sobota, 8 października 2016

# amanda maciel # czerwona królowa

#1 SZEŚĆ książek, które mnie rozczarowały


























Cześć! Chciałabym rozpocząć nową serię postów, w których pokazywać będę top 6 rzeczy z wybranej kategorii. Wpisy te będą pojawiały się co tydzień. Mam nadzieję, że mój pomysł przypadnie wam do gustu:)

 Dzisiaj opowiem wam troszkę o książkach, które mnie rozczarowały. Kolejność powieści nie ma tu znaczenia.


1. "Niezauważalna" - M. Sedgwick


Liczyłam na interesującą powieść, której bohaterką jest niewidoma dziewczyna. Książka miała spory potencjał, jednak niewykorzystany. Historia jest totalnie nierealistyczna i naciągana. Bohaterka bez niczyjej pomocy załatwiła wszystkie formalności związane z podróżą do Nowego Jorku. Mimo choroby radzi sobie tam wyśmienicie! Przewodnikiem Laureth w wielkim, nowym mieście jest jej siedmioletni, dziecinny brat, który bez żadnych podejrzeń, podczas nieobecności mamy wyrusza z nią w podróż, aby "zobaczyć się z tatą". Dzieciak, który nie zna Nowego Jorku radzi sobie jednak idealnie w roli opiekuna. Chyba autor nie przemyślał tego dokładnie. Jest więcej głupich wydarzeń tego typu. Oprócz tego mamy tu beznadziejnie wykreowanych bohaterów i nudną akcję. Wisienką na torcie było zakończenie, które widać, że napisane zostało na siłę. Było ono tak bezsensowne, że w chwili kiedy to czytałam, byłam załamana. Porażka.


2. "Tease" - Amanda Maciel


Autorka poruszyła bardzo poważny i trudny problem szkolnych prześladowań. Historia opisywana jest z perspektywy prześladowcy. Spodziewałam się historii, która daje do myślenia i wstrząsa czytelnikiem. Amandzie Maciel jednak nie wyszło. Brakowało mi tutaj widocznej przemiany głównej bohaterki. Ciągle czekałam na zmianę w upartej dziewczynie, jednak na próżno. Może i była, ale została przedstawiona w sposób jeszcze bardziej negatywny i wymuszony. Zachowanie bohaterów jest niesamowicie dziecinne i nierealistyczne. Niektóre ich zachowania były rodem z tandetnych, amerykańskich seriali (wiecie o co mi chodzi). To chyba najbardziej irytujące postaci z jakimi miałam do czynienia. Książka kompletnie nic nie wnosi do życia. Nie polecam.


3. "Moje serce należy do ciebie" - Alessio Puelo


Książka zapowiadała się bardzo dobrze. Mamy tutaj nieuleczalną chorobę i wielką, nieszczęśliwą miłość. Takie historie często doprowadzają czytelnika do łez, wstrząsając nim i pokazując siłę prawdziwego uczucia. Jakiś czas temu pisałam o tej pozycji. Jest to jedna z najgorszych młodzieżówek, jakie czytałam w tym roku. Mimo, że porusza ona istotny problem jest strasznie sztuczną i nierealistyczną historią. Nie sprawi ona, że czytelnik się wzruszy, ale szybciej zanudzi na śmierć i załamie czytając o nastolatkach, jakiś przedstawił autor.Często miałam wrażenie, że autor się gdzieś śpieszy. Wydawało mi się, jakby jak najszybciej chciał dotrzeć do końca historii. Często poświęcał zbyt dużo czasu na totalne głupoty zamiast skupić się na ważnych dla książki scenach. Więcej dowiedziałam się o wyprawach chłopców do agencji towarzyskiej niż rozwijaniu się relacji Ylenii i Alexa, co jest dla mnie zdecydowanie ważniejsze. Czytelnik nie ma wielu okazji aby im towarzyszyć we wspólnie spędzanych chwilach. Na jednej stronie poznają się, a na kolejnej mamy jedynie informacje, że spędzają ze sobą każdą wolną chwilę i zaczynają czuć do siebie coś więcej niż przyjaźń. Ale jak to się stało? Co ich połączyło? Skąd wzięły się ich tak bliskie relacje? O tym niestety autor napisać zapomniał.  Liczyłam na coś o wiele, o wiele lepszego. Nie polecam.


4. "Tytany" - Victoria Scott


Jeżeli śledzicie mojego bloga to wiecie, że jestem po uszy zakochana w serii "Ogień i woda" tej autorki. Kiedy tylko usłyszałam o nowej książce Victorii Scott zaczęłam odliczać dni do premiery. Nie mogłam doczekać się, aby poznać nową historię napisaną przez pisarkę, która zachwyciła mnie swoimi poprzednimi książkami. Miałam ogromną nadzieję, że spodoba mi się równie mocno, jak poprzednie książki pani Scott. Tak się niestety nie stało. W "Tytanach" czegoś mi zabrakło. Po zakończeniu lektury czułam duży niedosyt.  Gdzie te emocjonujące zwroty akcji, znane tak dobrze z poprzednich książek pani Scott? Co z brutalnymi, przerażającymi scenami, które tak uwielbiałam? Gdzie się podziali wszyscy ci niesamowici bohaterowie i fascynujące historie ich życia? Do końca powieści liczyłam, że autorka mnie jeszcze czymś zaskoczy. Niestety, tak się nie stało. Myślałam, że będzie to emocjonująca opowieść, która przez długi czas pozostanie w mojej pamięci. A co dostałam? Przeciętną i do bólu przewidywalną książkę, która mało tego niesamowicie przypominała mi "Igrzyska śmierci" Zawiodłam się."Tytany", mimo że nie są złą książką, to nawet w najmniejszym stopniu nie dorównują poprzednim książkom autorki. Powieść miała ogromny potencjał, jednak moim zdaniem niewykorzystany. Wielka szkoda, ponieważ pomysł na pół konie, pół maszyny jest naprawdę świetny. Jeżeli spodziewacie się czegoś równie dobrego jak poprzednie książki autorki to prawdopodobnie czeka was zawód.


5. "Czerwona królowa" - Victoria Aveyard

Ta książka wywołała burzę w blogosferze i prawdziwą falę zachwytu. Śliczna okładka, intrygujący opis i do tego bardzo pozytywna opinia mojej przyjaciółki zachęciły mnie do sięgnięcia po powieść.Nie uważam, że jest to zła książka. Spodziewałam, że czegoś niesamowitego, niezwykłego, co mnie po prostu całkowicie pochłonie i nie da o sobie zapomnieć. Tymczasem "Czerwona królowa" jest mało oryginalną powieścią od której aż bije inspiracja "Niezgodną", "Igrzyskami śmierci" i "Rywalkami". Nie ma w sobie nic niespotykanego. Wszystkie schematy już kiedyś się pojawiały. Autorka nie wpadła na nic pomysłowego. Dodatkowo, bohaterowie, których stworzyła są płascy i nudni. Autorka nie zwróciła na nich zbyt wielkiej uwagi. Mare, narratorka książki jest strasznie irytująca i głupia. "Czerwona królowa" okazała się sporym rozczarowaniem, choć nie zalicza się do najgorszych. Mam nawet w planach sięgnięcie po kolejny tom. Jeżeli jesteście już po lekturze "Szklanego miecza" dajcie znać czy wam się spodobała!

6. "Przeklęta" - Iga Wiśniewska


Pewnego dnia, przeglądając booktube, natrafiłam na kanał Abigital Jailete, którą możecie znać z bloga Wyznania Książkoholiczki. Dziewczyna opowiadała o "Przeklętej" - książce, która co raz przemykała mi na różnych blogach i fanpageach. Uwielbiam filmiki Abi i postanowiłam zobaczyć o czym jest ten tytuł. Prezentowała się bardzo ciekawie. Po obejrzeniu wideo byłam strasznie zafascynowana tym tytułem. Recenzentka niesamowicie chwaliła powieść. Czułam, że strasznie mi się ona spodoba. Uwielbiam książki tego typu i często po nie sięgam. Rzadko zawiodłam się też na powieściach, które znalazłam na kanale tej blogerki i miałam ogromną nadzieję, że i tutaj nie czeka mnie rozczarowanie.  Bardzo ciężko było mi się jakoś tak wgryźć w tą historię. Liczyłam na coś, co porwie mnie już od początku i niestety się zawiodłam. Pierwsze strony nie należały do najprzyjemniejszych i nic nie zapowiadało żeby powieść była czymś tak niezwykłym jak na to liczyłam. Mimo że fabuła od początku była naprawdę ciekawa, a historia intrygująca to jednak nie wkręciłam się w ten świat. Akcja chwilami strasznie mi się dłużyła. Nie było nic, w czym mogłabym się zatracić. Nie oznacza to, że książka jest nudna. Gdybym ją tak nazwała byłoby to sporą przesadą. Historia jest interesująca, ale tylko tyle. Spodziewałam się czegoś więcej. Czasem po prostu są takie książki, gdzie już od pierwszych kartek pochłaniam stronę za stroną. Mogłabym siedzieć z taką pozycją godzinami. Po wielu bardzo pozytywnych recenzjach liczyłam, że "Przeklęta" będzie mogła dołączyć do grona tytułów tego typu. Tak się niestety nie stało.





Follow me @worldfrombook