sobota, 29 lipca 2017

# dla młodzieży # młodzieżówka

Natalia Osińska - Fanfik



Książek, poruszających tematykę LGBT pojawia się coraz więcej na naszym rynku. Ludzie mówią o tym częściej i otwarcie przyznają się do swojej orientacji. Osoby te walczą o to, aby być tolerowanymi przez resztę społeczeństwa. Chcą pokazać, że nie różną się od innych, a miłość to miłość - niezależnie jaka. Mam wrażenie, że na przestrzeni lat podejście bardzo się zmieniło. Coś, co  kiedyś było nie do pomyślenia, dziś jest coraz częściej akceptowane i nawet wspierane przez resztę ludzi. Sytuacja się poprawia. Ludzie nie mają aż takich oporów, żeby wprost o tym rozmawiać. Podobnie jest w książkach, szczególnie tych skierowanych do młodego czytelnika. Jednym z takich przykładów jest "Fanfik", autorstwa Natalii Osińskiej.

Nie znam zbyt wiele książek, które opisują problemy, z jakimi zmaga się młoda osoba, która chce zmienić płeć. Szczerze mówiąc, to nie przypominam sobie, żebym wcześniej miała z jakąkolwiek do czynienia. Ucieszyłam się więc, kiedy usłyszałam o "Fanfiku", tym bardziej, że jest to powieść spod pióra polskiej pisarki. Po zapoznaniu się z wieloma pozytywnymi opiniami, nie mogłam doczekać się lektury. Czy moja również taka będzie?

Zacznijmy od początku. Tytuł i okładka. Umyślnie nie wstawiłam opisu z okładki na samym początku, tak jak to zazwyczaj robię. Chciałabym omówić go dopiero teraz, kiedy już wiecie, że powieść jest o tematyce LGBT.

Zgodnie z zaleceniem MEN-u
Każdy uczeń oraz rogal,
Aby nie marnować tlenu,
Ma być czymś na kształt pieroga,
Sama słodycz, garnit z krost,
Jedna waga, jeden wzrost,
Pulchne lico, grzbiet garbaty,
W środku pulpa i opiaty.

Na początku mamy wierszyk, fragment z książki, który na początku był dla mnie dosyć niezrozumiały. Dopiero podczas lektury, kiedy dowiedziałam się o co z nim chodziło, zaczął mi się całkiem podobać. Przejdźmy jednak dalej, do tej właściwej części...

W poznańskim liceum trwają przygotowania do Dnia Niepodległości. Czyja koncepcja zwycięży? Kółko historyczne domaga się patriotycznej akademii. Zespół kabaretowy woli skecze o rogalach świętomariackich. Tymczasem szesnastoletnia Tosia ma w głowie poważniejszy problem: chyba się zakochała w jednym z artystów. W dodatku nie potrafi dojść do ładu z tym, kim tak naprawdę jest.

Jedno wie na pewno: ma dosyć bycia grzeczną dziewczynką i potulnego spełniania cudzych oczekiwań.

Z opisem zdecydowanie coś nie wyszło, przynajmniej w moim przypadku. Jedynym powodem, dla którego postanowiłam sięgnąć po tę powieść, były recenzje, z którymi miałam wcześniej okazję się zapoznać. Sięgając po książkę, wiedziałam, że główna bohaterka zmagać będzie się ze zmianą płci i dlatego postanowiłam zapoznać się z jej historią. Gdybym znalazła ten tytuł po prostu w bibliotece czy księgarni, po przeczytaniu opisu, w życiu bym nie zabrała tej powieści ze sobą do domu. Stwierdziłabym, że jest to kolejna bardzo przeciętna młodzieżówka. Czego bym się spodziewała? Grupki małolatów, którzy robią awanturę o tak mało istotną akademię szkolną i żenujących rozterek sercowych zbuntowanej nastolatki. Nie wiem jak wy, ale ja właśnie tak to widzę. Czy jest tak w rzeczywistości? Oczywiście, że nie! Ten Dzień Niepodległości to naprawdę najmniejszy problem bohaterów. Dlaczego został tak wyeksponowany? Nie mam pojęcia. Można było podkreślić inne, ważne i o wiele bardziej wartościowe w tej powieści rzeczy- konflikt z rodzicami, samotną walkę z problemami i oczywiście fakt, że bohaterka ma dosyć bycia Tosią, lecz chce być Tośkiem. Bez problemu znalazłoby się w tej historii wiele wątków, o których można byłoby wspomnieć w opisie, zaciekawiając tym potencjalnego czytelnika. A tak? Opis bardziej odpycha, niż przyciąga. Chyba nie o to chodzi, prawda?


Okładka jest po prostu śliczna. Dziewczyna, wpatrująca się z książki ma w sobie coś, co hipnotyzuje i sprawia, że chcemy poznać jej losy.

Historia o Tosi jest okej. Czyta się ją przede wszystkim bardzo miło i szybko. Autorka pisze naprawdę zgrabnie, przez co śledzenie losów bohaterów jest przyjemnością. Historia ubrana jest w bardzo proste słowa. Jest to powieść idealna na letnie, gorące dni, mimo że ostatnio ich niestety brakuje.

Bohaterowie jednym się spodobają, innym nie. Nie są oni zbyt szczególni i wyjątkowi. Są po prostu normalnymi nastolatkami. Nie spotkamy tu dziwacznych hipsterów rodem z książek Greena czy Quicka. Nie mają oni w sobie nic tak bardzo indywidualnego, niespotykanego. Są przeciętni. Tutaj być może was zaskoczę - ja, która uwielbia, kiedy trafia na totalnie oryginalne postaci -to mi właśnie idealnie pasowało. Nie są oni totalnie bezbarwni, jak to często się zdarza w książkach, ale i nie szczególnie interesujący. To normalne dzieciaki z normalnego, polskiego liceum. Są po prostu wyjęci z życia codziennego. Bez problemu takich spotkasz na szkolnym korytarzu. To było dla mnie po prostu super. Są realistyczni, sympatyczni i łatwo ich polubić.

Śledziłam losy nastolatki z ciekawością. Całkiem wciągnęłam się w tę historię. Byłam bardzo ciekawa, co będzie na następnej stronie.  Pojawiło się w niej jednak wiele zgrzytów, na które nie mogłabym nie zwrócić uwagi. 

Przede wszystkim przemiana głównej bohaterki. To wszystko było dla mnie po prostu zbyt proste. Wyobraźcie sobie taką sytuację - najlepiej ubrana i umalowana dziewczyna w szkole (w końcu dba o nią jej ciocia, która prowadzi popularny salon kosmetyczny), pewnego dnia postanawia całkowicie się zmienić. Sukienki z falbankami zastępuje męskimi rzeczami, perfekcyjny makijaż znika, a do tej pory dokładnie ułożone włosy zostają zebrane w niski kucyk. Mało tego! Dana dziewczyna stwierdza, że chce, aby zamiast "Tosia", nazywać ją "Tosiek". I to tak z dnia na dzień! Jeszcze wczoraj twoje koleżanki zazdrościły jej dopracowanego wyglądu, a dzisiaj pojawia się jako chłopak. Ciężko mi jest to sobie poukładać w głowie. Pomińmy już nawet fakt, że to chyba nie do końca tak działa. Nie znam się na tym, ale słyszałam relacje osób, które zbierały się na odwagę latami, a nie w przypływie impulsu, tak jak Tosia. Już nawet to nie jest najważniejsze. Rzeczą, która bardziej mnie zaskoczyła była reakcja otoczenia. A właściwie jej brak! Co prawda później pojawiają się jakieś złośliwe komentarze, zdjęcia dziewczyny na forum itp., ale najważniejszy był ten pierwszy dzień, kiedy Tosia ukazuje środowisku swoje prawdziwe "ja". Żadnych wyzwisk. Żadnych komentarzy. Żadnych telefonów do rodziców. I co ważniejsze - żadnych wątpliwości. Ona szybko się z tym godzi i jej przyjaciele szybko się z tym godzą. Nie, tak nie jest. To wszystko poszło zbyt łatwo i kolorowo. Starałam się wyobrazić sobie siebie na miejscu dziewczyny. Co gdybym pewnego dnia postanowiła być Julianem? Jestem pewna, że wywołałoby to naprawdę duże poruszenie, chociaż, podobnie jak bohaterka, do najpopularniejszych zdecydowanie nie należę. Od sąsiadek, przez nauczycieli, aż po znajomych, wśród których na pewno znalazłyby się osoby, które postanowiłyby uprzykrzyć mi życie. Ja sama też biłabym się z myślami. Czy na pewno dobrze robię? Może mi się tylko wydaje? Co, jeżeli mnie pobiją i wyśmieją? Tosia nie miała takich problemów. Wydawało mi się to dziwne i przede wszystkim niesamowicie nierealne.

Uwaga! W poniższym akapicie mogą pojawić się spoilery!!!

Znajdziemy też różne inne błędy. Całkowity brak kontroli nad braniem leków przez Tosię. Zignorowanie wizyty u psychiatry przez nastolatkę i totalne pominięcie tego faktu zarówno przez opiekunów, jak i lekarza. Przerwanie leczenia w dowolnym momencie i odstawienie leków, od których swoją drogą podobno była uzależniona, "bo tak". Mimo pogodzenia się z tym, że Tosia jest chłopcem, brak zainteresowania opiekunów i bohaterki zmianą pod kątem medycznym, chociaż mam nadzieję, że autorka nadrobi to w drugiej części. Chodzenie Tosi tygodniam w tych samych ubraniach, należących do jej kolegi. Wyśmianie nauczycieli na scenie bez żadnych konsekwencji. Chyba że istnieją szkoły, gdzie kadra pedagogiczna ma tak duży dystans do siebie, że powala na zrobienie parodii ich zachowań, bez wcześniejszego omówienia tego... W ogóle, cały ten Dzień Niepodległości potraktowano przez uczniów jako jedną wielką komedię. Nie chce mi się wierzyć, że żaden nauczyciel za to nie odpowiadał i tego nie pilnował. Większość z tych błędów nie ma wielkiego wpływu na fabułę, ale jednak trochę ich jest. Jeżeli ktoś bardziej zwraca na to uwagę, z pewnością będzie go to drażniło. W większości przypadków można przymknąć na to oko, ale niektórych rzeczy nie da się nie zauważyć.

Czego mi bardzo zabrakło? Przemyśleń bohaterki i głębszej analizy jej doznań i myśli. Czytelnik w bardzo małym stopniu poznaje to, co dziewczyna czuje. Brakowało mi tutaj jej przemyśleń, jakiś wątpliwości. Autorka niezbyt skupiła się na jej wnętrzu. Przecież Tosia musiała rozmyślać nad swoją decyzją. Nie wierzę, że nie miała momentów zwątpienia, załamania, poczucia wyobcowania. Taka sytuacja jest jednak problemem, szczególnie dla młodziutkiej, dojrzewającej dziewczyny. Nie dowiadujemy się, co czuła, kiedy postanowiła pokazać się społeczeństwu, zmienić swoje życie. Po prostu tak zrobiła i tyle. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Koniec.

Przyznam szczerze, że mam bardzo mieszane uczucia względem tej pozycji. Z jednej strony spędziłam z nią miły wieczór i na swój sposób poczułam sympatię do bohaterów. Jednak kiedy głębiej się nad tym zastanowić, pojawia się tutaj sporo błędów, na które nie mogłabym nie zwrócić uwagi. Zabrakło mi również bliższego przypatrzenia się psychice bohaterki, co jest naprawdę istotnym aspektem w tego typu książce. Mimo to "Fanfik" do złych książek z pewnością nie należy. Będę ją ciepło wspominać i myślę, że sięgnę nawet po kolejną część. Jestem ciekawa, jak potoczą się dalsze losy Tośka. Uważam, że jest to dobry debiut i Natalia Osińska może nas jeszcze naprawdę nieźle zaskoczyć. Widzę w autorce ogromny potencjał. "Fanfik" polecam, aczkolwiek nie radzę nastawiać się na coś mega niesamowitego.

Follow me @worldfrombook