akcja,

Kerry Drewery - "Cela 7"

lipca 13, 2017 Pewna Książkoholiczka 0 Comments





Media wywierają coraz większy wpływ na nasze społeczeństwo. Często zdarza się, że ludzie po prostu żyją życiem celebrytów, ukazywanym przez telewizję, gazety, portale plotkarskie. Całe dnie spędzają wpatrzeni w szklany ekran. Nie zastanawiają się nad sensem i logiką znalezionych tam informacji - po prostu łykają wszystko, co jest im podawane. Skoro jest tam tak napisane, to pewnie tak jest i koniec. Są tym wszystkim po prostu otumanieni, co jest bardzo sprawnie wykorzystywane. Media mają w naszych czasach po prostu władzę. Narzucają jak ludzie mają myśleć, jak patrzeć na różne sprawy. Manipulują na wiele przeróżnych sposobów. Sterują ludźmi, którzy bardzo łatwo się temu poddają. Sytuacja jest moim zdaniem coraz gorsza. Wyobrażacie sobie sytuację, w której dochodzi do tego, że anonimowi widzowie, za pośrednictwem reality TV mogą decydować o tym, czy ktoś powinien zginąć, czy jest niewinny? Świat w którym nie ma sądów, świadków, dokładnych dowodów. Jest za to program telewizyjny, który na swój sposób przedstawia sprawę. I są oczywiście widzowie, którzy dzięki sms-om, osądzą oskarżonego, bazując tylko i wyłącznie na tym, co im pokazano. Przerażające? Witajcie w świecie "Celi 7".

Książek o podobnym schemacie jest już naprawdę dużo na naszym rynku. Zepsute społeczeństwo i nastolatka, która postanawia ocalić świat. Brzmi znajomo? Pewnie, że tak. Nic dziwnego, że na początku totalnie nie zainteresowałam się "Celą 7". Gdzieś mi się tam przewinęła, ale większej uwagii na nią nie zwróciłam. Zapewne zostałoby tak, gdyby nie to, że pewnego dnia nie wygrałam ją w jakimś konkursie na facebooku. Bardzo się z tego ucieszyłam. Kiedy przesyłka dotarła, usiadłam i z ciekawości zaczęłam czytać pierwsze strony. Nie spodziewałam się wtedy, że książka tak bardzo mnie pochłonie i pozytywnie zaskoczy.

Bardzo podobał mi się pomysł pisarki i to, co chciała przekazać, dzięki swojej historii. Poruszyła naprawdę ważne tematy. Idealnie pokazała problem mediów- zapatrzenie w nie ludzi oraz to, jak często oszukują widzów, ukazując różne wydarzenia w zupełnie innym świetle, niż w rzeczywistości. W przypadku tej historii, jest to naprawdę świetnie pokazane. Widzimy, jak wypowiedzi ludzi są przekręcane i pokazywane widzom programu "Sprawiedliwością jest śmierć". Często mają bardzo niewiele wspólnego z rzeczywistością. Odbiorcy są oszukiwani i manipulowani. Wszystko po to, aby zwiększyć oglądalność i sprawić, że więcej osób będzie wysyłać smsy. Aż tak źle, jak w powieści u nas jeszcze nie jest, ale według mnie takie zachowanie się nasila. Być może "Cela 7" chociaż trochę otworzy niektórym oczy i sprawi, że zastanowią się, czy naprawdę chcą być częścią tego wszystkiego.

Media to nie jedyny problem, jaki porusza autorka. Ukazała też fakt, jak bardzo niesprawiedliwe jest społeczeństwo. Porównała dwa światy - bogatych celebrytów oraz biednych ludzi, nawet bezdomnych. Widzimy, jak wielka jest różnica między nimi. To właśnie ci, których na to stać, mogą głosować. Czy jest to w takim razie taki demokratyczny sąd, w którym każdy ma prawo głosu? No nie do końca.


Zwraca też dużą uwagę, jak majętni, wpływowi ludzie traktują tych, których uważają za gorszych. Mogą robić co chcą i nie ponoszą za to żadnych konsekwencji. Absolutnie się nimi nie przejmują. Traktują ich jak śmiecie. Mają przecież nad nimi władzę. Kto przejmie się bezdomną osobą? Oni mają pieniądze, mają wpływy, więc zawsze sobie w takich sytuacjach poradzą. Całkowity wymysł autorki? Jeżeli się nad tym zastanowić, to chyba niestety nie do końca...

Książka zaskoczyła mnie również pod wieloma innymi względami. Największym były chyba tutułowe cele. Główna bohaterka 7 dni spędza w Celach Śmierci. Każdego dnia przechodzi do nowej, aż trafia do ostatniej, gdzie czeka na nią elektryczne krzesło. Przez ten tydzień będzie trwało głosowanie widzów, któro zadecyduje o tym, czy nastolatka na nim usiądzie. W mojej głowie te izby wyglądały zupełnie inaczej. Wyobrażałam sobie, że każda z nich będzie inna. Myślałam, że codziennie na naszą bohaterkę będą czekały inne, przerażające rzeczy, a każde pomieszczenie będzie skrywało odmienne sekrety, zadania. Pomyliłam się- nawet bardzo. Każda z tych cel jest praktycznie identyczna. Wszyskie to zwykłe szare, obrapane pomieszczenia, praktycznie puste. Są tam oczywiście jakieś "urozmaicenia", jednak nie tak spektakularne, jak myślałam. Nijakie? Też tak pomyślałam. Później zdałam sobie sprawę, że jest to naprawdę dobry zabieg, który pokazuje, że w tym wszystkim najgorsze było dla więźnia oczekiwanie. Towarzyszyło im poczucie niepewności. Jak zagłosują? Uniewinnią go czy skażą na śmierć? W głowie ciągle pojawiały się myśli, że zostało im jeszcze 5 dni, 4 dni, 3 dni, 2 dni... Ciągłe myślenie o tym, zastanawianie się nad wynikiem było o wiele gorsze niż jakiekolwiek próby, zadania. To właśnie to wykańczało ludzi psychicznie i było zdecydowanie najgorsze.

Mogłoby się wydawać, że skoro w tych celach nie ma nic bardzo specjalnego, książka będzie raczej nudna. O nie. Mnie ona pochłonęła bez reszty - do tego stopnia, że nawet po odłożeniu, nie mogłam przestać o niej myśleć. Okazuje się, że sprawa morderstwa znanego celebryty jest o wiele bardziej skomplikowana, niż może się wydawać. Historia Marthy jest dosyć nieoczywista. Momentami naprawdę zaskakuje. Mimo że dziewczyna przyznała się do winy, czytelnik czuje, że coś tutaj jest nie tak. Stopniowo dowiadujemy się coraz więcej i więcej. Poznajemy przeszłość nastolatki oraz innych bohaterów. Skrywają oni mnóstwo tajemnic. Wplątani są w różne intrygi i kłamstwa. Czytelnik po prostu musi dowiedzieć się o co chodzi, co się stało. Sprawia to, że naprawdę ciężko oderwać się od powieści. Czyta się ją bardzo szybko. Wszystko to sprawia, że te prawie 500 stron, skończymy w jedną noc.

Bardzo podobał mi się styl pisania autorki. Uwielbiam różne ciekawe i oryginalne zabiegi w książkach. Kerry Drewery mnie nie zawiodła. Oprócz klasycznej narracji, mamy tutaj, przedstawiony w formie scenariusza, przebieg programu "Sprawiedliwością jest śmierć", co uważam za rewelacyjny pomysł. Dzięki temu autorka mogła idealnie pokazać, jak ogromna różnica jest między tym, co dzieje się za kulisami, a tym, co ogląda widz.

Nie zabrakło tutaj również, co jest raczej rzadkością w tego typu książkach, świetnej głównej bohaterki, którą niesamowicie polubiłam. Martha to twarda dziewczyna. Wie, co robi i po co tam jest. Mimo że ma chwile słabości, nie poddaje się. Nie jest tym typem, który postanawia zbawić cały świat. Ma świadomość tego kim jest i jakie są jej możliwości. Wie, na co mogłaby sobie pozwolić, a co lepiej zostawić innym. Dziewczyna odgrywa tylko jakąś rolę w całej tej intrydze. Jest jej częścią, nie kosogłosem liderką. Ma wyznaczone zadanie i trzyma się go. To również bardzo mi się podobało. W końcu jedna nastolatka nie ratuje całego społeczeństwa, hura!

Autorka stworzyła naprawdę dobrych bohaterów - zarówno tych, którzy odgrywają bardzo istotną rolę w tej historii, jak i drugoplanowych. Każdy ma własną historię, charakter i przeżycia, które wpływają na to, kim jest i jakie są jego cele. Niektórych polubiłam bardziej innych wręcz przeciwnie, ale każdy miał w sobie coś, co interesowało i przyciągało.Widać, że pisarka dobrze to wszystko przemyślała.

Pojawia się również wątek miłosny, czyli coś, co często nie wychodzi najlepiej w tego typu książkach. Tutaj nie mogę zdradzić zbyt wiele, żeby nie psuć wam zabawy, ale uwierzcie mi - jest rewelacyjnie poprowadzony.

Pod nie najpiękniejszą okładką, skrywa się rewelacyjna, niesamowicie wciągająca i trzymająca w napięciu historia, w której całkowicie się zakochałam. Fabuła jest przemyślana, nieoczywista i bardzo zaskakująca, a bohaterowie świetnie wykreowani i interesujący. Dodajmy do tego jeszcze rewelacyjną bohaterkę, zgrabną narrację i ważny temat, jakim są współczesne media i mamy naprawdę dobrą ksiażkę, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Polecam i już nie mogę doczekać się kontynuacji.


You Might Also Like

0 komentarze: