czwartek, 13 kwietnia 2017

# emma watson # film

"Piękna i Bestia" - Z nosem w ekranie




Kiedy tylko usłyszałam, że w kinach ma pojawić się filmowa adaptacja mojego ukochanego filmu animowanego Disneya, zaczęłam odliczać dni do premiery. Nie mogłam doczekać się, aż będę mogła powrócić do tego niesamowitego, bajkowego świata, który tak dobrze znałam z dziecięcych lat. Moją ciekawość powiększyła jeszcze wiadomość, że Emma Watson, którą doskonale znałam z cudownej serii filmów o Harrym Potterze, wcieli się w główną rolę. Z wyglądu jest po prostu idealną Bellą i nie znam aktorki, która pasowałaby do tej roli tak bardzo, jak ona.

Na seans wybrałam się z moją koleżanką. Minęło sporo czasu od premiery filmu, gdyż dopiero wtedy zaczęto emitować film w naszym małym, miejskim kinie. Byłam strasznie podekscytowana. Zasiadłam w fotelu i przeniosłam się do zupełnie innego, tak dobrze znanego świata. 


Tak jak podejrzewałam, Emma idealnie odnalazła się w roli Belli. Wyglądała wprost idealnie, gra aktorska również zasługuje na głośne brawa. Filmowa Bestia również została świetnie przedstawiona. Nieco różni się od tej bajkowej, ale moim zdaniem wypadła świetnie. Momentami można było pod komputerową maską Bestii dojrzeć mimikę Dana Stevensa. Trzeba pochwalić również Kevina Kline - filmowego Maurycego, ojca Belli. Zagrał postać, która została nieco pominięta w animowanej wersji. Tutaj to się zmieniło. Wszystkie sceny, w których mieliśmy okazję go podziwiać, były po prostu magiczne. Niezwykle ukazał troszkę oderwanego od rzeczywistości ojca bohaterki. Dodaje niesamowitego klimatu.



Aktorem, na którego zwróciłam jednak największą uwagę był, dotąd kompletnie mi nieznany, Luke Evans. Wcielił się on w rolę Gastona. Wypadł po prostu fenomenalnie. Perfekcyjnie oddał tę postać, która również była nieco spychana do tyłu w bajce. Nadał Gastonowi mnóstwo charakteru, sprawiając, że jest on chyba najciekawszą postacią. Zachwyciłam się grą aktorską Evansa i mogę się założyć, że jeszcze będzie o nim bardzo głośno! Josh Gad towarzyszył Luke'owi Evans'owi jako LeFou. Dzięki niemu postać ta stała się ciekawa i przykuwająca uwagę. Nadał jej bardzo komicznego charakteru, bardzo dobrze oddając bajkowego towarzysza Gastona.


Znalezione obrazy dla zapytania beauty and the beast 2017

Z niezwykłą starannością oddano animowaną "Piękną i Bestię". Niektóre sceny były po prostu wyjęte z bajki. Bardzo szczegółowo i dokładnie przedstawiono tę historię. Nie zabrakło oczywiście kilku zmian, jednak twórcy nie kombinowali z tym zbytnio, decydując się mimo wszystko trzymać się pierwowzoru. Jednym będzie to przeszkadzać, innym się spodoba. Ja zdecydowanie zaliczam się do tej drugiej grupy. Czułam się dokładnie tak, jakbym przeniosła się w czasie i mogła znowu obejrzeć swoją ukochaną bajkę z dziecięcych lat. Niektóre rzeczy poprawiono, załatano dziury fabularne. W wielu aspektach to właśnie współczesna wersja jest o wiele lepsza, czego szczerze się nie spodziewałam.


Znalezione obrazy dla zapytania beauty and the beast 2017

Zmieniono odrobinę wizerunek Bestii i poprawiono jego relację z dziewczyną. W animowanej wersji filmu zobaczyliśmy Bestię jako... bestię - dziką, agresywną i nieprzewidywalną. Tutaj twórcy podkreślili to, że przecież książę wcześniej był normalnym, bardzo dobrze wykształconym, kulturalnym i oczytanym człowiekiem. Widzimy, że dalej jest nieźle zagubiony w tym wszystkim, co go spotkało. Mimo ogromnej zmiany, dalej pozostała w nim duża część człowieczeństwa i od razu to zauważamy. To, jak między nim a bohaterką narodziło się uczucie, zostało o wiele dokładniej ukazane. Wszystko dzieje się powoli, nie tak, jak było to w bajce. Obiady, spacery, rozmowy o życiu, samotności, celach i przede wszystkim literaturze. Miłość do książek była tym, co ich połączyło. Ich uczucie naprawdę się rozwija i jest na czymś oparte. Dzięki temu jest to o wiele bardziej wiarygodne. To ogromny plus filmu.


Więcej uwagi poświęcono też mieszkańcom zamku, zamienionym w przedmioty. Bardziej skupiono się na ich psychice i charakterze. Dokładnie ukazano, jak ciężko było im się w tym wszystkim odnaleźć. Ta sytuacja była dla nich przecież kompletnie obca. Dalej ich zachowanie jest bardzo ludzkie. Nie przestali zmagać się z faktem, że jednak gdzieś są ich bliscy. Zwrócono uwagę, jak to wszystko było dla nich skomplikowane.




Postarano się bardziej, jeżeli chodzi o przemianę Bestii. Na początku filmu mamy scenę balu, podczas której książkę przeobraża się w besitę. Uważam, że był to naprawdę dobry pomysł. Wypadło to świetnie. Podobnie jest w finałowej scenie, która zrobiona została z dużą dokładnością i nieco ją poprawiono. Dodano też kilka nowych elementów, takich jak pojawienie się wróżki.


W internecie pojawiła się też mała burza, związana z tym, że ogłoszono pojawienie się wątku homoseksualnego w filmie. Nietrudno domyślić się, że chodzi tu o LeFou, którego przedstawiono jako geja. Jest on jednak naprawdę bardzo słabo widoczny. Nie pokazano tego wprost. Przedstawiono to bardziej w formie żartu. Nie brak w tym ironii. Strasznie lekko to podano, więc jeżeli ktoś się tym faktem oburzył, to naprawdę nie ma czym się przejmować.




Stylistycznie film wypada równie cudnie. Mamy tu przepiękną, baśniową scenografię i niesamowite kostiumy. Czuć niesamowity klimat. Podczas seansu nie możemy oderwać oczu od ekranu. Z zachwytem podziwiałam to wszystko. Dalej nie mogę wyjść z zachwytu nad tym, ile pracy i zaangażowania musiało kosztować to twórców. Gołym okiem widać, jak wiele wysiłku włożyli w pracę nad filmem, dzięki temu tworząc coś absolutnie cudownego.






"Piękna i Bestia" to dowód na to, że ta cudowna historia ani trochę się nie zestarzała. Po raz kolejny całkowicie skradła moje serce - tak, jak zrobiła to tak bardzo dawno temu. Powrót do magicznego świata Belli był rewelacyjnym pomysłem. Nowa forma całkowicie do mnie przemawia. Jeżeli jakimś cudem nie widzieliście najnowszej produkcji, musicie to jak najszybciej zmienić. Naprawdę warto.

Moja ocena: 9/10




Follow me @worldfrombook