poniedziałek, 16 września 2019

Tomi Adeyemi - "Dzieci krwi i kości"




Niegdyś kraina Orisza tętniła życiem i magiczną mocą, ale to już przeszłość. Teraz, pod rządami bezwzględnego władcy, magowie są ofiarami okrutnych prześladowań. Zélie straciła matkę, a jej lud – wszelką nadzieję. Kiedy jednak nadarza się okazja, aby pokonać monarchę, dziewczyna nie zamierza się poddać! Z pomocą zbuntowanej księżniczki planuje przechytrzyć następcę tronu, który chce położyć kres istnieniu magii.


Orisza to niebezpieczna kraina, królestwo złowrogich śnieżnych lampartusów i mściwych duchów. Ale największym zagrożeniem dla Zélie jest ona sama, musi bowiem zapanować nad własną mocą i coraz silniejszym uczuciem do wroga…



Powieść "Dzieci krwi i kości" jakiś czas temu zawojowała zagraniczny rynek wydawniczy. W internecie można było znaleźć mnóstwo zachwytów nad powieścią, a jej autorkę uznano nawet za następczynię Sary J. Maas, czy samej J. K. Rowling. Oprócz rzeszy fanów, historia białowłosej dziewczyny zebrała wiele nagród. Okrzyknięto ją najlepszą książką YA według portalu goodreads. 

Do książek, na które pojawia się wielki szum, podchodzę z dystansem. Z doświadczenia wiem, że w tego typu przypadkach nastawiając się na coś świetnego, mogę spotkać się jedynie z bolesnym rozczarowaniem. Dotkliwie odczułam to między innymi podczas spotkania z twórczością słynnej autorki "Szklanego tronu", z którą zestawiana jest Tomi Adeyemi. Obawiałam się, że i w tym przypadku spotka mnie jedynie wielki zawód i niechęć. Czy słusznie?


Sama historia, którą znajdziemy na kartach powieści nie jest niczym wyjątkowo oryginalnym. Nie oszukujmy się jednak- przy aktualnej liczbie powieści fantasy dla młodzieży niemożliwe jest, aby zrobić czegoś w stu procentach innego. Zawsze przewijają się wątki, motywy, sytuacje, które podobne będą do tego, z czym już kiedyś mieliśmy okazję się spotkać. Tak właśnie jest w przypadku "Dzieci krwi i kości". Wiele osób zarzuca powieści powtarzanie utartych motywów. Mimo to nie zostały one przedstawione na zasadzie "kopiuj-wklej" z innych powieści. Tomi Adeyemi przedstawia przebieg zdarzeń na swój sposób, tworząc porywającą, wielowątkową historię, łączącą to, za co tak lubię ten gatunek. Mamy tu wartką akcję, silną główną bohaterkę, magię, przygodę, motyw walki z władzą, zakazaną miłość, dynamicznych, zmieniających się bohaterów i wiele więcej. Wszystko to zostało zestawione w taki sposób, że daje nam historię, która, mimo że nie jest czymś zupełnie nowym rynku wydawniczym, porywa do swojego świata i dzięki czemu można wybaczyć jej pewną schematyczność.


Autorka tworzy nowy system magiczny. Każdy z magów nich ma inne moce, które stopniowo odkrywamy. Bardzo ciekawą rzeczą jest śledzenie stopniowego rozwoju zdolności bohaterów. Obserwujemy, jak stopniowo coraz bardziej ujarzmiają swoją moc. Razem z nimi odkrywamy, jak daleko mogą się posunąć. Ich możliwości stopniowo stają się mniejszą zagadką i dla nich samych, i dla czytelnika. Często stają się również niemałym zaskoczeniem.

Minusem powieści w kwestii magii i wierzeń jest niewykorzystanie potencjału, jaki niosła w sobie mitologia afrykańska. Elementy afrykańskich wierzeń są tutaj przedstawione bardzo zdawkowo. Liczyłam, że znajdziemy ich więcej. Wielka szkoda, że autorka nie zdecydowała się bardziej skupić na tej kwestii. Byłoby to niezaprzeczalnie coś, co mocno wyróżniłoby książkę na rynku wydawniczym i urozmaiciłoby historię.


Mimo że nie spotykamy się tutaj zbyt blisko z wierzeniami, "Dzieciom krwi i kości" nie można odmówić niesamowitego, dzikiego, afrykańskiego klimatu. Powieść urzekła mnie "tym czymś" na kartach, dzięki czemu w książce czuć magię, która całkowicie oczarowała mnie podczas lektury.

Nie tylko atmosfera historii i wartka akcja sprawiły, że nie mogłam oderwać się od "Dzieci krwi i kości". Już nie pamiętam, kiedy w ostatnim czasie aż tak bardzo udało mi się zżyć z bohaterami jakiejś książki. Żadna z postaci, jakie tam spotkamy, nie jest idealna. Każdy ma swoje wady jak i zalety.  Wspólne doświadczenia zmieniają ich charakter. Z czasem nabierają siły, zmieniają swoje nastawienie do wielu kwestii. Udowadniają, że mogą pokonać swoje słabości. Nie raz zdarzają się irytować do tego stopnia, że mamy ochotę wejść do świata po wieści i wykrzyczeć im, co myślimy o takim zachowaniu, ale mimo wszystko kibicujemy im podczas całej wędrówki. Są skomplikowani, dynamiczni i to wszystko sprawia, że stają się prawdziwi. Tomi Adeyemi udało się wykreować coś więcej niż tylko papierowych, sztampowych bohaterów. Jej postacie ożywają na kartach książki, sprawiając, że czytelnik czuje z nimi więź i chce towarzyszyć im aż do samego końca.


"Dzieci krwi i kości" to przede wszystkim nie tylko lekka, wciągająca młodzieżowa fatastyka. Zamiarem autorki podczas pisania było zwrócić uwagę na nierówność rasową, podział społeczeństwa. Jest to problem, który w XXI wieku dalej jest aktualny. Walka z segregacją nie powinna kończyć się tylko na historii o podziale magów i ludzi. Powinniśmy bardziej zwracać uwagę na to, co dzieje się wokół nas- jak tratowane są osoby nie tylko odmiennej rasy, ale i również wyznania, orientacji, narodowości itd.
Przede wszystkim Tomi Adeyemi chce, abyśmy odnaleźli sobie siłę, by nie bać się przeciwko temu buntować i przypomina nam, że nigdy nie jesteśmy bezsilni. Mimo że przesłanie to może wydawać się niektórym banalne i oczywiste, to jest jednak bardzo ważne w dzisiejszych czasach.


Dopiero pod koniec, po przeczytaniu ostatnich słów autorki, zrozumiałam, co chce przekazać czytelnikowi. Wtedy naprawdę doceniłam tę historię Jest to dobra fantastyka, jednak jej największa wartość kryje się w jej przekazie. Po odłożeniu powieści, przemyśleniu wszystkiego, co się tam wydarzyło i zrozumieniu problemu, możemy zauważyć jej prawdziwą wartość. Jak stwierdziła sama autorka- "(...) jeśli lektura mojej powieści zmieni choć jedną osobę, będzie to mój mały wkład w rozwiązanie problemu, który na co dzień mnie przerasta.". Dlatego bardzo zachęcam Was do zapoznania się z książką i spojrzenia na nią pod innym kątem niż tylko kolejną młodzieżówkę z motywem magii.'

1 komentarz: