piątek, 12 lipca 2019

Aleksandra Polak - "Perłowa Dama"



 Magiczny cyrk powraca. Ciemność znów atakuje. Takiego obrotu wydarzeń nikt się nie spodziewał! Alicja walczy o przetrwanie w mrocznych podziemiach Hadesu, gdzie brat Hadriana, Tristan, staje się jej jedynym sprzymierzeńcem. Gdy dziewczyna w końcu ucieka, okazuje się to początkiem niebezpiecznych przygód. W nadziei na złamanie klątwy ciążącej nad braćmi, Circus Lumos wyruszają w daleką drogę i odkrywają sekrety potężnych magów. Pomiędzy Alicją i Tristanem nawiązuje się nić sympatii i życie dziewczyny kolejny raz przewróci się do góry nogami. Jak potoczą się dalej losy cyrku? Co wydarzy się między Alicją a Tristanem? Kim jest tytułowa Perłowa Dama? Sięgnij po książkę i wyrusz w podróż z cyrkową trupą świateł i cieni.


Niezależnie jaka "Perłowa Dama" by nie była, nauczyła mnie jednej ważnej rzeczy, za którą jestem jej szalenie wdzięczna i mam nadzieję, że zostanie ze mną na dłużej. Mianowicie..

Jeśli coś mi mówi, że mam trzymać się od danej książki z daleka, to zdecydowanie powinnam ją sobie odpuścić.

Minęło już trochę czasu odkąd dodałam recenzję pierwszej części serii Aleksandry Polak i jeśli ktoś kojarzy ten post, to wie, że książka nie wywarła na mnie najlepszego wrażenia. Nastawiłam się na lekką, przyjemną młodzieżówkę, a ostatecznie pozostałam z dużym rozczarowaniem. Długo wahałam się nad sięgnięciem po kontynuację. Zakończenie, jakie autorka przedstawiła w pierwszym tomie zaciekawiło mnie jednak do tego stopnia, że postanowiłam dać jej kolejną szansę. Po lekturze "Perłowej Damy" jestem już jednak przekonana, że było to nasze ostatnie spotkanie.

Już po pierwszych stronach doszłam do wniosku, że to jednak nie był dobry pomysł. Jeśli jest coś, co może mnie zirytować bardziej niż przesłodzony, udramatyzowany wątek miłosny rodem z wattpada, to chyba tylko trójkąt miłosny. Więc zgadnijcie co tu znalazłam!

"Czy można kochać dwóch chłopaków naraz? Puknij się w głowę- powtarzałam samej sobie. Ale chyba rzeczywiście okazało się to możliwe."

I w tym momencie mam ochotę rzucić książką o ścianę (a warto zaznaczyć, że była to dopiero strona 10).

W kreacji bohaterów nie widzę zbyt wielkiej poprawy. Postaci, które spotykamy dalej są tak samo płaskie, nudne i nierealistyczne, jak były, a Alicja irytuje na co drugiej stronie. Ich działania momentami są naprawdę nielogiczne i niezrozumiałe. Jedynym pozytywnym aspektem w tym temacie jest Tristan, który może i nie jest postacią idealną, ale jak na razie zdecydowanie najciekawszą, jaką autorce udało się stworzyć. Mimo że jest on do bólu schematyczny, był chyba jedynym bohaterem na kartach tej powieści, jakiego udało mi się polubić. Z pewnością jest lepszy i bardziej charyzmatyczny niż wyidealizowany Edward Cullen Hardin

Akcja jest moim zdaniem nieco ciekawsza niż w poprzednim tomie. Pomysł na ten tom był naprawdę dobry i mogło z niego powstać coś dobrego. O wiele częściej obracamy się w sferze magicznej, w przeciwieństwie do pierwszego tomu, który przez dłuższy czas bardziej przypominał kiepską obyczajówkę. Świat zaserwowany przez autorkę również zmierzał w lepszą stronę. Więcej czarów, więcej interesujących miejsc. Nie uratowało to jednak faktu, że schemat goni tu schemat, akcja jest nudna, rozciągnięta i wypełniona irracjonalnymi rozwiązaniami, których nawet nie mam siły przytaczać. Fabuła, mimo że odrobinę lepsza w porównaniu do "Króla Kier", w dalszym ciągu pozostała nijaka i przepełniona banałami.

Jeśli chodzi o styl pisania, zbyt wiele się nie zmieniło. Podczas lektury nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że czytam średnie fanfiction z wattpada. Pomijając już nawet wszystkie te nielogiczne fragmenty, koszmarne dialogi i potwornie irytujące rozmyślania nastoletniej bohaterki- wyraźnie czuć, że warsztat jest mocno niedopracowany. Widać, że autorka starała się pisać "ładnie"- kwieciste opisy, wyszukane cytaty. Ogólnie coś takiego w książkach jest na plus. Trzeba tylko wyczuć kiedy można coś takiego wpleść. Szkoda tylko, że w tym przypadku zostało wciśnięte strasznie na siłę i momentami daje efekt aż komiczny. Pełno tutaj również zwyczajnie głupich fragmentów i zdań, które aż błagają o przeredagowanie i których zwyczajnie nie da się czytać.

Moja przygoda z Circus Lumos oficjalnie w tym miejscu się zakończyła. Mimo że fabularnie jest trochę lepiej, kiepscy bohaterowie, beznadziejny wątek miłosny i bardzo słaby styl pisania przeważają nad całkiem dobrym pomysłem autorki. Potencjał autorki pozostał niewykorzystany zarówno w pierwszym, jak i również w drugim tomie. Czy coś się zmieni "Księciu Cieni?"
Nie zamierzam sprawdzać.




Znalezione obrazy dla zapytania we need ya








1 komentarz:

  1. No właśnie, okładki piękne, ale czy coś poza tym? Nauczyłam się już nie rzucać na wszystko, co świeci i przyciąga wzrok. Ja również nie zamierzam czytać trzeciego tomu - szkoda mi czasu. :/

    Pozdrawiam,
    Czytanie Naszym Życiem

    OdpowiedzUsuń