czwartek, 11 lipca 2019

David Levithan - "Dzień za dniem"



























Odkąd A sięga pamięcią, jego życie sprowadza się do tego, że codziennie budzi się w ciele innej osoby i musi w nim dotrwać do końca dnia. A święcie wierzy, że jest jedyną osobą na świecie obdarzoną taką przypadłością. Myli się jednak. Nie jest sam.
Od zawsze zmagał się z wszechogarniającą go samotnością, teraz dochodzi do tego zrozumienie, do czego mogą prowadzić miłość i samotność – oraz odkrycie, jak to jest, gdy się okazuje, że są jednak inni, tacy sami jak A


Każdego dnia", historia chłopaka, który codziennie budzi się w innym ciele, zajęła ważne miejsce w 
moim sercu. Mimo że od przeczytania jej minęło już kilka lat, ona dalej została mi w pamięci. Niesie w sobie dużo ważnych dla mnie wartości, opakowanych w naprawdę ciekawą formę.

Nic więc dziwnego, że po przeczytaniu pierwszej części, sięgnęłam po jej kontynuację. Tutaj jednak zaczęły się moje problemy z twórczością Davida Levithana. "Pewnego dnia" czytało mi się naprawdę przyjemnie, mimo że jest to dokładnie ta sama historia, napisana jedynie z kompletnie innej perspektywy. Wpłynął na to na pewno fakt, że od lektury pierwszej części minął wtedy dobrze ponad rok. Drugi tom stanowił więc miły powrót do tego świata i jego bohaterów. Nie sposób jednak było nie zauważyć, że powieść ta została napisana zdecydowanie na siłę, a autorem kierowało nic innego, jak chęć zarobku. Jest to błąd bardzo często popełniany przez popularnych twórców i który nigdy nie ma pozytywnych skutków. Trzecia część, o której dzisiaj wam opowiem, jest tego najlepszym przykładem.

Gdybym napisała, że jestem rozczarowana, nie oddałoby to w pełni tego, co czuję po odłożeniu "Dnia za dniem" na półkę. Z pełną świadomością mogę stwierdzić, że żałuję sięgnięcia po tę powieść. Trzeba było posłuchać cichutkiego głosu rozsądku, który z tyłu głowy szeptał mi, żebym nie psuła sobie tak dobrej historii. Ale cóż- wyszło jak wyszło.

"Każdego dnia" to wyjątkowa książka. Jest nietuzinkowa, wartościowa, ciekawie przedstawiona. Zostawia czytelnika z wieloma pytaniami, na które on sam musi poszukać i udzielić sobie odpowiedzi. Dzięki temu zmusza do myślenia nad naszymi wartościami. Nie mamy tutaj zakończenia podanego na tacy i zaproponowanego z góry rozwiązania problemu. Czytelnik zostaje z otwartym problemem i możliwością podjęcia własnej decyzji na temat tego, jak zakończy się historia tej dwójki. Jednym przypadło to do gustu, innym niekoniecznie. Ja z całą pewnością zaliczam się do pierwszej grupy i mogę nawet stwierdzić, że to właśnie na tym zakończeniu opiera się cała magia, jaką odnalazłam w tej książce.

Czego jednak nie robi się dla popularności! David Levithan nie umie rozstać się ze swoim jednym pomysłem i efektem tego na rynek wydawniczy trafiło "Dzień za dniem", gdzie kontynuowana jest historia A i Rhiannon po zakończeniu akcji "Każdego dnia". Może i jeszcze jakoś na siłę by się to przecisnęło, gdyby autor miał konkretny i przede wszystkim dobry pomysł na rozwój fabuły, nie musząc kombinować na siłę. Było jednak dokładnie na odwrót.

W książce pojawia się (moim zdaniem) niepotrzebny wątek dusz, które podobnie jak A przechodzą z ciała do ciała. Jest on pogmatwany, dziwny i właściwie nic specjalnego od siebie nie wnosi. Został moim zdaniem wciśnięty na siłę i aż bije z tego niedopracowanie. Odniosłam wrażenie, że sam autor nie do końca wiedział o co mu chodzi i gdzie zmierza. X, bohater o zdolnościach podobnych do A, pojawiający się w książce, jest postacią, która miała spory, ale niewykorzystany potencjał. Jego charakter i rola, którą odgrywa w życiu bohaterów, mogły wypaść o wiele wiele lepiej. Pojawienie się tej postaci wyjaśniło mi tak naprawdę tyle co nic, jeśli chodzi o kwestię przechodzenia z ciała do ciała bohaterów. On i bohaterowie jemu podobni nie przekazują żadnych wartości, nic nie tłumaczą. Więc po co w takim razie ten wątek jest? Chyba tylko po to, aby było o czymkolwiek pisać.

W książce nie dzieje się kompletnie nic. Gdybym miała streścić wydarzenia, nie wiedziałabym nawet od czego zacząć. Czuję się tak, jakby to A przeżył za mnie ten dzień, w którym przeczytałam "Dzień za dniem"- niby coś tam mi świta, ale nie pamiętam co się działo. Wszystko zlewa się w jedną całość: A i Rhiannon tęsknią za sobą i próbują się spotkać. I tyle, plus pojedyncze, irytujące mnie momenty związane z wątkiem X. Sprawia to, że powieści zwyczajnie nie da się czytać bez zasypiania nad nią. Na początku pomijałam fragmenty, później strony, aż nawet całe rozdziały. Żadnej akcji, żadnych ciekawych rozwiązań. Jedno wielkie lanie wody, które miało zakończyć się trzymającym w napięciu finałem. Ten zaś wyszedł moim zdaniem bardziej komicznie i głupio niż dramatycznie.

Od kiedy przeczytałam "Dzień za dniem", myśląc o historii A, pierwsze co przychodzi mi do głowy to okropna frustracja. Trzecia część bardzo zaburzyła mi obraz pięknej, wartościowej twórczości autora. Jest bardzo słaba i niszczy całą magię "Każdego dnia". Uważam, że nie powinna zostać w ogóle napisana. David Levithan już dawno powinien raz na dobre pożegnać się z tą historią i postarać się zaskoczyć nas czymś zupełnie nowym. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz