Victoria Scott - "Tytany"


Odkąd tytany pojawiły się w Detroit, świat Astrid Sullivana obraca się wokół tych pół koni, pół maszyn, które dosiadane przez dżokejów startują w morderczych i emocjonujących wyścigach. Wraz z najlepszą przyjaciółką dziewczyna spędza wiele godzin na torze. Fascynują ją nie tylko emocje związane z wyścigami, ale też to, jak bardzo te zaprogramowane, półmechaniczne stworzenia wydają się prawdziwe. Astrid marzy, by kiedyś dotknąć jednego z nich.…ale też trochę ich nienawidzi. Jej ojciec stracił wszystko na zakładach bukmacherskich. Dziewczyna widzi też przepaść między bogatymi dżokejami, których stać na kosztowne maszyny do jazdy, a jej przyjaciółmi i sąsiadami, którzy czasem ostatnie pieniądze stawiają w zakładach, licząc na łut szczęścia.
Ale kiedy Astrid ma szansę wystartować na jednym z tytanów w derbach, postanawia zaryzykować wszystko. Ponieważ dla dziewczyny stojącej po złej stronie toru wyścigi to coś więcej niż szansa na sławę i pieniądze. To także heroiczna walka o lepszą przyszłość.
źródło opisu: okładka

Kiedy tylko usłyszałam o nowej książce Victorii Scott zaczęłam odliczać dni do premiery. Nie mogłam doczekać się, aby poznać nową historię napisaną przez autorkę, która zachwyciła mnie swoimi poprzednimi książkami. Byłam niesamowicie ciekawa losów Astrid. Podczas Warszawskich Targów Książki szukałam stoiska wydawnictwa IUVI aby móc dostać fragment powieści. Już po tych kilku stronach czułam, że szykuje się rewelacyjna opowieść. Myślałam, że spodoba mi się równie mocno jak "Ogień i woda". Tak się jednak nie stało.

Muszę przyznać, że napisanie tej recenzji sprawiło mi duży problem. Miałam naprawdę bardzo różne odczucia po przeczytaniu tej książki. Tak naprawdę sama nie wiedziałam co o niej myślę. Długo odkładałam napisanie opinii. Za każdym razem kiedy siadałam przed komputerem miałam totalny mętlik w głowie. Wczoraj w końcu zrobiłam notatki, przeanalizowałam wszystko i dopiero teraz mogę podzielić się z wami moimi odczuciami po lekturze.

Skłamałabym mówiąc, że książka wcale nie przypadła mi do gustu. Spędziłam z nią miły czas. Przyjemnie się ją czyta. Jest lekka i idealnie zabija nudę. Liczyłam jednak na coś dużo lepszego. Po przeczytaniu poprzednich powieści autorki postawiłam tej wysoką poprzeczkę. Być może dlatego tak się zawiodłam. W "Tytanach" czegoś mi zabrakło. Po zakończeniu lektury czułam duży niedosyt.  Gdzie te emocjonujące zwroty akcji, znane tak dobrze z poprzednich książek pani Scott? Co z brutalnymi, przerażającymi scenami, które tak uwielbiałam? Gdzie się podziali wszyscy ci niesamowici bohaterowie i fascynujące historie ich życia? Do końca powieści liczyłam, że autorka mnie jeszcze czymś zaskoczy. Niestety, tak się nie stało. Myślałam, że będzie to emocjonująca opowieść, która przez długi czas pozostanie w mojej pamięci. A co dostałam? Przeciętną i do bólu przewidywalną książkę, która mało tego niesamowicie przypominała mi inną, bardzo znaną historię.

Pyskata i nieufna bohaterka, która nienawidzi organizatorów wyścigu. Dziewczyna pochodząca z najbiedniejszej dzielnicy, która zgłasza się do zawodów aby uratować swoją rodzinę. Mentor, który jest takim typowym luzakiem, a sponsorka to ułożona, bogata dama dbająca o dobre maniery. Na początku ta dwójka nie odnosi się do siebie przyjaźnie, ale po pewnym czasie się to zmienia. Czy to wam przypadkiem nie przypomina "Igrzysk Śmierci"? Mi bardzo. Chwilami miałam wrażenie, że czytam właśnie powieść Suzanne Collins, tylko zamiast igrzysk mamy tu wyścig niezwykłych maszyn.

Bardzo spodobały mi się tytułowe tytany. Nigdy nie spotkałam się z pół końmi, pół maszynami w książkach. Jest to niezwykłe i ciekawe połączenie. Autorka wpadła na świetny pomysł. Zafascynowały mnie równie mocno jak główną bohaterkę. Tytan na którym jeździła Astrid już całkowicie podbił moje serce.

Victoria Scott nie wykreowała oryginalnych bohaterów. Jak już wspominałam, niektórzy bardzo przypominali tych, znanych mi z "Igrzysk Śmierci". Nie pojawiło się ich też wielu. Dobrze poznajemy tylko kilka postaci. Reszta pojawia się epizodycznie. Lubię kiedy w książkach mam do czynienia z interesującymi bohaterami. Podoba mi się kiedy mają ciekawy charakter i historię. To kolejna rzecz której mi w tej książce brakowało. Uwielbiałam uczestników Piekielnego Wyścigu. Tam każdy był jakiś i miał w sobie "to coś". Widać, że autorka się wtedy postarała. Szkoda, że tutaj nie zwróciła na to większej uwagi.

Dużym minusem tej książki jest rutyna. Dom, trening, wyścig, dom, trening, wyścig... Tak w kółko. Dlaczego autorka nie rozwinęła innych wątków? Można było jeszcze o tak wielu rzeczach napisać i stworzyć o wiele ciekawszą, fascynującą historię. W tle było mnóstwo intrygujących wydarzeń. Najlepszym przykładem jest toksyczny związek i przemoc fizyczna, której ofiarą pada siostra Astrid. Autorka jedynie o tym wspomniała i wróciła do tematu treningów i wyścigów. Ale dlaczego? Miałam wrażenie, że chce już tylko jak najszybciej skończyć książkę. 

Zawiodłam się na pani Victorii Scott. "Tytany" nawet w najmniejszym stopniu nie dorównują poprzednim książkom autorki. Powieść miała ogromny potencjał, jednak moim zdaniem niewykorzystany. Wielka szkoda, ponieważ pomysł na pół konie, pół maszyny jest naprawdę świetny. Jeżeli spodziewacie się czegoś równie dobrego jak poprzednie książki autorki to prawdopodobnie czeka was zawód.




Popularne posty