akcja,

10 powodów, dla których NIE warto... sięgnąć po serię "Zwiadowcy"

czerwca 26, 2017 Pewna Książkoholiczka 0 Comments



Zastanawiasz się nad przeczytaniem serii Johna Flanagana? Na pewno chcesz po to sięgnąć? Dobrze, ale żeby nie było, że Cię nie ostrzegałam. To może nieść ze sobą wiele konsekwencji. Musisz liczyć się z tym, że...


1. Zapomnisz o całym świecie.

Znalezione obrazy dla zapytania the ranger's apprentice pinterest

2. Pochłonięty lekturą zaniedbasz swoje obowiązki.

Znalezione obrazy dla zapytania reading gif tumblr

3. Bardzo prawdopodobne, że nagle zafascynuje cię łucznictwo,     tropienie i skradanie się. Bieganie po lasach? Błagam, lepiej poprzeglądaj tablicę na facebooku...

Znalezione obrazy dla zapytania forest gif tumblr

4. Książka przekaże ci mnóstwo cennych życiowych lekcji i istotnych wartości.

Znalezione obrazy dla zapytania zwiadowcy cytaty halta

5. Wydasz mnóstwo pieniędzy na kolejne części (12) i nawet przez chwilę nie będziesz tego żałować.

Znalezione obrazy dla zapytania rich gif tumblr

6. Nie będziesz mógł przestać o niej myśleć.


Znalezione obrazy dla zapytania thinking funny gif tumblr

7. Będziesz czuł się tak, jakby fikcyjni bohaterowie byli twoimi dobrymi, starymi przyjaciółmi.

Znalezione obrazy dla zapytania the ranger's apprentice

8. Bardzo możliwe, że zauważasz powiązania historyczne i postanowisz dowiedzieć się o tym coś więcej, jednocześnie... ucząc się czegoś nowego. 
Broń Boże! Są wakacje! Kto normalny uczy się ciekawych rzeczy z historii naszego świata?

Znalezione obrazy dla zapytania idea tumblr gif

9. Będziesz przechodził załamanie, kiedy skończysz ostatnią część, o okrutnym kacu książkowym nie wspominając.


Znalezione obrazy dla zapytania when you finish reading a book
ten moment, kiedy skończysz czytać książkę i nie wiesz co dalej robić ze swoim życiem

10. Halt. Gilan. Will. Nie warto tracić głowy dla książkowych postaci, prawda?

Znalezione obrazy dla zapytania fangirl mode gif



Nie odwiodłam Cię od tego planu? Tak myślałam... Mnie też nie udało się oprzeć urokowi tej serii.

Jeżeli jesteś ciekaw, co o niej napisałam, zapraszam do przeczytania mojej recenzji. Ostrzegam - był to mój pierwszy post na blogu.
http://zznosemwksiazkach.blogspot.com/2015/06/czy-warto-przeczytac-zwiadowcyruiny.html

Są tutaj jakieś osoby z brązowym/srebrnym/złotym liściem?


Post napisany na podstawie moich doświadczeń. Wiem, że każdy może mieć odmienne zdanie:)



0 komentarze:

Eric Lindstrom - "Do zobaczenia nigdy"

czerwca 11, 2017 Pewna Książkoholiczka 0 Comments




Zaskakujący debiut literacki o niewidomej nastolatce.

Zasada numer 1: nie traktuj jej inaczej tylko dlatego, że jest niewidoma.
Zasada numer 2: jeśli ją oszukasz, nie będzie drugiej szansy.

Parker Grand jest niewidoma. Straciła mamę w wypadku samochodowym, jej ojciec popełnił samobójstwo a Scott - były chłopak - zawiódł zaufanie. To całkiem sporo jak na jedną nastolatkę... Parker stara się być twardą dziewczyną. Kiedy nie biega swoją ulubioną trasą biegową, zajmuje się sercowym wsparciem i udzielaniem porad życiowych nieco zagubionym szkolnym przyjaciołom. Robi wszystko, żeby nie płakać, ale nie może już dłużej udawać, że nic złego się nie stało. Szczególnie, że kiedy w końcu zrozumie, co tak naprawdę przytrafiło się jej ojcu i dlaczego Scott tak się zachował, odkryje prawdę o tym, że nie wszystkie rzeczy są takimi, na jakie wyglądają...

Wzruszająca, szczera i mocna opowieść o przyjaźni, dorastaniu, tolerancji i żałobie po stracie, która może przynieść tylko ukojenie.




Przed lekturą "Do zobaczenia nigdy" tylko raz zetknęłam się z książką, której bohaterką i jednocześnie narratorką jest niewidoma dziewczyna. Mimo ogromnej nadziei, jaką w niej pokładałam, powieść ta okazała się totalną porażką. Największym problemem było beznadziejne i nierealistyczne ukazanie niepełnosprawności postaci. Bardzo zawiodłam się na tamtym tytule. Pisanie z perspektywy niewidomej nastolatki jest naprawdę trudne i bardzo prosto jest coś zepsuć, tak jak zrobił to autor powieści, o której wspominałam. Nic dziwnego, że do "Do zobaczenia nigdy" podeszłam bardzo ostrożnie i starałam się nie nastawiać na nic rewelacyjnego, aby później nie być rozczarowana. Autor jednak zaskoczył mnie bardzo pozytywnie, a jego powieść całkowicie skradła mi serce.

Autor postawił sobie naprawdę wysoką poprzeczkę. Musiał opisać przeżycia i codzienność niewidomej osoby. Uważam, że wyszło mu to naprawdę dobrze. Obserwujemy, jak Parker funkcjonuje na co dzień i z jakimi problemami się zmaga. Poznajemy jej myśli. Jest jej bardzo ciężko, nawet jeżeli próbuje być twarda. Dowiadujemy się, jak dziewczyna radzi sobie podczas samotnych zakupów, w szkole czy w domu. Opisuje sposób, w jaki traktują ją inni ludzie. Jej niepełnosprawność została przedstawiona bardzo dokładnie i realistycznie. Wydaje mi się, że autor naprawdę dobrze oddał codzienność osoby niewidomej, podkreślając przy tym, że nie przekreśla to pasji, zabawy z przyjaciółmi czy nauki. Widać, że starał się ukazać Parker też jako normalną nastolatkę, która tak jak my zmaga się z różnymi problemami wieku dorastania i szuka swojej drogi w życiu. Jest ona świetnie wykreowaną postacią. Naprawdę ją polubiłam. Podobnie jak od bohaterów drugoplanowych, bije od niej przede wszystkim realizm. Nie jest ona przerysowana. To osoba, która popełnia błędy, ale potrafi również zrozumieć swoją winę i próbować to naprawić. Rani innych. Zachowuje się głupio. Miewa lepsze i gorsze chwile. Stara się być twarda i opanowana, ale czasem to wszystko ją przerasta.  To wszystko sprawia, że jest po prostu normalna i bardzo autentyczna. Takich bohaterek brakuje mi w książkach skierowanych dla młodych czytelników.

Styl pisania autora również jest godny pochwały. Narratorką jest nastolatka, więc język jest prosty i lekki, lecz nie przerysowany i na siłę charakteryzowany na sposób, w jaki mówi młodzież, co zdarza się autorom. Eric Lindstorm idealnie wczuł się w środowisko młodych osób i ukazał ich codzienne życie bardzo realistycznie. Były momenty, w których miałam ochotę się śmiać, jak i te, w których byłam wzruszona. Książkę czyta się naprawdę przyjemnie i szybko. Daje ona jednak do myślenia i przekazuje naprawdę ważne wartości.

Autor porusza w książce wiele bardzo istotnych tematów. Widzimy przejawy braku tolerancji wśród ludzi. Bohaterka zmaga się z problemami i kłamstwami w przyjaźni. Jest miejsce na pierwszą miłość, pasje i relacje z rodziną. Eric Lindstrom zwrócił dużą uwagę na problemy z przeszłości, które potrafią do nas wrócić w najmniej spodziewanym momencie. Nasze nieprzemyślane zachowanie pod wpływem silnych emocji może bardzo wpłynąć na naszą przyszłość. Powinniśmy dawać drugą szansę i zanim kogoś skreślimy, zastanowić się, czy to na pewno tak, jak nam się wydaje.

Uważam, że "Do zobaczenia nigdy" to naprawdę wartościowa książka, którą zdecydowanie warto przeczytać. Temat osób niewidomych nie jest często poruszany w książkach, a jest on ważny. Ta powieść pomogła mi chociaż odrobinę zrozumieć, co taka osoba może czuć i jak wygląda jej codzienne życie. Niezwykły debiut. Koniecznie będę musiała sięgnąć po inne książki autora, jeżeli będę miała taką okazję. Polecam każdemu.

0 komentarze:

dla młodzieży,

Lauren Oliver - "7 razy dziś"

czerwca 04, 2017 Pewna Książkoholiczka 0 Comments

Znalezione obrazy dla zapytania 7 razy dziśNazywam się Sam Kingston. Jestem popularna, mam przystojnego chłopaka i szalone przyjaciółki, z którymi świetnie się bawię. Czuję się lepsza od nudnych kujonów i śmieję się z dziewczyn, które nigdy nie dostały liściku miłosnego. Robię, co chcę i kiedy chcę. Nie obchodzi mnie, czy kogoś zranię, bo i tak wszystko uchodzi mi na sucho. Aż do dzisiaj…

Wychodzę z imprezy. Oślepiają mnie światła samochodu jadącego z naprzeciwka. Czuję niewyobrażalny ból. Spadam w niekończącą się pustkę.
Umarłam?
A jednak budzę się w swoim łóżku. Tylko że znów jest piątek 12 lutego, a ja od nowa przeżywam ten sam dzień. Czy naprawdę zasłużyłam na tak surową karę? Chcę tylko odzyskać moje idealne życie. Bo przecież było idealne, prawda?


Z pewnością każdy miał sytuację, kiedy po przeczytaniu kilku pierwszych stron książki, miał ochotę rzucić ją w kąt i nigdy do niej nie wrócić. Często szybko rezygnujemy z danej powieści, od razu ją przekreślając, a okazuje się, że nie jest taka najgorsza. Sama ostatnio byłam w takiej sytuacji. Na szkolnym klubie książki wybraliśmy "7 razy dziś" jako kolejną pozycję, którą będziemy omawiać. Byłam z tego powodu zadowolona. Już od bardzo dawna czekała na półce na swoją kolej i cieszyłam się, że w końcu się za nią zabrałam. Moja radość szybko się jednak ulotniła. Dlaczego?

Autorką "7 razy dziś" jest Lauren Oliver, pisarka znana przede wszystkim z trylogii "Delirium". Miałam okazję poznać twórczość pisarki, sięgając po pierwszy tom jej najpopularniejszej serii. Historia Leny i Alexa nie była bardzo dobra, ale nie należy też do najgorszych. Czytało się ją całkiem dobrze, momentami wciągała, ale na pewno dzięki niej nie zostałam wielką fanką tej autorki. Dlatego po "7 razy dziś", znając już pióro pisarki, nie spodziewałam się cudów. Mimo wszystko pomysł naprawdę mnie zaciekawił i rozpoczęłam lekturę. 

Główną bohaterką i jednocześnie narratorką jest nastoletnia Sam Kingston. Dziewczyna jest bardzo popularna. Ma grono przyjaciółek, z którymi imprezuje i żartuje. Jest bardzo pewna siebie. Wszyscy ją podziwiają. Uznaje, że może wszystko, bo należy do tych popularnych. Gardzi kujonami i dziwakami. Uważa, że jest od nich lepsza. 
Pewnego wieczoru, wracając z imprezy, ma tragiczny wypadek samochodowy. Powinno jej już nie być na tym świecie. Budzi się jednak po raz kolejny tego samego dnia. Przeżywa go znowu. I znowu. I znowu. I znowu. Co sprawiło, że Sam zaplątała się w pętle czasu? Dlaczego los postanowił dać jej drugą szansę? Jak dziewczyna może odzwyskać swoje dawne życie? Poszukując odpowiedzi na te pytania bohaterka dokładniej przyjrzy się swojemu życiu i ludziom, którzy ją otaczają. Czy naprawdę było ono tak dobre, jak do tej pory uważała?

Prolog napełnił mnie ogromnym optymizmem. Czułam, że autorka zaserwuje czytelnikowi piękną historię o życiu i błędach jakie popełniamy. Miałam ogromną nadzieję, że będzie to cudowna, dająca do myślenia opowieść. Pierwszy rozdział podziałał jednak na mnie jak kubeł zimnej wody. Miałam ochotę zacząć śmiać się w głos i rzucić książką o ścianę. Nawet nie zliczę momentów, w których byłam całkowicie załamana zachowaniem bohaterek.

Wyobraźcie sobie taki typowy, tandetny, amerykański serial. Mamy tam licealistki (grane oczywiście przez 30-letnie kobiety), które uważają się za szkolne gwiazdy i ciągle mówią o tym, jakie są popularne. Chyba każdy wie, co mam na myśli. Czytając "7 razy dziś" czułam się właśnie tak, jakbym miała do czynienia z tego typu produkcją, przeniesioną na papier. Życie nastolatków ukazano w sposób totalnie nierealistyczny. Nie mogłam sobie wyobrazić moich znajomych, którzy się tak zachowują. Od tego aż biją stereotypy. Czy jest osoba, której się to podoba? Oj, nie sądzę.

Przeszkadzał mi wtedy również styl pisarki, która na siłę próbowała wczuć się w nastoletnią imprezowiczkę. Efekt był po prostu komiczny. Totalnie jej to nie wyszło. Rada dla wszystkich autorów - przestańcie próbować wplatać do książek zwroty, które myślicie, że są typowe dla współczesnej młodzieży. Najczęściej okazuje się, że nie są. Podobnie jest z przemyśleniami bohaterki, które są i żałosne i śmieszne. Autorka mocno popadła w banał.

Kolejnym ogromnym minusem jest okropna nuda, która w pewnym momencie zaczyna towarzyszyć nam podczas czytania. Chwilami miałam dosyć i odliczałam strony do końca lektury. Akcja jest strasznie rozwleczona. Autorka niepotrzebnie dała Sam aż 7 dni. Podczas większości z nich tak naprawdę nic się nie dzieje. Wszystko wygląda praktycznie tak samo. W końcu akcja aż błaga o przyspieszenie, a czytelnik zaczyna mieć jej dość. Dlatego wiele osób nie daje rady dobrnąć do zakończenia.

Pojawia się tu również beznadziejny i niezbyt zrozumiały dla mnie wątek miłosny, który autorka wytrzasnęła chyba z kosmosu. Kolejna nierealistyczna rzecz w tej książce do całkiem długiej listy. Nie będę jednak rozwijać tego tematu, ponieważ mogę bardzo łatwo napisać o kilka słów za dużo, a nie chcę, aby ktoś się na mnie obraził.

Czytając to, co napisałam, mogłoby się wam wydawać, że "7 razy dziś" ocenię bardzo nisko. Otóż nie. Mnie samą to zaskoczyło. W pewnym momencie chyba zrozumiałam, co autorka chciała nam przekazać. Bohaterka przechodzi stopniową, powolną (naprawdę, można to było trochę przyspieszyć) przemianę. Stopniowo zaczyna rozumieć, co robiła nie tak. Poznajemy wiele sposobów na przeżycie jednego dnia. Obserwujemy, jak różnorodnie mógł się potoczyć. Sam popełniała różne błędy i doświadczała ich konsekwencji. Robi głupstwa, rani innych... Widzimy, że gdyby nie zrobiła w pewnym momencie tego, to później nie stałoby się tak, jak było. Wszystkie nasze czyny- zarówno te dobre i złe, mają jakieś skutki w naszym codziennym życiu. Powinniśmy uważać na to, co robimy i mówimy, bo nie wiemy, jak może to odbić się na drugiej osobie. Autorka nakłania nas do tego, abyśmy zwracali większą uwagę na ludzi wokół nas i potrafili rozróżnić, co tak naprawdę jest ważne. Porusza również temat masek, jakie zakładają ludzie. Próbują schować cały swój ból, lekceważąc i szydząc z innych. W środku są jednak totalnie rozbici i boją się, że ktokolwiek to zauważy.

"7 razy dziś" to książka, która próbuje przekazać nam ważne wartości dotyczące naszego codziennego życia i ludzi. Są one jednak przedstawione w tak słaby sposób, że mało komu uda się dobrnąć do końca powieści. Miała ogromny potencjał, który został zmarnowany. Nie jest to zła książka, jednak bardzo daleko jej, aby dołączyć do grona moich ulubionych. Czy żałuję, że ją przeczytałam? Mimo wszystko nie. Cieszę się, że wytrwałam do końca. Gdybym jednak mogła jeszcze raz przeżyć dzień, w którym ją kupiłam, zdecydowanie zaoszczędziłabym pieniądze.



0 komentarze: