nie wiem czy bym potrafiła żyć ze świadomością bliskiej śmierci. Na początku wydawało mi się, że jej lista będzie strasznie głupia. Z czasem pragnienia zaczęły się zmieniać. Były coraz dojrzalsze i piękniejsze. Nie myślała tylko o sobie, ale zadbała też o swoich bliskich. Bardzo mnie to poruszyło. Trzymałam kciuki, aby udało jej się zrealizować wszystkie punkty.

Książka jest świetnie napisana. Czyta się ją dosyć szybko. Pani Downham używa prostego w odbiorze języka. Autorka rewelacyjnie opisała uczucia i emocje chorej nastolatki. Nie zabrakło również humoru. Czytając doświadczyłam przeróżnych emocji. Był śmiech i były też oczywiście łzy. W książce znajdziemy mnóstwo przepięknych cytatów i złotych myśli, które warto zapamiętać.

"Zanim umrę" to powieść, którą polecam absolutnie każdemu. To niezapomniana, emocjonująca historia, która ściska za serce i sprawia, że zaczynamy cieszyć się życiem. Zajmuje ona wyjątkowe miejsce na mojej półce i jestem pewna, że kiedyś do niej wrócę. To pozycja, którą warto kupić, przeczytać i o niej rozmawiać.


Recenzje znajdziecie również na:

0 komentarze:

Unpopular Opinions Book Tag

lipca 14, 2016 Pewna Książkoholiczka 0 Comments


__________________________________
______________________________________

1. Popularna książka lub seria, której nie lubisz.

Jeżeli chodzi o serie to jest to zdecydowanie "After". Ta książka to moim zdaniem jedna wielka porażka. Po prostu dno totalne. Nie dałam rady dokończyć pierwszej części. Książkom Anny Todd mówię NIE.



2. Popularna książka lub seria, którą lubisz, a inni 

nie.

Z tym pytaniem miałam spory problem. Mój wybór jednak padł na "Niezgodną". Zauważyłam, że w ostatnim czasie bardzo dużo osób krytykuje tę książkę. Co prawda czytałam ją już bardzo dawno, ale miło wspominam spędzony z nią czas. Po kolejne tomy już niestety nie sięgnęłam ponieważ nie miałam takiej możliwości. Być może kiedyś to nadrobię.



3. Miłosny trójkąt, w którym nie podobało się Tobie 

kto z kim skończył.

UWAGA SPOILER Z "IGRZYSK ŚMIERCI"!
Oczywiście Kattniss, Peeta i Gale. Moim zdaniem, główna bohaterka zdecydowanie bardziej pasuje do przyjaciela z dzieciństwa. Miłość do syna piekarza miałam wrażenie, że była taka... sztuczna. Szkoda, że pani Collins zakończyła to tak, a nie inaczej.




4. Popularny gatunek literacki, po który rzadko 

sięgasz.

Zdecydowanie kryminały i powieści detektywistyczne. Jakoś nie ciągnie mnie do zbrodni i szukania sprawcy. Co prawda, postanowiłam dać szansę książkom tego typu i wkrótce się za jedną zabieram. Zobaczymy jak to będzie...




5. Popularny bądź uwielbiany bohater, którego Ty 

nie lubisz

Mare z "Czerwonej Królowej". Nienawidzę jej! To tak głupiutka, pusta, denerwująca dziewczyna, że czasami nie mogłam z nią wytrzymać. Widać, że autorka chciała zrobić taką pyskatą, pewną siebie buntowniczkę. Totalnie jej nie wyszło. Mare czasem zachowuje się jak obrażone na cały świat, rozkapryszone dziecko. Denerwuje się, że srebrnokrwiści oceniają czerwonych ze względu na kolor krwi, a sama to robi! Wszyscy Srebrni są źli, cały świat jest zły, ona to im dopiero pokaże! Grrr


tumblr.com



6. Popularny autor, do którego nie jesteś 

przekonany.

Tutaj mogę was nieźle zaskoczyć. Jest to Jojo Moyes. Przeczytałam "Zanim się pojawiłeś" i na tym zakończę moją przygodę z ksiażkami tej autorki.





7. Popularny wątek/motyw, którego masz już dosyć.



Trójkąt miłosny. Nie cierpię!!! Nie będę się rozpisywać. Problemy typu "którego chłopaka wybrać" są po prostu żałosne.





A na zdjęciu przypadek jednego z najbardziej znanych i beznadziejnych trójkątów miłosnych

8. Popularna seria, której nie chcesz przeczytać.

Grey. Tego chyba nie trzeba tłumaczyć...





9. Mówi się, że „Książka jest zawsze lepsza od 



filmu”, 



ale który film lub serial, podobał Ci się bardziej niż 



książka?


Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć ponieważ nie oglądam ani filmów ani seriali. Możecie polecić mi coś fajnego, to chętnie spróbuję się za coś wziąć:))




0 komentarze:

Ken Liu - "Królowie Dary"

lipca 08, 2016 Pewna Książkoholiczka 0 Comments

Definicja sprawiedliwości zmienia się w trakcie trwania rewolucji!
Długo wyczekiwana seria Kena Liu nareszcie w Polsce!
Oto misterna, wielowątkowa i wielopoziomowa opowieść przepełniona duchem Orientu, którą pokochał cały fantastyczny świat. Porywająca historia o walce z tyranią, mechanizmach politycznych, braterstwie i rywalizacji zdolnej obrócić wniwecz wszystko, co cenne.
Cwany i czarujący hulaka Kuni Garu oraz stanowczy i nieustraszony Mata Zyndu zdają się zupełnymi przeciwieństwami. Mimo to, gdy niezależnie od siebie występują przeciwko cesarzowi, szybko zawiązuje się między nimi przyjaźń. Łączy ich upór w dążeniu do celu i walka ze wspólnym wrogiem. Po obaleniu władzy ich drogi rozchodzą się w dramatycznych okolicznościach. Dzielą ich wizje co do kierunku, w którym powinien zmierzać świat, oraz… pojęcie sprawiedliwości.
„Królowie Dary”, pierwsza część cyklu „Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu” autorstwa uhonorowanego prestiżowymi nagrodami Kena Liu, to lektura obowiązkowa dla wielbicieli fantastyki z najwyższej półki.

źródło opisu: http://wydawnictwosqn.pl/


"Królowie Dary" to tytuł, który bardzo mnie zaintrygował. Słyszałam o powieści bardzo wiele pozytywnych opinii i byłam ciekawa, czy mi również przypadnie do gustu. Opis książki mnie zaciekawił i spodziewałam się interesującej, wciągającej historii. Czy faktycznie taka jest?

Powieść już na pierwszy rzut oka robi wrażenie. Jest przepięknie wydana. Tajemnicza, piękna okładka zachęca do tego, aby sprawdzić co skrywa. W środku znajdziemy również mapę Wysp Dary i spis najważniejszych bohaterów.



Muszę przyznać, że początek mojej przygody z książką był niesamowicie ciężki. Kiedy rozpoczęłam lekturę byłam naprawdę przerażona. Pierwsze co pomyślałam to: "O nie! To chyba nie dla mnie!". Bałam się, że historia będzie zbyt skomplikowana i pogubię się w niej. Język wydawał mi się bardzo trudny. Czytałam powoli i z nieukrywaną niechęcią. Dopiero po pewnym czasie zaczęło się to zmieniać. Fabuła niesamowicie mnie zaciekawiła i z ogromnym zainteresowaniem śledziłam akcje. Byłam ciekawa co zdarzy się na kolejnych stronach. Opisany świat zafascynował mnie

Książka z pewnością nie należy do tych lekkich i przyjemnych. Czytając, trzeba się odrobinkę skupić aby nie pogubić się w opisywanych wydarzeniach. Styl autora również był dla mnie odrobinę męczący. Nie chodzi mi o to, że był zły. Co to, to nie! Świat jest dokładnie, ciekawie opisany, a opisy bitew są niesamowite. Być może po prostu przyzwyczaiłam się do książek w których używa się bardzo prostego języka po które ostatnio najczęściej sięgałam. Kiedy jednak wkręciłam się w opisywane wydarzenia, język powieści absolutnie przestał mi przeszkadzać.

To, co robi na czytelniku wrażenie to szczegółowość i złożoność powieści. Jest ona dokładnie przemyślana. Widać, że Ken Liu włożył w swoje dzieło wiele pracy. Wykreował niesamowity, zróżnicowany świat pełen niezwykłych bohaterów, intrygujących konfliktów i dynamicznej akcji. Jego niezwykle ciekawym elementem są bogowie, którzy, jak to bogowie, są nieodłączną częścią życia ludzi. Zapiera on dech w piersiach. Jest tu mnóstwo rozbudowanych wątków, każdy równie ważny i mający wpływ na przebieg wydarzeń. Historia niesamowicie wciąga i nie pozwala oderwać się od książki nawet na chwilę.

Ken Liu mistrzowsko wykreował fascynujących bohaterów. Poświęca postaciom dużo uwagi. Autor zadbał nawet o tych, którzy odgrywają nieco mniej ważną rolę w powieści. Każdy jest dopracowany, ma swoje wady i zalety. Nie ma nikogo idealnego. Są przez to bardzo realistyczni. Wielu z nich zyskało moją sympatię. Pisarz sam nikogo nie ocenia. Zostawia to czytelnikom, co też jest świetnym zabiegiem. Ciekawie przedstawia przemianę bohaterów i ich relacje.

"Królowie Dary" to niezwykła powieść, która z pewnością spodoba się miłośnikom fantastyki. Jest to wyjątkowy, inspirowany azjatycką kulturą tytuł, obok którego nie można przejść obojętnie. Warto dać mu szansę, nawet jeśli początkowo będzie ciężko. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie i spędzicie z książką świetny czas!

0 komentarze:

Victoria Scott - "Tytany"

lipca 05, 2016 Pewna Książkoholiczka 0 Comments


Odkąd tytany pojawiły się w Detroit, świat Astrid Sullivana obraca się wokół tych pół koni, pół maszyn, które dosiadane przez dżokejów startują w morderczych i emocjonujących wyścigach. Wraz z najlepszą przyjaciółką dziewczyna spędza wiele godzin na torze. Fascynują ją nie tylko emocje związane z wyścigami, ale też to, jak bardzo te zaprogramowane, półmechaniczne stworzenia wydają się prawdziwe. Astrid marzy, by kiedyś dotknąć jednego z nich.…ale też trochę ich nienawidzi. Jej ojciec stracił wszystko na zakładach bukmacherskich. Dziewczyna widzi też przepaść między bogatymi dżokejami, których stać na kosztowne maszyny do jazdy, a jej przyjaciółmi i sąsiadami, którzy czasem ostatnie pieniądze stawiają w zakładach, licząc na łut szczęścia.
Ale kiedy Astrid ma szansę wystartować na jednym z tytanów w derbach, postanawia zaryzykować wszystko. Ponieważ dla dziewczyny stojącej po złej stronie toru wyścigi to coś więcej niż szansa na sławę i pieniądze. To także heroiczna walka o lepszą przyszłość.
źródło opisu: okładka

Kiedy tylko usłyszałam o nowej książce Victorii Scott zaczęłam odliczać dni do premiery. Nie mogłam doczekać się, aby poznać nową historię napisaną przez autorkę, która zachwyciła mnie swoimi poprzednimi książkami. Byłam niesamowicie ciekawa losów Astrid. Podczas Warszawskich Targów Książki szukałam stoiska wydawnictwa IUVI aby móc dostać fragment powieści. Już po tych kilku stronach czułam, że szykuje się rewelacyjna opowieść. Myślałam, że spodoba mi się równie mocno jak "Ogień i woda". Tak się jednak nie stało.

Muszę przyznać, że napisanie tej recenzji sprawiło mi duży problem. Miałam naprawdę bardzo różne odczucia po przeczytaniu tej książki. Tak naprawdę sama nie wiedziałam co o niej myślę. Długo odkładałam napisanie opinii. Za każdym razem kiedy siadałam przed komputerem miałam totalny mętlik w głowie. Wczoraj w końcu zrobiłam notatki, przeanalizowałam wszystko i dopiero teraz mogę podzielić się z wami moimi odczuciami po lekturze.

Skłamałabym mówiąc, że książka wcale nie przypadła mi do gustu. Spędziłam z nią miły czas. Przyjemnie się ją czyta. Jest lekka i idealnie zabija nudę. Liczyłam jednak na coś dużo lepszego. Po przeczytaniu poprzednich powieści autorki postawiłam tej wysoką poprzeczkę. Być może dlatego tak się zawiodłam. W "Tytanach" czegoś mi zabrakło. Po zakończeniu lektury czułam duży niedosyt.  Gdzie te emocjonujące zwroty akcji, znane tak dobrze z poprzednich książek pani Scott? Co z brutalnymi, przerażającymi scenami, które tak uwielbiałam? Gdzie się podziali wszyscy ci niesamowici bohaterowie i fascynujące historie ich życia? Do końca powieści liczyłam, że autorka mnie jeszcze czymś zaskoczy. Niestety, tak się nie stało. Myślałam, że będzie to emocjonująca opowieść, która przez długi czas pozostanie w mojej pamięci. A co dostałam? Przeciętną i do bólu przewidywalną książkę, która mało tego niesamowicie przypominała mi inną, bardzo znaną historię.

Pyskata i nieufna bohaterka, która nienawidzi organizatorów wyścigu. Dziewczyna pochodząca z najbiedniejszej dzielnicy, która zgłasza się do zawodów aby uratować swoją rodzinę. Mentor, który jest takim typowym luzakiem, a sponsorka to ułożona, bogata dama dbająca o dobre maniery. Na początku ta dwójka nie odnosi się do siebie przyjaźnie, ale po pewnym czasie się to zmienia. Czy to wam przypadkiem nie przypomina "Igrzysk Śmierci"? Mi bardzo. Chwilami miałam wrażenie, że czytam właśnie powieść Suzanne Collins, tylko zamiast igrzysk mamy tu wyścig niezwykłych maszyn.

Bardzo spodobały mi się tytułowe tytany. Nigdy nie spotkałam się z pół końmi, pół maszynami w książkach. Jest to niezwykłe i ciekawe połączenie. Autorka wpadła na świetny pomysł. Zafascynowały mnie równie mocno jak główną bohaterkę. Tytan na którym jeździła Astrid już całkowicie podbił moje serce.

Victoria Scott nie wykreowała oryginalnych bohaterów. Jak już wspominałam, niektórzy bardzo przypominali tych, znanych mi z "Igrzysk Śmierci". Nie pojawiło się ich też wielu. Dobrze poznajemy tylko kilka postaci. Reszta pojawia się epizodycznie. Lubię kiedy w książkach mam do czynienia z interesującymi bohaterami. Podoba mi się kiedy mają ciekawy charakter i historię. To kolejna rzecz której mi w tej książce brakowało. Uwielbiałam uczestników Piekielnego Wyścigu. Tam każdy był jakiś i miał w sobie "to coś". Widać, że autorka się wtedy postarała. Szkoda, że tutaj nie zwróciła na to większej uwagi.

Dużym minusem tej książki jest rutyna. Dom, trening, wyścig, dom, trening, wyścig... Tak w kółko. Dlaczego autorka nie rozwinęła innych wątków? Można było jeszcze o tak wielu rzeczach napisać i stworzyć o wiele ciekawszą, fascynującą historię. W tle było mnóstwo intrygujących wydarzeń. Najlepszym przykładem jest toksyczny związek i przemoc fizyczna, której ofiarą pada siostra Astrid. Autorka jedynie o tym wspomniała i wróciła do tematu treningów i wyścigów. Ale dlaczego? Miałam wrażenie, że chce już tylko jak najszybciej skończyć książkę. 

Zawiodłam się na pani Victorii Scott. "Tytany" nawet w najmniejszym stopniu nie dorównują poprzednim książkom autorki. Powieść miała ogromny potencjał, jednak moim zdaniem niewykorzystany. Wielka szkoda, ponieważ pomysł na pół konie, pół maszyny jest naprawdę świetny. Jeżeli spodziewacie się czegoś równie dobrego jak poprzednie książki autorki to prawdopodobnie czeka was zawód.




0 komentarze:

Adelina Tulińska - "Dotyk północy"

lipca 02, 2016 Pewna Książkoholiczka 0 Comments

Wszystko zaczęło się od niepokojącego snu. Później było już tylko mroczniej, zimniej
i ciemniej. 
Laura na co dzień wiedzie normalne życie, kończy studia, pracuje,

spotyka się ze znajomymi. Jej życie drastycznie zmienia się, gdy wyjeżdża na

wolontariat do dalekiej Norwegii. Tam po raz pierwszy w życiu poznaje mężczyznę,

który ją intryguje, pociąga i odpycha zarazem, a nawet potrafi zawładnąć jej ciałem

wbrew jej woli. Laura nawet sobie nie wyobraża, jak mroczną tajemnicę ukrywa

rodzina, u której przebywa...

źródło: okładka


To miał być zwykły wyjazd na wolontariat. Laura decyduje się udać do Norwegii na kilka miesięcy aby pomóc w konserwacji starego budynku. Chce zobaczyć kraj i podszkolić język, którego uczy się od lat. Dziewczyna nie spodziewa się jednak, że podróż ta całkowicie odmieni jej życie. Rodzina u której się zatrzymuje okazuje się być naprawdę wyjątkowa. Laurę spotykają dziwne rzeczy. Jakie tajemnice skrywają ci ludzie? Prawda okazuje się o wiele bardziej niezwykła niż bohaterka się tego spodziewa. Laura ciągle ma przeczucie, że wydarzy się coś złego... Czy się sprawdzi?

Kiedy przyszła do mnie książka postanowiłam z ciekawości przeczytać kilka pierwszych stron. Tytuł ten zainteresował mnie jeszcze przed premierą i byłam bardzo ciekawa opisanej historii. Tak się jednak wciągnęłam, że siedziałam z "Dotykiem Północy" dużo więcej czasu niż planowałam. Książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się, że opowieść będzie aż tak dobra.

Już od pierwszych stron czeka na nas mnóstwo tajemnic i zagadek. Historia jest dokładnie przemyślana i dopracowana. Sekret rodu jest niesamowicie intrygujący. Ciężko przestać myśleć o tym, co też ci ludzie ukrywają zarówno podczas lektury jak i odłożeniu książki. Czytając, byłam bardzo ciekawa co zdarzy się później. Nie ukrywam, że nieraz autorka naprawdę mnie zaskoczyła. Wielu wydarzeń nie potrafiłam przewidzieć. Z zapartym tchem wraz z główną bohaterką odkrywałam nowe rzeczy świetnie się przy tym bawiąc Powieść ma niezwykły, mroczny klimat. Już okładka bardzo przyciąga wzrok. Jest magiczna i ma "to coś" co sprawia, że jest niezwykła. Idealnie pasuje do treści.

Na kartach powieści spotykamy różnych bohaterów. Są oni ciekawie wykreowani. Nie ma dwóch takich samych. Większość z nich jest nieodgadniona. W wielu przypadkach aż do samego końca nie byłam pewna jakie mają intencje. Niektórzy okazali się zupełnie inni niż się spodziewałam. Bohater, którego naprawdę polubiłam okazał się być zły, a ten, któremu nie ufałam pozytywnie mnie zaskoczył.

Laura zyskała moją sympatię. Jest naprawdę miłą dziewczyną, która nie myśli wyłącznie o sobie. Stara się pomóc innym w potrzebie i nie boi się wyzwań. Kocha książki i zwierzęta. Wiele mnie z nią łączyło. W bohaterce można zauważyć sporą zmianę na końcu powieści.  I nie chodzi tylko o charakter... 

Książkę czyta się bardzo szybko i z ogromną przyjemnością. Jest ciekawie napisana. Autorka zadbała o opisy miejsc i osób. Są bardzo plastyczne i nie zanudzają czytelnika. Bez problemu mogłam wyobrazić sobie świat przedstawiony w książce. W powieści nie zabrakło też humoru. Często podczas lektury na mojej twarzy widniał szeroki uśmiech.

"Dotyk północy" to bardzo ciekawa książka. Urzekła mnie swoją tajemniczością. Jest idealna na wakacyjne, gorące popołudnia. Gwarantuje ona miło spędzony czas. Nie mogę doczekać się kolejnej części. Muszę dowiedzieć się jak potoczą się dalsze losy Laury.

0 komentarze: