Rick Riordan "Greccy bogowie według Percy'ego Jacksona"

października 14, 2016 Pewna Książkoholiczka 0 Comments

Kto lepiej niż współczesny heros opowie o pochodzeniu bogów olimpijskich? W tym ilustrowanym zbiorze opowieści Percy Jackson przedstawia spojrzenie od środka, pełne osobistego zaangażowania.

„Pewien wydawca w Nowym Jorku poprosił mnie o spisanie tego, co wiem o greckich bogach, ale ja byłem ostrożny: – Nie moglibyśmy napisać o tym anonimowo? W sumie nie chciałbym znów wkurzyć Olimpijczyków…
Gdyby jednak wiedza o greckich bogach miała kiedyś pomóc wam przeżyć spotkanie z nimi, jeśli się przed wami pojawią, to może spisanie tego wszystkiego będzie moim dobrym uczynkiem tygodnia”.

Tak zaczynają się Greccy bogowie według Percy’ego Jacksona, książka, w której syn Posejdona dodaje do klasycznych opowieści własną magię – oraz sarkastyczne uwagi. Wyjaśnia, jak został stworzony świat, a następnie przekazuje czytelnikom osobistą opowieść o tym, kto jest kim wśród starożytnych, od Apollina po Zeusa. Percy nie cofa się przed niczym. „Jeśli macie ochotę na mnóstwo kłamstw, kradzieży, ciosów w plecy i kanibalizmu, to czytajcie dalej, bo właśnie tego jest mnóstwo w Złotym Wieku”.
Pełne dramatyzmu kolorowe ilustracje, które wykonał John Rocco, gwarantują, że książka będzie niezbędna w każdym domu, bibliotece i klasie. Jest nie tylko przyjemna w lekturze, ale również wspaniale się prezentuje.

ŹRÓDŁO: OKŁADKA 

Nie wiem jak wy, ale ja, mimo że wcześniej uwielbiałam opowieści o bogach greckich, kiedy w pierwszej klasie gimnazjum musiałam przeczytać "Mitologię" Twardowskiego, całkowicie zmieniłam swoje dotychczasowe pozytywne nastawienie. Lektura była dla mnie męką i marzyłam, aby jak najszybciej dotrzeć do końca. Mity absolutnie mnie nie zaciekawiły. Były nudne i ciężkie. Już po kilku stronach miałam tego serdecznie dosyć. Gdyby nie jedna osoba, z pewnością stwierdziłabym, że jest to nudne i głupie. Trzymałabym się od nich z daleka. Tą osobą był Rick Riordan. Tego pana chyba nie trzeba przedstawiać. Jego nazwisko jest znane praktycznie każdemu książkoholikowi. Zanim zmierzyłam się z tą okropną lekturą miałam okazję zapoznać się ze wspaniałą serią młodzieżową tego autora. Opowiada ona o Percym, nastoletnim półbogu, którego ojcem jest Posejdon. Z tego powodu musi opuścić swój dom i rozpocząć naukę w Obozie Herosów, gdzie trafiają wszystkie boskie dzieci. Tam zaczyna się niesamowita, pełna przygód historia chłopca. Jeżeli jakimś cudem jeszcze nie znacie tej serii, a ten króciutki opis was zaciekawił to koniecznie rzućcie okiem na moją recenzję (klik). Od pierwszych stron pokochałam świat wykreowany przez Ricka Riordana. W niezwykły sposób połączył współczesność ze starożytnością, tworząc rewelacyjną opowieść idealną dla miłośników przygód. Wtedy odkryłam, że wierzenia starożytnych mogą być naprawdę interesujące i warte uwagi. Temat ten całkowicie mnie pochłonął. Był czas, że całkowicie oszalałam na puncie losów młodego herosa, w przeciwieństwie do "Mitologi" autorstwa Twardowskiego. Dzięki temu chętnie sięgam po książki w których pojawia się ten wątek.

Kiedy tylko odkryłam, że Rick Riordan napisał własne spojrzenie na mity o bogach greckich, wiedziałam, że muszę to przeczytać i to jak najszybciej. Czułam, że pojawi się tu mnóstwo przygód i genialnego humoru, znanego mi już z książek pisarza. Oczywiście, nie zawiodłam się. Autor rewelacyjnie miesza informacje historyczne z własną wyobraźnią, tworząc absolutnie genialne dzieło. To kopalnia wiedzy na temat wierzeń starożytnych, napisana jednak w niezwykle lekki i zabawny sposób. Od książki nie sposób się oderwać, ciągle ma się ochotę na więcej i więcej tych fascynujących opowieści. Jest to pozycja, która gwarantuje świetnie spędzony czas i ubaw po pachy.

Co najbardziej urzekło mnie w książce? Poczucie humoru! Mogłabym założyć się o całą moją biblioteczkę (a to poważna sprawa), że nawet największy ponurak, przy tej książce przynajmniej raz się zaśmieje. Bogowie i ich losy są przedstawione w sposób niesamowicie komiczny.  Humor Ricka Riordana jest po prostu boski! Uwielbiam jego przezabawne komentarze i niesamowicie dowcipne sytuacje, w które pakuje bohaterów.

Pokochałam nie tylko tekst, ale i piękne wydanie książki. Spójrzcie tylko na tą okładkę! Czy ona nie jest nieziemska? Sprawia, że od razu mam ochotę rzucić wszystko i zagłębić się w treść. Idealnie oddaje ona ten magiczny klimat. Nie tylko jest świetną lekturą. To prawdziwa perełka w mojej biblioteczce. W środku również znajdziemy prawdziwą sztukę - zapierające dech w piersiach ilustracje Johna Rocco. Zrobiły one na mnie ogromne wrażenie. Są przepiękne i klimatyczne. Mogłabym godzinami się w nie wpatrywać. Perfekcyjnie komponują się z treścią i dodają tej książce jeszcze więcej wyjątkowości.

Niezależnie czy jesteście miłośnikami mitologii, czy jej antyfanami - "Greccy bogowie według Percy'ego Jacksona" to pozycja obowiązkowa, przy której fani wierzeń greckich będą w raju, a ci co nie mogą się do niej przekonać zmienią nastawienie. Dzięki tej pozycji spędzicie wiele wieczorów płacząc ze śmiechu nad perypetiami starożytnych bóstw. Z pewnością zapadną wam one w pamięć.

Cytaty:

"-Ej, wężu!
Pyton otworzył oczy.
- Czego chcesz?
- Zaśpiewać ci pieśń o tym, jaki jestem wspaniały!
- Och, proszę nie. Lepiej od razu mnie zabij.
- Okej! - Apollo wyciągnął łuk i wbił mu strzałę między oczy. Następnie odśpiewał pieśń o tym, jaki jest wspaniały."


Chcecie horroru?
Pomyślcie o czymś takim: Zeus bogiem sprawiedliwości i porządku. Facet, który rzuca na prawo i lewo piorunami, kiedy tylko się rozzłości, i nie potrafi dotrzymać przysięgi małżeńskiej - ten sam gość jest odpowiedzialny za to, żeby królowie rządzili mądrze, rady starszych były traktowane z szacunkiem, przysięgi były dotrzymywane, a obcy spotykali się z gościnnością.
To trochę tak jakbym ja miał zostać bogiem zadań domowych i dobrych ocen.



Gaja parsknęła ze zniecierpliwieniem. 
- Nie bądźcie tchórzami! To bardzo proste. Trzeba wziąć ten zaostrzony sierp i posiekać tatę na małe kawałki, żeby przestał nam przeszkadzać. To z was, które tego dokona, będzie królem wszechświata! A poza tym zrobię wam te ciasteczka, które tak lubiliście, te z kolorową posypką. 
W naszych czasach mamy właściwe określenie na takie zachowanie. Nazywamy je psychopatycznym.


Jeśli usiłujesz nie mieć dzieci, nie żeń się z tytanidą macierzyństwa.

Wiem. Krzyczycie: "Fuj! Bracie chcieli poślubić własne siostry?!"(...) zasady zachowania były wówczas znacznie luźniejsze. Poza tym nie mieli wielkiego wyboru, jeśli chodzi o kandydata do małżeństwa. Nie dało się po prostu zalogować na randkatytanów.com i znaleźć idealnego partnera.

Ares poza tym nabawił się poważnej fobii w kwestii dzbanów.
Chyba wyślę mu jakiś ładny dzbanek na święta.

0 komentarze:

amanda maciel,

#1 SZEŚĆ książek, które mnie rozczarowały

października 08, 2016 Pewna Książkoholiczka 0 Comments


























Cześć! Chciałabym rozpocząć nową serię postów, w których pokazywać będę top 6 rzeczy z wybranej kategorii. Wpisy te będą pojawiały się co tydzień. Mam nadzieję, że mój pomysł przypadnie wam do gustu:)

 Dzisiaj opowiem wam troszkę o książkach, które mnie rozczarowały. Kolejność powieści nie ma tu znaczenia.


1. "Niezauważalna" - M. Sedgwick


Liczyłam na interesującą powieść, której bohaterką jest niewidoma dziewczyna. Książka miała spory potencjał, jednak niewykorzystany. Historia jest totalnie nierealistyczna i naciągana. Bohaterka bez niczyjej pomocy załatwiła wszystkie formalności związane z podróżą do Nowego Jorku. Mimo choroby radzi sobie tam wyśmienicie! Przewodnikiem Laureth w wielkim, nowym mieście jest jej siedmioletni, dziecinny brat, który bez żadnych podejrzeń, podczas nieobecności mamy wyrusza z nią w podróż, aby "zobaczyć się z tatą". Dzieciak, który nie zna Nowego Jorku radzi sobie jednak idealnie w roli opiekuna. Chyba autor nie przemyślał tego dokładnie. Jest więcej głupich wydarzeń tego typu. Oprócz tego mamy tu beznadziejnie wykreowanych bohaterów i nudną akcję. Wisienką na torcie było zakończenie, które widać, że napisane zostało na siłę. Było ono tak bezsensowne, że w chwili kiedy to czytałam, byłam załamana. Porażka.


2. "Tease" - Amanda Maciel


Autorka poruszyła bardzo poważny i trudny problem szkolnych prześladowań. Historia opisywana jest z perspektywy prześladowcy. Spodziewałam się historii, która daje do myślenia i wstrząsa czytelnikiem. Amandzie Maciel jednak nie wyszło. Brakowało mi tutaj widocznej przemiany głównej bohaterki. Ciągle czekałam na zmianę w upartej dziewczynie, jednak na próżno. Może i była, ale została przedstawiona w sposób jeszcze bardziej negatywny i wymuszony. Zachowanie bohaterów jest niesamowicie dziecinne i nierealistyczne. Niektóre ich zachowania były rodem z tandetnych, amerykańskich seriali (wiecie o co mi chodzi). To chyba najbardziej irytujące postaci z jakimi miałam do czynienia. Książka kompletnie nic nie wnosi do życia. Nie polecam.


3. "Moje serce należy do ciebie" - Alessio Puelo


Książka zapowiadała się bardzo dobrze. Mamy tutaj nieuleczalną chorobę i wielką, nieszczęśliwą miłość. Takie historie często doprowadzają czytelnika do łez, wstrząsając nim i pokazując siłę prawdziwego uczucia. Jakiś czas temu pisałam o tej pozycji. Jest to jedna z najgorszych młodzieżówek, jakie czytałam w tym roku. Mimo, że porusza ona istotny problem jest strasznie sztuczną i nierealistyczną historią. Nie sprawi ona, że czytelnik się wzruszy, ale szybciej zanudzi na śmierć i załamie czytając o nastolatkach, jakiś przedstawił autor.Często miałam wrażenie, że autor się gdzieś śpieszy. Wydawało mi się, jakby jak najszybciej chciał dotrzeć do końca historii. Często poświęcał zbyt dużo czasu na totalne głupoty zamiast skupić się na ważnych dla książki scenach. Więcej dowiedziałam się o wyprawach chłopców do agencji towarzyskiej niż rozwijaniu się relacji Ylenii i Alexa, co jest dla mnie zdecydowanie ważniejsze. Czytelnik nie ma wielu okazji aby im towarzyszyć we wspólnie spędzanych chwilach. Na jednej stronie poznają się, a na kolejnej mamy jedynie informacje, że spędzają ze sobą każdą wolną chwilę i zaczynają czuć do siebie coś więcej niż przyjaźń. Ale jak to się stało? Co ich połączyło? Skąd wzięły się ich tak bliskie relacje? O tym niestety autor napisać zapomniał.  Liczyłam na coś o wiele, o wiele lepszego. Nie polecam.


4. "Tytany" - Victoria Scott


Jeżeli śledzicie mojego bloga to wiecie, że jestem po uszy zakochana w serii "Ogień i woda" tej autorki. Kiedy tylko usłyszałam o nowej książce Victorii Scott zaczęłam odliczać dni do premiery. Nie mogłam doczekać się, aby poznać nową historię napisaną przez pisarkę, która zachwyciła mnie swoimi poprzednimi książkami. Miałam ogromną nadzieję, że spodoba mi się równie mocno, jak poprzednie książki pani Scott. Tak się niestety nie stało. W "Tytanach" czegoś mi zabrakło. Po zakończeniu lektury czułam duży niedosyt.  Gdzie te emocjonujące zwroty akcji, znane tak dobrze z poprzednich książek pani Scott? Co z brutalnymi, przerażającymi scenami, które tak uwielbiałam? Gdzie się podziali wszyscy ci niesamowici bohaterowie i fascynujące historie ich życia? Do końca powieści liczyłam, że autorka mnie jeszcze czymś zaskoczy. Niestety, tak się nie stało. Myślałam, że będzie to emocjonująca opowieść, która przez długi czas pozostanie w mojej pamięci. A co dostałam? Przeciętną i do bólu przewidywalną książkę, która mało tego niesamowicie przypominała mi "Igrzyska śmierci" Zawiodłam się."Tytany", mimo że nie są złą książką, to nawet w najmniejszym stopniu nie dorównują poprzednim książkom autorki. Powieść miała ogromny potencjał, jednak moim zdaniem niewykorzystany. Wielka szkoda, ponieważ pomysł na pół konie, pół maszyny jest naprawdę świetny. Jeżeli spodziewacie się czegoś równie dobrego jak poprzednie książki autorki to prawdopodobnie czeka was zawód.


5. "Czerwona królowa" - Victoria Aveyard

Ta książka wywołała burzę w blogosferze i prawdziwą falę zachwytu. Śliczna okładka, intrygujący opis i do tego bardzo pozytywna opinia mojej przyjaciółki zachęciły mnie do sięgnięcia po powieść.Nie uważam, że jest to zła książka. Spodziewałam, że czegoś niesamowitego, niezwykłego, co mnie po prostu całkowicie pochłonie i nie da o sobie zapomnieć. Tymczasem "Czerwona królowa" jest mało oryginalną powieścią od której aż bije inspiracja "Niezgodną", "Igrzyskami śmierci" i "Rywalkami". Nie ma w sobie nic niespotykanego. Wszystkie schematy już kiedyś się pojawiały. Autorka nie wpadła na nic pomysłowego. Dodatkowo, bohaterowie, których stworzyła są płascy i nudni. Autorka nie zwróciła na nich zbyt wielkiej uwagi. Mare, narratorka książki jest strasznie irytująca i głupia. "Czerwona królowa" okazała się sporym rozczarowaniem, choć nie zalicza się do najgorszych. Mam nawet w planach sięgnięcie po kolejny tom. Jeżeli jesteście już po lekturze "Szklanego miecza" dajcie znać czy wam się spodobała!

6. "Przeklęta" - Iga Wiśniewska


Pewnego dnia, przeglądając booktube, natrafiłam na kanał Abigital Jailete, którą możecie znać z bloga Wyznania Książkoholiczki. Dziewczyna opowiadała o "Przeklętej" - książce, która co raz przemykała mi na różnych blogach i fanpageach. Uwielbiam filmiki Abi i postanowiłam zobaczyć o czym jest ten tytuł. Prezentowała się bardzo ciekawie. Po obejrzeniu wideo byłam strasznie zafascynowana tym tytułem. Recenzentka niesamowicie chwaliła powieść. Czułam, że strasznie mi się ona spodoba. Uwielbiam książki tego typu i często po nie sięgam. Rzadko zawiodłam się też na powieściach, które znalazłam na kanale tej blogerki i miałam ogromną nadzieję, że i tutaj nie czeka mnie rozczarowanie.  Bardzo ciężko było mi się jakoś tak wgryźć w tą historię. Liczyłam na coś, co porwie mnie już od początku i niestety się zawiodłam. Pierwsze strony nie należały do najprzyjemniejszych i nic nie zapowiadało żeby powieść była czymś tak niezwykłym jak na to liczyłam. Mimo że fabuła od początku była naprawdę ciekawa, a historia intrygująca to jednak nie wkręciłam się w ten świat. Akcja chwilami strasznie mi się dłużyła. Nie było nic, w czym mogłabym się zatracić. Nie oznacza to, że książka jest nudna. Gdybym ją tak nazwała byłoby to sporą przesadą. Historia jest interesująca, ale tylko tyle. Spodziewałam się czegoś więcej. Czasem po prostu są takie książki, gdzie już od pierwszych kartek pochłaniam stronę za stroną. Mogłabym siedzieć z taką pozycją godzinami. Po wielu bardzo pozytywnych recenzjach liczyłam, że "Przeklęta" będzie mogła dołączyć do grona tytułów tego typu. Tak się niestety nie stało.





0 komentarze:

dla młodzieży,

Suzanne Young - "Epidemia"

października 02, 2016 Pewna Książkoholiczka 0 Comments

W świecie przed Programem…

Część 0,5 bestsellerowej serii New York Timesa, spinająca całość niczym klamra. A gdyby ktoś wymazał z Twojej pamięci wszystkie wspomnienia i potraktował Cię jak pionka w prowadzonej przez siebie grze? Od kiedy sięga pamięcią, Quinlan pomagała obcym rodzinom pogodzić się ze śmiercią ich dzieci. Jako sobowtór na pewien czas wcielała się w rolę zmarłych nastolatków, dając rodzinie czas na pożegnanie się z ukochanym dzieckiem. Zadanie nie było łatwe, ale Quinn była w tym naprawdę dobra. Nie wiedziała jednak, że sobowtórem jest także we własnym domu…

Jak odnaleźć się w gąszczu kłamstw i fałszywych przyjaciół? Czy w takiej sytuacji można jeszcze komukolwiek zaufać? Żeby odkryć swoją tożsamość, Quinn musi zmierzyć się z najtrudniejszą prawdą, że niczym zwierzątko doświadczalne brała udział w eksperymencie, który miał powstrzymać falę samobójstw. Dziewczyna nie chce być jednak lekiem na toczącą świat chorobę. Czy uda jej się znaleźć odpowiedzi, gdy epidemia zatacza coraz szersze kręgi, wydział żałoby depcze jej po piętach, a ona sama może polegać tylko na sobie?

źródło opisu: okładka

Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia okazuje się, że całe wasze życie to jedno wielkie kłamstwo. Nic nie jest prawdziwe. Ci ludzie z którymi mieszkacie i od zawsze uważaliście ich za rodziców, tak naprawdę nimi nie są. To nie jest wasze prawdziwe imię. Wszystko było tylko grą. Nic nie było prawdziwe.  Taka sytuacja dotyka Quinlan McKee. Dziewczyna była sobowtórem, udawała zmarłe osoby, aby pomóc ich rodzinom poradzić sobie z żałobą. Okazało się jednak, że całe jej dotychczasowe życie utkane było z kłamstw. Od dziecka udaje zmarłą dziewczynkę, nie wiedząc kim tak naprawdę jest. Nic nie jest takie jak się wydaje. Nastolatka postawiona została przed trudnymi decyzjami. Sama już nie wie, kto jest jej wrogiem, a kto przyjacielem. Nikomu nie może ufać. Postanawia znaleźć Artura Pritharda i dowiedzieć się prawdy na temat własnej tożsamości.


"Całe moje życie to jedno wielkie kłamstwo. To, za kogo siebie uważałam, było niczym więcej jak tylko zręcznie opowiedzianą historyjką o dziewczynie, która już od dawna nie żyła. Dowiedziałam się o tym dopiero niedawno i od tamtej pory nie jestem niczego pewna. Kiedy tamta dziewczyna umarła, miałam zastąpić ja tylko na trochę. Tymczasem jednak straciłam własną tożsamość.. Nie pamiętam mojego prawdziwego imienia, nie wiem, jaka była moja prawdziwa rodzina. I pomyśleć, że wierzyłam, że to ja jestem prawdziwą Quinlan McKee."

Po przeczytaniu "Remedium" wiedziałam, że muszę jak najszybciej dorwać jej kontynuację. Zakończenie było niesamowicie zagadkowe i emocjonujące. Nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Natychmiast chciałam znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie pytania. Co będzie z Quinlan? Dlaczego tak się stało? Strasznie chciałam odkryć tajemnice, jakie skrywają bohaterowie. Nareszcie miałam tą okazję.

Możecie być pewni jednego - jeżeli podobało wam się "Remedium", to przy "Epidemii" dosłownie opadnie wam szczęka. Ta książka wywołała u mnie burzę emocji. Sprawiła, że siedziałam z nią do późnej nocy, nie mogąc oderwać się od lektury. Już od pierwszych stron całkowicie mnie pochłonęła. Nie raz autorce udało się mnie porządnie zaskoczyć. Tu nie ma miejsca na nudę. Jest dużo akcji, niespodziewanych wydarzeń i tajemnic. Nic nie jest oczywiste. Wraz z bohaterką szukamy odpowiedzi na nurtujące ją pytania, świetnie się przy tym bawiąc.

Autorka w rewelacyjny sposób przedstawiła bardzo oryginalny, dystopijny świat. Książkę czyta się niesamowicie szybko. Tematyka, którą poruszyła autorka z pewnością nie należy do najłatwiejszych, ale poradziła ona sobie świetnie. Samobójstwo i śmierć nie należą przecież do tematów o których mówi się swobodnie. Mimo to, książka nie jest trudna w odbiorze. Zostawia jednak w czytelniku ślad i zmusza go do choćby chwili zastanowienia.

Na pochwałę zasługują również bohaterowie, wykreowani przez pisarkę. Stworzeni zostali z pomysłem. Są bardzo ciekawi i oryginalni. Suzanne Young świetnie oddała ich charakter. Każdy ma własną historię, cel i uosobienie. Nie wszyscy są oczywiści. Wielu z nich skrywa tajemnice, które nurtowały mnie przez całą książkę. Z pewnością sprawiają oni, że powieść jest jeszcze ciekawsza i bardziej intrygująca.

"Epidemia", podobnie jak "Remedium", zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. To z pewnością jedne z najlepszych dystopii młodzieżowych jakie miałam okazję przeczytać. Uwielbiam je za oryginalność, mroczny klimat i nieoczywistą fabułę. Przede mną jeszcze kolejne części serii. Nie mogę doczekać się aż je przeczytam! Koniecznie sięgnijcie po powieści Suzanne Young bo są tego naprawdę warte!



Znalezione obrazy dla zapytania pantomasz.pl logo

0 komentarze: