środa, 2 maja 2018

E. Lockhart - Kłamczucha


Wierzyła, że im więcej wypocisz na treningu, tym mniej wycierpisz w walce.
Wierzyła, że najlepszym sposobem, by uniknąć złamanego serca, jest udawać, że się go nie ma.
Wierzyła, że to, jak mówisz, jest często ważniejsze niż to, co masz do powiedzenia.
Wierzyła też w filmy akcji, trening siłowy, potęgę makijażu, ćwiczenie pamięci, równe prawa oraz to, że z filmików na YouTube można się nauczyć miliona rzeczy, których na próżno szukać w college’u.

Jule West Williams to wojowniczka, dziewczyna kameleon, zawsze gotowa do ataku.
Imogen Sokoloff to dziedziczka fortuny i zagubiona w życiu sierota. Co przyniesie przyjaźń tych dwóch tak różnych dziewczyn?

Nowa powieść autorki „Byliśmy łgarzami”. Kryminał psychologiczny pełny suspensu, intryg i nieczystych zagrywek. E. Lockhart stworzyła porywającą historię młodej kobiety, której diaboliczne umiejętności stały się przepustką do wygodnego życia.


"Kłamczucha" była jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier. Z niewiadomych powodów nastawiłam się niesamowicie pozytywnie. Spodziewałam się powieści YA o zagubionej dziewczynie, która pod maską chłodnej i pewnej siebie osoby, skrywa swoją wrażliwą, delikatną stronę. Bardzo miałam ochotę na lekturę czegoś w tym klimacie i miałam nadzieję, że powieść E. Lockhart spełni moje oczekiwania. Czekało mnie jednak duże rozczarowanie.

"Kłamczucha" jest bardzo specyficzną książką. Jak już pisałam, po opisie wyobraziłam sobie coś zupełnie innego, niż ostatecznie dostałam. Nie jest to klasyczna obyczajówka, ale thriller psychologiczny. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie wybrana przez autorkę forma, której moim zdaniem nie udźwignęła

Czymś, co wyróżnia "Kłamczuchę", jest odwrócona chronologia wydarzeń. Polega to na tym, że zaczynamy czytać od końca. Na początku książki poznajemy skutki działań bohaterki, a dopiero z biegiem czasu dowiadujemy się, co sprawiło, że znalazła się tam, gdzie jest. Jedni uważają to za duży plus powieści, inni za jej największą wadę. Zaliczam się do tej drugiej grupy.


Pomysł autorki był naprawdę intrygujący. Z pewnością taki zabieg mógłby niesamowicie wciągnąć czytelnika. Tutaj moim zdaniem to nie wyszło. Problemem jest zbyt duży chaos, jaki powstał. Wszystkie wydarzenia są poplątane. Czytając, w pewnych miejscach kompletnie nie rozumiemy o co chodzi. Pojawiają się jakieś nowe, znajome bohaterce postacie. My, czytelnicy, nie wiemy o nich jednak kompletnie nic. Kim są? Jak się tu znalazły? Co robią? Jaką rolę odgrywają w tej historii? Sprawia to, że podczas lektury mamy mętlik w głowie. Okropnie mnie to irytowało i zniechęcało do lektury. Przez większą część książki w ogóle nie wiadomo o co tu chodzi. Zakładam, że nie jedna osoba rzuciła ją w kąt, stwierdziwszy, że marnuje na nią czas. Odwrócenie ciągu przyczynowo-skutkowego mogłoby się udać tylko wtedy, kiedy autorka włożyłaby w to naprawdę wiele wysiłku. Musiałaby zwrócić uwagę nawet na najmniejsze szczegóły i bardzo dokładnie przeanalizować to, co chce przekazać. Dzieło E. Lockhart było w moich oczach jednak mocno niedopracowane i przez to wypadło tak źle.

"Kłamczucha" to powieść, którą trzeba przeczytać na raz, mocno skupiając się na treści. Aby zrozumieć kolejny rozdział trzeba dobrze zapamiętać poprzedni. Inaczej nie będziemy wiedzieli, co czytamy. Mimo wszystko i tak nieraz będziecie musieli wrócić do poprzednich stron, żeby zorientować się, co pisarka miała w ogóle na myśli. Z tego powodu czytanie nie sprawiało mi przyjemności. Lektura czegoś tak niedopracowanego i przez to ciężkiego do zrozumienia była naprawdę męcząca.

Brakowało mi tutaj również zwrotów akcji i momentów zaskoczenia, których można oczekiwać po powieści tego typu. Pomijając już ten cały bałagan i niejasności- historia ta zwyczajnie nudzi. Nie dzieje się nic interesującego, co sprawiłoby, że nie mogłabym oderwać się od czytania. Wszystko to sprawiało, że moja przygoda z "Kłamczuchą" była naprawdę męcząca.

Styl pisania również pozostawia wiele do życzenia. Warsztat E. Lockhart jest po prostu kiepski. Krótkie, do bólu proste zdania w trzecioosobowej narracji wypadły bardzo słabo. Dodatkowo miałam wrażenie, że były dosyć chaotyczne. Pisarka używa też wielu nielubianych przeze mnie "zapychaczy". Mówię tu o całkowicie niepotrzebnych informacjach i opisach podstawowych czynności. Sprawiało to, że lektura jeszcze bardziej mi się dłużyła i nie mogłam doczekać się końca.

Skłamałabym, mówiąc, że książka mi się podobała. A że kłamczuchą nie jestem, powiem, że powieść E. Lockhart jest naprawdę słaba. Ogólny zamysł był całkiem dobry i gdyby pisarka postarała się bardziej, mogłoby nawet coś z tego wyjść. Mamy jednak do czynienia z chaotyczną, pogmatwaną i nudną historią, której lektura nie sprawiła mi niestety przyjemności. Bardzo się zawiodłam. Nie polecam.




Popular Posts