czwartek, 21 lipca 2016

Kiera Cass - "Rywalki"



Dla trzydziestu pięciu dziewcząt Eliminacje są szansą ich życia. To dzięki nim mają szansę uciec z ponurej rzeczywistości. Ze świata, w którym panują kastowe podziały, wprost do pałacu, w którym będą spełniane ich życzenia. Z miejsca, gdzie głód i choroby są na porządku dziennym, do krainy jedwabi i klejnotów. Celem Eliminacji jest wyłonienie żony dla czarującego i przystojnego księcia Maxona.
Każda dziewczyna marzy o tym, by zostać Wybraną. Każda poza Americą Singer.

Dla Ameriki Eliminacje to koszmar. Oznacza konieczność rozstania z Aspenem – jej sekretną miłością i opuszczenie domu. A wszystko tylko po to, by wziąć udział w morderczym wyścigu o koronę, której wcale nie pragnie.
Jednak gdy spotyka Maxona, który naprawdę przypomina księcia z bajki, America zaczyna zadawać sobie pytanie, czy naprawdę chce za wszelką cenę opuścić pałac. Być może życie o jakim marzyła wcale nie jest lepsze niż to, którego nawet nie chciała sobie wyobrazić…

źródło: okładka

O książkach Kiery Cass słyszał już chyba każdy. Jest to jedna z najpopularniejszych serii dla nastolatek. Czytała mnóstwo pozytywnych opinii na jej temat. Moje koleżanki, które wcale nie są takimi molami książkowymi, wychwalały ją pod niebiosa i potrafiły rozmawiać o niej prawie całą lekcję. Byłam bardzo ciekawa co w niej jest takiego wspaniałego. Sam opis nie był jakiś niesamowicie zachęcający. Trzydzieści pięć dziewczyn, które walczą o rękę księcia... Błagam, to brzmi jak jakieś głupie romansidło dla nastolatek. Spodziewałam się mocno przesłodzonej i banalnej historii. Byłam do niej bardzo sceptycznie nastawiona i dosyć długo czekała na mojej półce. W końcu ciekawość wygrała. Zaczęłam czytać i muszę przyznać, że dołączyłam do grona fanek tej powieści. Już nie mogę doczekać się aż dorwę kolejną część i poznam dalsze losy Ami.

Nie można powiedzieć, że powieść jest niesamowita, wspaniała i inne tego typu określenia. Ma ona swoje wady, ale nie przeszkadzało mi to. Można doszukać się podobieństw do "Igrzysk śmierci", występuje głupi trójkąt miłosny i bohaterka, która czasem nieźle mnie irytowała. Mimo to, jest w tej książce coś, co sprawia, że czytając zapomniałam o całym otaczającym mnie świecie. Akcja mnie porwała. Historia całkowicie wypełniła moje myśli, nawet po odłożeniu powieści. Przez jeden dzień (tyle zajęło mi przeczytanie "Rywalek") całkowicie żyłam w tym świecie. Z zapartym tchem śledziłam losy bohaterki. Nie było tu co prawda wiele nagłych zawrotów akcji, czy momentach trzymających w napięciu. Wszystko dzieje się raczej powoli i spokojnie, ale mimo to ciągle chciałam więcej i więcej tej historii. Byłam bardzo ciekawa co stanie się dalej. Nie mogłam i nawet nie chciałam oderwać się od czytania. Zabierałam ją ze sobą dosłownie wszędzie. Pochłaniałam kolejne strony z wypiekami na twarzy. Towarzyszył temu "syndrom jeszcze jednego rozdziału". Lektura "Rywalek" sprawiała mi ogromną frajdę i naprawdę rzadko spotykam książkę, przy której spędziłabym tak wspaniały czas.

Autorka nie wymyśliła niczego niezwykłego. Mamy tutaj dobrze znany już z innych książek wątek podziału społeczeństwa na biednych i bogatych, a także ubogą dziewczynę, która bierze udział w czymś, na co nie ma ochoty aby pomóc rodzinie. Fabuła powieści jest raczej przewidywalna i schematyczna. Już po przeczytaniu pierwszej części wiem, jak skończy się ta bitwa o księcia i kto wygra. Bohaterowie również nie są jakoś niesamowicie ciekawie wykreowani. Ta książka ma jednak "to coś", co sprawiło, że całkowicie się w niej zakochałam. Czytając, czułam ten niesamowity klimat. Kiera Cass niesamowicie snuje opowieść. Historia ma swój niepowtarzalny urok. To fantastyczna mieszanka baśni i romansu, która zapewnia przednią rozrywkę. Powieść wciągnęła mnie do swojego świata i nie puściła aż do samego końca. Kiedy z wielkim żalem się z niego uwolniłam, moim jedynym pragnieniem było dorwanie się do kolejnego tomu. Ponieważ, niestety nie miałam wtedy takiej możliwości, musiałam przywitać się z ogromnym kacem książkowym.


Polubiłam wiele postaci i byłam ciekawa ich dalszych losów. Moją sympatię zyskała również główna bohaterka - Ami. Dziewczyna czasem mnie denerwowała, ale mimo to kibicowałam jej podczas Eliminacji. Podobało mi się w niej to, że mimo wszystko pozostała sobą i nie myślała, że jest nie wiadomo kim. Pod koniec powieści za to wyjątkowo mnie rozgniewała. Zachowywała się naprawdę okropnie i mam nadzieję, że w drugiej części zmieni swoje postępowanie. 
Zapewne jesteście ciekawi czy wolę Aspena czy Maxona. Oczywiście, że wspaniałego księcia. Bohater całkowicie podbił moje serce i stał się moją kolejną wielką książkową miłością. Jest on bardzo inteligentnym, dobrym, kulturalnym i odważnym młodym mężczyzną, który z pewnością zostanie kiedyś wspaniałym władcą. Ma on rewelacyjne poczucie humoru i jest niesamowicie romantyczny w stosunku do dziewczyny, która skradła jego serce. Zupełnie inaczej jest z Aspenem, którego po prostu nie cierpię. To jedna z tych głupich, denerwujących męskich postaci, którą czasem miałam ochotę po prostu zabić.

Bardzo podoba mi się styl pisania autorki. Powieść czyta się niesamowicie lekko i przyjemnie. Kiera Kass w rewelacyjny sposób opowiada o losach dziewczyny.

"Rywalki" bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Nie spodziewałam się, że ta książka aż tak mi się spodoba. Bardzo się cieszę, że dałam jej szansę. Było naprawdę warto. Już nie mogę doczekać się aż znowu będę mogła opuść rzeczywistość i zagłębić się w tą niesamowitą historię. Bardzo zachęcam was do poznania losów Ami. Czuję, że nie będziecie żałować.

Follow me @worldfrombook