niedziela, 4 czerwca 2017

# dla młodzieży # lauren oliver

Lauren Oliver - "7 razy dziś"

Znalezione obrazy dla zapytania 7 razy dziśNazywam się Sam Kingston. Jestem popularna, mam przystojnego chłopaka i szalone przyjaciółki, z którymi świetnie się bawię. Czuję się lepsza od nudnych kujonów i śmieję się z dziewczyn, które nigdy nie dostały liściku miłosnego. Robię, co chcę i kiedy chcę. Nie obchodzi mnie, czy kogoś zranię, bo i tak wszystko uchodzi mi na sucho. Aż do dzisiaj…

Wychodzę z imprezy. Oślepiają mnie światła samochodu jadącego z naprzeciwka. Czuję niewyobrażalny ból. Spadam w niekończącą się pustkę.
Umarłam?
A jednak budzę się w swoim łóżku. Tylko że znów jest piątek 12 lutego, a ja od nowa przeżywam ten sam dzień. Czy naprawdę zasłużyłam na tak surową karę? Chcę tylko odzyskać moje idealne życie. Bo przecież było idealne, prawda?


Z pewnością każdy miał sytuację, kiedy po przeczytaniu kilku pierwszych stron książki, miał ochotę rzucić ją w kąt i nigdy do niej nie wrócić. Często szybko rezygnujemy z danej powieści, od razu ją przekreślając, a okazuje się, że nie jest taka najgorsza. Sama ostatnio byłam w takiej sytuacji. Na szkolnym klubie książki wybraliśmy "7 razy dziś" jako kolejną pozycję, którą będziemy omawiać. Byłam z tego powodu zadowolona. Już od bardzo dawna czekała na półce na swoją kolej i cieszyłam się, że w końcu się za nią zabrałam. Moja radość szybko się jednak ulotniła. Dlaczego?

Autorką "7 razy dziś" jest Lauren Oliver, pisarka znana przede wszystkim z trylogii "Delirium". Miałam okazję poznać twórczość pisarki, sięgając po pierwszy tom jej najpopularniejszej serii. Historia Leny i Alexa nie była bardzo dobra, ale nie należy też do najgorszych. Czytało się ją całkiem dobrze, momentami wciągała, ale na pewno dzięki niej nie zostałam wielką fanką tej autorki. Dlatego po "7 razy dziś", znając już pióro pisarki, nie spodziewałam się cudów. Mimo wszystko pomysł naprawdę mnie zaciekawił i rozpoczęłam lekturę. 

Główną bohaterką i jednocześnie narratorką jest nastoletnia Sam Kingston. Dziewczyna jest bardzo popularna. Ma grono przyjaciółek, z którymi imprezuje i żartuje. Jest bardzo pewna siebie. Wszyscy ją podziwiają. Uznaje, że może wszystko, bo należy do tych popularnych. Gardzi kujonami i dziwakami. Uważa, że jest od nich lepsza. 
Pewnego wieczoru, wracając z imprezy, ma tragiczny wypadek samochodowy. Powinno jej już nie być na tym świecie. Budzi się jednak po raz kolejny tego samego dnia. Przeżywa go znowu. I znowu. I znowu. I znowu. Co sprawiło, że Sam zaplątała się w pętle czasu? Dlaczego los postanowił dać jej drugą szansę? Jak dziewczyna może odzwyskać swoje dawne życie? Poszukując odpowiedzi na te pytania bohaterka dokładniej przyjrzy się swojemu życiu i ludziom, którzy ją otaczają. Czy naprawdę było ono tak dobre, jak do tej pory uważała?

Prolog napełnił mnie ogromnym optymizmem. Czułam, że autorka zaserwuje czytelnikowi piękną historię o życiu i błędach jakie popełniamy. Miałam ogromną nadzieję, że będzie to cudowna, dająca do myślenia opowieść. Pierwszy rozdział podziałał jednak na mnie jak kubeł zimnej wody. Miałam ochotę zacząć śmiać się w głos i rzucić książką o ścianę. Nawet nie zliczę momentów, w których byłam całkowicie załamana zachowaniem bohaterek.

Wyobraźcie sobie taki typowy, tandetny, amerykański serial. Mamy tam licealistki (grane oczywiście przez 30-letnie kobiety), które uważają się za szkolne gwiazdy i ciągle mówią o tym, jakie są popularne. Chyba każdy wie, co mam na myśli. Czytając "7 razy dziś" czułam się właśnie tak, jakbym miała do czynienia z tego typu produkcją, przeniesioną na papier. Życie nastolatków ukazano w sposób totalnie nierealistyczny. Nie mogłam sobie wyobrazić moich znajomych, którzy się tak zachowują. Od tego aż biją stereotypy. Czy jest osoba, której się to podoba? Oj, nie sądzę.

Przeszkadzał mi wtedy również styl pisarki, która na siłę próbowała wczuć się w nastoletnią imprezowiczkę. Efekt był po prostu komiczny. Totalnie jej to nie wyszło. Rada dla wszystkich autorów - przestańcie próbować wplatać do książek zwroty, które myślicie, że są typowe dla współczesnej młodzieży. Najczęściej okazuje się, że nie są. Podobnie jest z przemyśleniami bohaterki, które są i żałosne i śmieszne. Autorka mocno popadła w banał.

Kolejnym ogromnym minusem jest okropna nuda, która w pewnym momencie zaczyna towarzyszyć nam podczas czytania. Chwilami miałam dosyć i odliczałam strony do końca lektury. Akcja jest strasznie rozwleczona. Autorka niepotrzebnie dała Sam aż 7 dni. Podczas większości z nich tak naprawdę nic się nie dzieje. Wszystko wygląda praktycznie tak samo. W końcu akcja aż błaga o przyspieszenie, a czytelnik zaczyna mieć jej dość. Dlatego wiele osób nie daje rady dobrnąć do zakończenia.

Pojawia się tu również beznadziejny i niezbyt zrozumiały dla mnie wątek miłosny, który autorka wytrzasnęła chyba z kosmosu. Kolejna nierealistyczna rzecz w tej książce do całkiem długiej listy. Nie będę jednak rozwijać tego tematu, ponieważ mogę bardzo łatwo napisać o kilka słów za dużo, a nie chcę, aby ktoś się na mnie obraził.

Czytając to, co napisałam, mogłoby się wam wydawać, że "7 razy dziś" ocenię bardzo nisko. Otóż nie. Mnie samą to zaskoczyło. W pewnym momencie chyba zrozumiałam, co autorka chciała nam przekazać. Bohaterka przechodzi stopniową, powolną (naprawdę, można to było trochę przyspieszyć) przemianę. Stopniowo zaczyna rozumieć, co robiła nie tak. Poznajemy wiele sposobów na przeżycie jednego dnia. Obserwujemy, jak różnorodnie mógł się potoczyć. Sam popełniała różne błędy i doświadczała ich konsekwencji. Robi głupstwa, rani innych... Widzimy, że gdyby nie zrobiła w pewnym momencie tego, to później nie stałoby się tak, jak było. Wszystkie nasze czyny- zarówno te dobre i złe, mają jakieś skutki w naszym codziennym życiu. Powinniśmy uważać na to, co robimy i mówimy, bo nie wiemy, jak może to odbić się na drugiej osobie. Autorka nakłania nas do tego, abyśmy zwracali większą uwagę na ludzi wokół nas i potrafili rozróżnić, co tak naprawdę jest ważne. Porusza również temat masek, jakie zakładają ludzie. Próbują schować cały swój ból, lekceważąc i szydząc z innych. W środku są jednak totalnie rozbici i boją się, że ktokolwiek to zauważy.

"7 razy dziś" to książka, która próbuje przekazać nam ważne wartości dotyczące naszego codziennego życia i ludzi. Są one jednak przedstawione w tak słaby sposób, że mało komu uda się dobrnąć do końca powieści. Miała ogromny potencjał, który został zmarnowany. Nie jest to zła książka, jednak bardzo daleko jej, aby dołączyć do grona moich ulubionych. Czy żałuję, że ją przeczytałam? Mimo wszystko nie. Cieszę się, że wytrwałam do końca. Gdybym jednak mogła jeszcze raz przeżyć dzień, w którym ją kupiłam, zdecydowanie zaoszczędziłabym pieniądze.



Follow me @worldfrombook