sobota, 25 marca 2017

Jesse Andrews - "Earl i ja, i umierająca dziewczyna"

marca 25, 2017 0 Comments
Odrobina przyjaźni jeszcze nikogo nie zabiła

Postaci:

GREG

Lekko aspołeczny chłopak ze sporymi kompleksami. Nie znosi swojego liceum.

EARL

Kumpel Grega. Wspólnie produkują amatorskie filmy.

UMIERAJĄCA DZIEWCZYNA

Rachel, chora na białaczkę koleżanka Grega z dzieciństwa.

Dlaczego musisz poznać tę historię?

Brak w niej Ważnych Życiowych Lekcji, które wycisną łzy z twoich oczu. Brak Prawd o Miłości Zmieniających Życie. Ta śmiertelnie (nie)poważna książka jest zaprzeczeniem wszystkiego, co miałeś okazję ostatnio przeczytać.


Jestem pewna, że już zdążyliście to zauważyć, jeżeli nie jesteście po raz pierwszy na moim blogu (a jeżeli tak, to mam nadzieję, że będziecie mieli ochotę przejrzeć dalsze posty). Uwielbiam książki Moondrive. Śledzę fanpage, trochę się udzielam i pilnie pilnuję nadchodzących premier. I prawie jak każdy Moondriver byłam w pewnym momencie naprawdę zła. Dlaczego? Wszystko za sprawą książki "Earl i ja i umierająca dziewczyna". Kiedy tylko o niej usłyszałam dodałam ją do mojej listy "do kupienia". Było mi strasznie przykro, kiedy okazało się, że jest ona dostępna jedynie w moondrive box'ie. Książkowe pudełka to super sprawa, ale niekoniecznie mogłam sobie pozwolić na zakup jednego z nich. Wyobraźcie sobie jak bardzo się ucieszyłam, kiedy dowiedziałam się, że ta powieść jednak będzie dostępna do kupienia w Moondrive Shop! To super, że każdy będzie mógł ją przeczytać - niezależnie czy ma ochotę na filmowy box, czy nie. A musicie mi uwierzyć, że jest tego warta!

Kiedy słyszę hasło "książka o raku" pierwsze co widzę w wyobraźni to niezwykle mądra, smutna, rozdzierająca serce opowieść, przepełniona głębokimi cytatami, która ma zmienić moje życie i podejście do świata. Bo takie są tego typu powieści, prawda? Okazuje się, że jest jeszcze "Earl i ja, i umierająca dziewczyna", w której autor pokazał temat w zupełnie inny sposób niż to, co czytałam do tej pory.


„Ujmę to w ten sposób: ta książka zawiera dokładnie zero Ważnych Życiowych Lekcji, albo Mało Znanych Faktów o Miłości, nie ma też przesadnie sentymentalnych Momentów, w których Zdaliśmy Sobie Sprawę z Tego, że Na Dobre Zostawiliśmy Dzieciństwo za Sobą. I, w przeciwieństwie do większości książek, w których dziewczyna choruje na raka, na pewno nie znajdziecie tutaj przesłodzonych, paradoksalnych, jednozdaniowych akapitów, o których macie myśleć, że są głębokie, bo zapisano je kursywą. Wiecie, o czym mówię? To coś w stylu:

Rak odebrał jej oczy, a ona i tak widziała świat wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej."


Autor potraktował temat umierania nie jako coś, co totalnie nas zmienia i sprawia, że jesteśmy bardziej wartościowi. To nie jest tytuł, przy którym będziemy płakać i zastanawiać się nad własnym życiem. Nie znajdziemy tu bardzo mądrych sentencji, czy wspaniałych, mądrych cytatów. Jesse Andrews ukazał śmierć jako coś, co po prostu... jest. Nie sprawia ona, że nasze życie nagle zaczyna nabierać sensu. Choroba nie musi być początkiem pięknej historii. To coś co jest nieodłączną częścią naszego życia i każdy musi w pewnym momencie przez to przejść. To zupełnie nowe podejście tematu, co bardzo mi się podobało. 


Bardzo przypadł mi do gustu styl pisania autora. Jest naprawdę lekki i przyjemny. Czyta się bardzo szybko i ledwo zaczęliśmy przygodę z książką, a już zbliżamy się do końca. Nie brakuje tutaj dużej dawki humoru i żartów. Już dawno tak bardzo nie śmiałam się podczas lektury. Uwielbiam poczucie humoru pisarza. Pod względem tego, jak została napisana, "Earl i ja, i umierająca dziewczyna" również się wyróżnia wśród innych młodzieżówek. Jej "autorem" jest bohater książki, który opisuje swoje życie. Mamy tutaj dużo wspomnień, odwołań do przeszłości, a oprócz tego niektóre fragmenty napisane zostały w formie scenariusza oraz pojawiły się recenzje filmów. 


A skoro jesteśmy już przy zakończeniu.Tutaj autorowi znowu udało się mnie zaskoczyć. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego, zdecydowanie bardziej szablonowego. Jednak to, jak autor zakończył historię sprawiło, że utwierdziłam się w przekonaniu, jak bardzo ta książka jest inna niż wszystkie o podobnej tematyce. Jest ono naprawdę dobre. Różni się od tego, co zazwyczaj jest serwowane czytelnikowi w powieściach młodzieżowych. Było, jak zresztą cała książka, bardzo oryginalne i nietypowe, chociaż jednocześnie troszkę mnie zasmuciło.

Nie mogłabym nie zwrócić uwagi na bardzo ważną zaletę tej książki - realizm. Tutaj należą się po prostu brawa dla autora. Wszyscy wiemy, jak pisarze potrafią podkoloryzować życie współczesnych nastolatków, którzy są bohaterami ich powieści. Jedni mniej, inni bardziej (och, ale mam ochotę zacytować fragment pewnej książki). Bardzo ciężko jest znaleźć książkę, w której przedstawiono to naprawdę dobrze, choć zdarzają się takie powieści. "Earl i ja, i umierająca dziewczyna" jest tego perfekcyjnym przykładem. 

Pisarz wykreował rewelacyjnych bohaterów. Są oni niesamowicie prawdziwi i wiarygodni. Mają swoje wady i zalety. Nie są niesamowicie oryginalni - to nie te typy, które bardzo wyróżniają się wśród innych. Dużo brakuje im do ideałów. To jednak takie osoby, które bez problemu możemy spotkać w codziennym życiu.Wszystkie ich sytuacje, rozmowy, problemy, decyzje czy rozmyślania są po prostu z życia wzięte. Wydaje mi się, że właśnie to sprawia pisarzom spory problem - stworzenie wiarygodnych postaci, które nie będą sztuczne. Jeszcze trudniej jest, kiedy autor powieści ma czasy nastoletnie za sobą i nie pamięta idealnie co czuje taka osoba. Jesse Andrews perfekcyjnie wcielił się w skórę Grega - chłopaka, który stara się przetrwać w liceum, ma problem z kontaktami z dziewczynami, nie raz zdarza mu się palnąć podczas rozmowy coś wyjątkowo głupiego i często rzuca bardzo słabe dowcipy. 

Może zacznijmy nowy rozdział, bo ten jest już zupełnie spartolony i trochę się boję, co się stanie, jeśli na siłę będę próbował go skończyć.

Nie spodziewajcie się tutaj porywającej historii, która totalnie was pochłonie. To bardzo prosta opowieść. Akcja rozgrywa się raczej powoli. Nie dzieje się tutaj zbyt wiele. Nie znajdziecie fascynujących wydarzeń, niesamowitych zbiegów okoliczności czy przygód. W sumie jak w życiu, prawda? Mimo to jest w tej książce coś, co sprawia, że po prostu chce się ją czytać. Losy tego dziwnego chłopaka, jakim jest Greg, chociaż niezbyt imponujące, zaciekawiły mnie i sprawiły, że nie miałam ochoty przerywać czytania.

Wiem, że wielu osobom ta powieść nie przypadła do gustu. Mnie ona jednak urzekła swoją oryginalnością, humorem, stylem pisania i niespotykanym podejściem do tematu. Bardzo się cieszę, że miałam okazję ją przeczytać i wszystkich do tego zachęcam.


Znalezione obrazy dla zapytania moondrive szop



sobota, 18 marca 2017

John Green - "19 razy Katherine"

marca 18, 2017 0 Comments
Colin Singleton gustuje wyłącznie w dziewczętach o imieniu Katherine. A te zawsze go rzucają. Gwoli ścisłości, stało się tak już dziewiętnaście razy. Ten uwielbiający anagramy, zmęczony życiem cudowny dzieciak wyrusza w podróż po Ameryce ze swoim najlepszym przyjacielem Hassanem, wielbicielem reality show Sędzia Judy. Chłopcy mają w kieszeni dziesięć tysięcy dolarów, goni ich krwiożercza dzika świnia, ale za to nie towarzyszy im ani jedna Katherine. Colin rozpoczyna pracę nad Teorematem o Zasadzie Przewidywalności Katherine, za pomocą którego ma nadzieję przepowiedzieć przyszłość każdego związku, pomścić Porzuconych tego świata i w końcu zdobyć tę jedyną. Miłość, przyjaźń oraz martwy austro-węgierski arcyksiążę składają się na prawdziwie wybuchową mieszankę w tej przezabawnej, wielowarstwowej powieści o poszukiwaniu samego siebie.

Nie wiem jak wy, ale ja dzielę książki młodzieżowe na trzy kategorie:
  1. Banalne, głupiutkie. Po co w ogóle autor dotyka tematu nastolatków, jeżeli kompletnie go nie rozumie?
  2. Okej.
  3. Te niesamowite
Bardzo ciężko trafić do tej trzeciej kategorii. Książka musi mieć w sobie coś niezwykłego, jednocześnie będąc bardzo realistyczną i dobrze oddającą otaczający nas świat. Nie jest prosto napisać coś takiego. To bardzo trudne zadanie i niewielu autorów to potrafi. Na szczęście spotkałam się z kilkoma tytułami, które pasują do ostatniego punktu. Oprócz tytułów z pod pióra Matthew Quicka, Jandy Nelson, Jessici Park oraz innych pisarzy, na liście znajdziecie również dzieła Johna Greena. Dzisiaj skupimy się na 

Muszę przeprosić pisarza. Ba! Powinnam rzucić się na kolana i błagać o przebaczenie. Sięgnęłam po "19 razy Katherine" ze względu na konkurs czytelniczy, w którym biorę udział. Już kiedyś próbowałam ją przeczytać, ale po kilku stronach oddałam z powrotem do biblioteki. To był błąd. Teraz jednak dostała drugą szansę. Mimo to wcześniejsza sytuacja się powtórzyła. Miałam ochotę rzucić ją w kąt i dać sobie spokój. Było okropnie nudno, nie miałam ochoty dalej śledzić historii Colina. Okropnie na nią narzekałam. Byłam dosłownie wściekła, że muszę ją czytać. Ze względu na nadchodzący konkurs nie poddawałam się jednak i zrezygnowana brnęłam dalej.

Trwało to do mniej więcej 100 strony. Później nagle moje nastawienie do książki totalnie się zmieniło. Zaczęło się coś dziać, akcja stawała się coraz bardziej interesująca. Powoli zżywałam się z bohaterami i naprawdę ich polubiłam. Z rozdziału na rozdział byłam coraz bardziej ciekawa tego, co będzie dalej. Totalnie wciągnęłam się w lekturę. Nie miałam ochoty przerywać czytania. Świetnie bawiłam się z Colinem, Hassanem i Lindsey. Tak bardzo mi się spodobała, że skończyłam ją dzisiaj w nocy i ,mimo że nie jestem do końca wyspana, nie żałuję. Powieść ostatecznie okazała się po prostu genialna.

Sam pomysł na książkę jest dziwny, lecz przy tym niesamowicie oryginalny. Rynek wydawniczy jest zasypany przeróżnymi powieściami. Zauważyłam jednak, że często są one łudząco podobne do siebie i ciężko trafić na totalny powiew świeżości. Słyszeliście kiedyś o chłopaku, który po rozstaniu z 19 dziewczynami o imieniu Katherine postanawia stworzyć Teoremat, który ma przepowiedzieć dalszy bieg danego związku? Niegdyś "cudowne dziecko" postanowiło spróbować udowodnić kto będzie Porzucanym, a kto Porzucającym, aby móc wykrzyknąć w końcu "Eureka!". Niech podniosą rękę osoby, które już spotkały się z takim dziełem. Nikt? Tak myślałam. Dlatego tak bardzo mnie to w tej powieści urzekło. Nie są to jednak tylko wymysły autora. Na kartach znajdziemy przeróżne wzory, obliczenia i wykresy, dzięki współpracy Johna Greena z matematykiem Danielem Biss'em. Obserwujemy, jak bohater pracuje nad swoim projektem i mamy wgląd na to, co udało mu się osiągnąć. Było to totalnie pokręcone i fascynujące - świetnie nadawało niepowtarzalnego klimatu historii. 

Znalazłam tu wszystko, co lubię w książkach Greena - perfekcyjnie zaplanowana fabuła, dużo humoru, realizmu, inteligentnych bohaterów, a przy tym niesamowity przekaz. Autor ma świetny styl pisania. Powieść czyta się bardzo lekko i szybko. Nie jest ona jednak taka prosta w odbiorze. To tytuł, przy którym będziemy zarówno śmiać się w głos, jak i poświęcimy trochę na zastanowienie się. Autor zmusza nas do refleksji. Przekazuje czytelnikowi bardzo ważne wartości. Bohaterowie są zwykłymi nastolatkami i mają problemy, z którymi boryka się wiele młodych osób. Myślę, że wielu z nas znajdzie w jakimś bohaterze cząstkę siebie i być może ten tytuł sprawi, że przemyślą niektóre kwestie i postanowią coś zmienić. 

Postacie, które poznajemy są świetnie wykreowane. Pisarz stworzył niesamowitych bohaterów. Każdy z nich ma niepowtarzalny charakter. Są niezwykle realistyczni - mają swoje wady i zalety. Nie znajdziemy drugich takich samych. Są oni przy tym niesamowicie ciekawi, jak to w książkach Greena bywa. Moim ulubieńcem zdecydowanie został Hassan. Pokochałam jego styl bycia i rewelacyjne poczucie humoru.

"19 razy Katherine" pokonało w greenowskiej hierarchii "Gwiazd naszych wina" i "Szukając Alaski", stając na podium. To niezwykła historia, perfekcyjnie zaplanowana i z niesamowitym, zmuszającym do refleksji zakończeniem. Jest w niej wszystko to, co uwielbiam w młodzieżówkach. Ma ona mądrość, głębię i niesamowity przekaz, a wszystko zapakowane w świetnej historii z dużą dawką poczucia humoru. Czego chcieć więcej?






niedziela, 12 marca 2017

Brandon Sanderson - "Piasek Raszida"

marca 12, 2017 0 Comments
Znalezione obrazy dla zapytania piasek raszida
I pamiętajcie: mimo że ta książka sprzedawana jest jako powieść fantastyczna, musicie traktować wszystko, co w niej przeczytacie, z absolutną powagą, bo są to rzeczy ważne, w żadnym razie nie głupie, i zawsze mają sens. Kalarepa.

Co to w ogóle za pomysł na książkę?
Bohater z wyjątkowym talentem do… bycia wyjątkową ofiarą losu?
Misja na śmierć i życie, by uratować woreczek piasku?
Śmiertelne zagrożenie ze strony… Bibliotekarzy?
Tak, to jest świetny pomysł na książkę!
Alcatraz Smedry, wychowywany przez rodziców zastępczych, nie wydaje się przeznaczony do niczego poza katastrofami. Na trzynaste urodziny otrzymuje przesyłkę ze spadkiem po nieżyjących rodzicach – a w niej zwykły woreczek ze zwykłym piaskiem. Zostaje on jednak niemal natychmiast skradziony przez tajemniczą organizację Bibliotekarzy. To wywołuje łańcuch wydarzeń, które uświadomią Alcatrazowi, że jego rodzina jest częścią grupy bojowników sprzeciwiających się Bibliotekarzom – tajnej, niebezpiecznej i złowrogiej organizacji, która faktycznie rządzi światem. Piasek Raszida ma pozwolić Bibliotekarzom przejąć pełną władzę nad światem. Alcatraz musi ich powstrzymać… uzbrojony wyłącznie w okulary i wyjątkowy talentem do bycia wyjątkową ofiarą losu…

źródło: okładka

Raz na jakiś czas zdarzają się książki, które oczarowują nas od pierwszych stron. Czytamy kilka kartek i wiemy, że to coś dla nas. Pasuje nam wszystko - bohater, świat, historia, styl pisania. Czujemy, że pokochamy daną powieść i bardzo często mamy racje. To taka książkowa miłość od pierwszych stron. W przypadku "Piasku Raszida" wystarczyła mi już tylko przedmowa autora, aby stwierdzić: "Ta książka będzie genialna".

Brandon Sanderson jest pisarzem znanym przede wszystkim ze swoich fantastycznych powieści, uwielbianych na całym świecie. Słyszałam mnóstwo entuzjastycznych opinii na temat jego twórczości. Jego nazwisko ciągle gdzieś mi się przesuwało. Wiele razy przymierzałam się do sięgnięcia po jedno z jego dzieł, ale nie było okazji. Książki te były na mojej liście "do przeczytania" od naprawdę długiego czas . Bardzo się ucieszyłam, kiedy otrzymałam propozycję przeczytania i zrecenzowania pierwszej części serii "Alatraz kontra bibliotekarze", jednocześnie nareszcie przeczytać coś spod pióra znanego pisarza.

Nie wiem jak będzie w przypadku poprzednich powieści Brandona Sandersona, po które na pewno sięgnę, ale "Piasek Raszida" totalnie podbił moje serce. Ze względu na nazwisko pisarza postawiłam książce wysoką poprzeczkę. Sprostała ona jednak wyzwaniu. Okazała się nawet jeszcze lepsza niż się spodziewałam. Już od pierwszych stron pokochałam świetny (naprawdę, genialny!) styl pisania autora, wykreowanych przez niego bohaterów i świat.

Uwielbiam sposób, w jaki Brandon Sanderson ukazuje czytelnikowi wydarzenia. Jego styl
jest rewelacyjny. Zdecydował się na narrację pierwszoosobową. Był to świetny pomysł. Często zwraca się wprost do czytelnika. Podczas lektury czujemy się tak, jakby bohater opowiadał bezpośrednio dla nas swoje losy. To wspaniały zabieg, który uwielbiam. Po pierwszych stronach, od razu przyszło mi na myśl, że Sanderson pisze bardzo podobnie i równie rewelacyjnie, co Rick Riordan - autor serii o Percym Jacksonie. Każdy, kto poznał już przygody herosa, wie, jak rewelacyjnie jest pióro pisarza. W przypadku tej książki mamy bardzo podobną sytuację - dużo humoru, świetnie opisane wydarzenia i niepowtarzalny kontakt z czytelnikiem, czyli wszystko, co kocham w tego typu młodzieżówkach.

Niektórzy sądzą, że autorzy piszą książki, bo mają bujną wyobraźnię i chcą się podzielić swoją wizją. Inni zakładają, że autorzy piszą, bo rozsadzają ich opowieści – a zatem musimy je zapisać w chwilach twórczej propondencji. Obie te grupy zupełnie się mylą. Autorzy piszą książki z jednego i tylko jednego powodu: lubimy torturować ludzi.

Autor pokazał, jak bogata jest jego wyobraźnia, tworząc niesamowity świat i bohaterów. Są oni totalnie inni od tych, których do tej pory poznałam. Mają własne super-moce. Myślicie, że czytają w myślach, są nadludzko silni czy niesamowicie szybcy? Nic z tych rzeczy! Mają talent do niszczenia różnych rzeczy, spóźniania się czy perfekcyjnie opanowali sztukę potykania się i przewracania na ziemię. Dziwne? Możliwe, ale jakie przy tym oryginalne i ciekawe! Również tytułowi bibliotekarze są niezwykle interesujący. Słowo "bibliotekarz" kojarzy wam się z miłą panią, siedzącą przy biurku i służącą dobrą radą, kiedy nie wiecie na jaką książkę się zdecydować? Po przeczytaniu "Piasku Raszida" nigdy nie spojrzycie na nią tak samo!

Na czytelnika czeka ogrom zabawy. Mamy tu dużo akcji, napięcia i niesamowitych przygód. Ani przez chwilę nie nudziłam się podczas lektury. Założyłam moje okulary i razem z Alcatrazem stawiałam czoła różnorodnym wyzwaniom. Książka dostarczyła mi niesamowitej rozrywki. Dawno tak dobrze nie bawiłam się podczas czytania!

Na pochwałę zasługuje również Hayley Lazo - ilustratorka powieści. Grafiki, znajdujące się na kartach powieści są po prostu cudowne Nie mogłam oderwać od nich wzroku. Uwielbiam taki komiksowy styl rysowania i za każdym razem kiedy widzę tego typu prace, nie mogę wyjść z podziwu.

"Piasek Raszida" to książka, którą polecam wam całym sercem. Zapewniła mi niesamowite chwile, pełne przygód, tajemnic i humoru. Myślę, że spodoba się szczególnie nieco młodszym czytelnikom, ale i ci starsi będą czerpać z niej rozrywkę. Przeczytajcie ją, póki jeszcze możecie... :)


czwartek, 9 marca 2017

James Bowen - "Kot Bob i ja"

marca 09, 2017 0 Comments
Najbardziej poruszająca opowieść ostatnich lat, teraz również na ekranach kin: prawdziwa historia niezwykłego kocura i zagubionego człowieka, który odzyskał dzięki niemu nadzieję na szczęście…
Pewnego chłodnego dnia James Bowen, uliczny muzyk, znalazł bezdomnego rudego kota skulonego na wycieraczce. James był wtedy niemalże na dnie – nie miał pracy i leczył się z uzależnienia od narkotyków. Nic dziwnego, że bał się wziąć odpowiedzialność za inne stworzenie. Zrobił to jednak – i zdobył najwierniejszego przyjaciela, który w zdumiewający sposób odmienił życie swojego pana… a potem poruszył ludzi na całym świecie.
James Bowen jest brytyjskim muzykiem i pisarzem od wielu lat mieszkającym w Londynie. W 2007 roku w tajemniczych okolicznościach znalazł rudego kocura, którego nazwał Bob. Od tamtej pory są nierozłączni…




Przygarnięcie do domu czworonożnego przyjaciela z pewnością sprawi, że nasze życie nie będzie już takie, jak wcześniej. Chyba każdy dumny właściciel psa, kota lub nawet gryzonia to odczuł. Zwierzaki zmieniają naszą codzienność i często sprawiają, że jest ona o wiele ciekawsza i barwniejsza, a dni nie są już tak monotonne. James Bowen, autor książki, nawet nie podejrzewał jak wiele będzie w przyszłości zawdzięczał rudej kulce, która leżała na wycieraczce. Ten niepozorny kot całkowicie odmienił jego życie.

Nie sądzę, że zainteresowałabym się tą książką, gdyby nie film na jej podstawie. Kiedy tylko przypadkowo zobaczyłam zwiastun wiedziałam, że koniecznie muszę poznać historię Boba. Uwielbiam zwierzęta i czułam, że będzie to jedna z tych książek, która przypadnie mi do gustu. Nie zawiodłam się.

Historia opisana na kartach powieści oczarowała mnie. Ukazuje niezwykłe losy człowieka, który nie ma łatwego życia. Były narkoman zarabia grając na ulicy i kompletnie sobie nie radzi. Kiedy w jego życiu pojawia się Bob wszystko powoli zaczyna się zmieniać na lepsze. Widzimy tu obraz naprawdę niezwykłej i niesamowitej przyjaźni, jaka narodziła się między człowiekiem a kotem. Bob nie zrobił bardzo dużo. Nie ma co liczyć tutaj na coś spektakularnego. James, oprócz przyjaciela, znalazł również nowy cel w życiu. W końcu czuł, że jest za coś odpowiedzialny i zależało mu na kimś. To dało mu siłę, aby nie poddawać się, tylko iść dalej i walczyć o lepsze jutro. Bob pomógł mu odzyskać nadzieję.

To prosta opowieść. Nie jest ona niesamowicie oryginalna. Nie mogłabym jej nazwać "najbardziej poruszającą opowieścią ostatnich lat", tak jak jest napisane na okładce. Z pewnością znajdziemy w księgarni książki o podobnej tematyce, nawet lepsze. W końcu, Bob nie jest jedynym zwierzakiem, który pomógł właścicielowi. Mimo to lubię po nie sięgać. To piękne historie, dzięki którym robi się po prostu cieplej na sercu. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że wydarzenia, opisane w "Kot Bob i ja" miały miejsce w rzeczywistości. Czuć było w tym wszystkim taki realizm. Autor nie wyolbrzymiał swoich problemów i codziennego życia i uważam, że jest to duży plus książki.

Historia została napisana bardzo prostym językiem. James Bowen nie jest w końcu świetnym pisarzem. Czyta się ją bardzo szybko. Jest to dobra pozycja na dwa wieczory.

Zabierając się za tę książkę nie oczekiwałam wiele. Spodziewałam się ciekawej, prostej historii o przyjaźni kota i człowieka. Nie liczyłam na to, że będzie to powieść, która strasznie mnie wzruszy i zapadnie mi głęboko w pamięć. Ta książka jest po prostu dobra. Nie sądzę żebym jeszcze do niej wróciła. Myślę, że możemy znaleźć lepsze tytuły na półkach w księgarni. Cieszę się jednak, że zdecydowałam się ją przeczytać. Spędziłam z nią naprawdę miły czas. Polecam miłośnikom kotów.



Follow me @worldfrombook